Andrzej Stróżny nie został doprowadzony do prokuratury. Stawił się dziś na wezwanie wraz ze swoim obrońcą po tym, jak otrzymał pisemne wezwanie. Po kilkugodzinnym przesłuchaniu usłyszał zarzuty karne. - Czynności odbywały się w kancelarii tajnej. Były szef CBA usłyszał zarzut z artykułu 231 paragraf 2 Kodeksu karnego - przekazał nam rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba.
Przywołany artykuł mówi o nadużyciu uprawnień przez funkcjonariusza. W przypadku paragrafu 2 przewiduje on wyższą odpowiedzialność karną - do dziesięciu lat - gdyż czyn miał zostać popełniony "w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej".
Chodzi o dwa mieszkania służbowe, z których miał korzystać w celach prywatnych.
Oświadczenie Stróżnego
Stróżny opublikował w poniedziałek wieczorem oświadczenie, w którym poinformował, że nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. "Zarzuty te są w całości pozbawione jakichkolwiek podstaw faktycznych i prawnych. Przestępstwa opisanego w treści postanowienia nigdy nie popełniłem" - zapewnił.
Przekazał również, że prowadzone postępowanie traktuje jako "realizację zlecenia politycznego, którego rzekome ‘statystyki sukcesu’ wybrzmiały dzisiaj w przekazach medialnych".
"Jako szef CBA celem zaoszczędzenia kosztów po stronie służby, nie zdecydowałem się na kosztowne korzystanie z najętego lokalu mieszkalnego, za który dostawałbym pełną rekompensatę zgodnie z obowiązującym prawem, a zdecydowałem się na praktycznie bezkosztowe korzystanie z posiadanych zasobów służby, co było możliwe po analizie przepisów i konsultacji z odpowiednimi podległymi jednostkami organizacyjnymi" - napisał Stróżny.
Prokuratura, potwierdzając nasze ustalenia, opublikowała komunikat na platformie X.
Z policji do CBA
Stróżny to doświadczony funkcjonariusz, który mundurową karierę rozpoczął w policji, kontynuował ją następnie w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i w finale zawodowej ścieżki objął fotel szefa CBA. Ten ostatni awans był efektem wstrząsu w służbie antykorupcyjnej, do którego doszło na przełomie 2019 i 2020 roku. Do swoich przełożonych zgłosiła się wtedy pracownica rachunkowości - zatrudniona od pierwszego dnia funkcjonowania służby - wyznając, że już od kilku lat podbiera z sejfu gotówkę, w sumie niemal dziesięć milionów złotych.
Afera, która wybuchła, spowodowała, że szansę na drugą kadencję w roli szefa CBA stracił Ernest Bejda, były prawnik Prawa i Sprawiedliwości i bliski współpracownik Mariusza Kamińskiego.
- Dyskusje o następcy między ówczesnym premierem Mateuszem Morawieckim a Mariuszem Kamińskim skończyły się postawieniem na Andrzeja Stróżnego. Był wtedy szefem śląskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i miał renomę fachowca. Dodatkowo znał się osobiście z premierem, gdyż ten startował z Katowic, walcząc o swój mandat poselski - mówi nam jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości.
Gdy Stróżny pojawił się w Warszawie, logistycy kupili mieszkanie - za kwotę 1,2 miliona złotych - w którym jako szef zamieszkał. Gdy po ostatnich parlamentarnych wyborach odwołano Stróżnego, jego krótkotrwała następczyni - Agnieszka Gurdak-Kwiatkowska - uznała, że kupno mieszkania mogło łamać prawo, a służbę narazić na straty finansowe. Chodzi o fakt, że zakup lokalu sfinansowano z funduszu operacyjnego.
- Fakt, że w lokalu operacyjnym zamieszkał znany z mediów szef CBA, spowodował, że lokal został zdekonspirowany, jest już nieprzydatny dla służby - mówi nam jeden z warszawskich prokuratorów.
Z treści zawiadomienia, po którym prokuratura zainicjowała postępowanie, wynikało, że były szef CBA miał korzystać w celach prywatnych w sumie z dwóch lokali służbowych na terenie Warszawy.
Śledztwo w sprawie Stróżnego
Śledztwo wszczęto w 2024 roku w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Od tamtej pory raz zmienił się prowadzący je prokurator. Z oficjalnej odpowiedzi, którą przesłał nam rzecznik prokuratury okręgowej Piotr Antoni Skiba, wynika, że przed sformułowaniem zarzutów wobec Stróżnego przesłuchano 40 funkcjonariuszy CBA.
Sprawa jest gorąco dyskutowana w środowisku służb specjalnych. - Stróżny nie zabrał tego mieszkania ze sobą, pozostało ono w CBA - mówi jeden z funkcjonariuszy.