W środę rano agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali 25 osób, w tym byłego prezesa Enei Mirosława Kowalika. Chodzi o śledztwo dotyczące niegospodarności przy budowie węglowego bloku energetycznego w elektrowni w Ostrołęce.
CBA przeszukało również pomieszczenia związane z dwoma posłami - przekazał minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Jak nieoficjalnie ustalił reporter "Superwizjera" Maciej Duda, chodzi posłów PiS Krzysztofa Tchórzewskiego i Arkadiusza Czartoryskiego. Ten pierwszy za rządu PiS kierował ministerstwem energii.
Krzysztof Tchórzewski potwierdza przeszukanie
Tchórzewski potwierdził działania agentów CBA w czwartek w rozmowie z dziennikarką TVN24 Katarzyną Gozdawą-Litwińską. - Przejrzeli wszystkie posiadane przeze mnie w domu dokumenty - powiedział. Jak dodał, "zachowali się bardzo ładnie".
Zapytany, czy agenci zabrali coś ze sobą, poseł odpowiedział: - Telefon, który ileś tam miał lat. Nie był dawno używany.
Tchórzewski zaznaczył, że nie dostał w sprawie Elektrowni Ostrołęka wezwania do prokuratury. - Nikt mnie do niczego nie wzywał - powiedział.
Jarosław Kaczyński o zatrzymaniach w sprawie elektrowni w Ostrołęce
O sprawę zatrzymań Katarzyna Gozdawa-Litwińska zapytała też prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na czwartkowej konferencji prasowej w Sejmie. Według niego decyzje o zmianie technologii z węglowej na gazowo-parową w elektrowni wynikały z wyliczeń ekonomicznych.
- Te wyliczenia prowadziły do wniosku, że jeżeli ta elektrownia będzie węglowa, to ona będzie na stałej stracie i w związku z tym trzeba ją zmienić w elektrownię gazową. (...) Tak wskazywały przesłanki ekonomiczne, że lepiej stracić, (...), ale później mieć elektrownię, która jest na plusie, niż taką, która jest ciągle na minusie i trzeba do niej dopłacać - wskazał.
- Nie widzę tutaj żadnego elementu niegospodarności ani żadnego elementu, który mógłby prowadzić do przeświadczenia, że to jest przestępstwo. To są po prostu prześladowania - ocenił Kaczyński.
Dodał, że działania CBA w sprawie inwestycji w Elektrowni Ostrołęka wpisują się w "całkowite zniszczenie porządku prawnego w Polsce". - To wszystko będzie musiało się stać przedmiotem odpowiedzialności karnej wszystkich tych, którzy się w to angażowali, którzy taką politykę realizowali - powiedział.
Sprawa elektrowni w Ostrołęce
Budowa bloku C elektrowni Ostrołęka miała być jedną z kluczowych inwestycji rządu Prawa i Sprawiedliwości. W 2018 roku Tchórzewski zapowiadał, że ta największa inwestycja we wschodniej Polsce ma powstać w ciągu pięciu lat.
Arkadiusz Czartoryski odpowiadał za lokalny układ kadrowy, obsadzając zarząd spółki swoimi ludźmi. W 2020 roku CBA zabrało dokumenty z jego domu.
Inwestorem bloku była spółka Elektrownia Ostrołęka, w której grupy Enea i Energa miały po 50 procent udziałów. Zarząd Elektrowni Ostrołęka 29 grudnia 2018 roku wydał polecenie rozpoczęcia prac związanych z budową nowego bloku energetycznego o mocy 1000 MW.
Jednak 13 lutego 2020 roku Enea i Energa oficjalnie poinformowały, że zawiesiły finansowanie projektu budowy nowego bloku węglowego. W czerwcu 2020 roku obie spółki podjęły decyzję o rezygnacji z budowy bloku na węgiel kamienny i postawienia w jego miejsce źródła na gaz, a w grudniu tego roku Enea wycofała się zupełnie z inwestycji. Jej udziałowcami pozostały kontrolowane przez państwo spółki PKN Orlen, Energa i PGNiG.
Enea oszacowała swoje straty w węglowym projekcie na 656 milionów złotych, a na początku 2024 roku walne zgromadzenie spółki zgodziło się na dochodzenie od byłych członków zarządu, rady nadzorczej i firm ubezpieczeniowych roszczeń za straty w tej właśnie wysokości.
W sierpniu Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła pokontrolny raport w Elektrowni Ostrołęka, w którym zapowiedziała skierowanie sprawy do prokuratury. "Działania zarządu spółki Elektrownia Ostrołęka związane z wycofaniem się z budowy bloku węglowego Ostrołęka C i rozliczeniem przerwanej inwestycji były nielegalne i niegospodarne" - napisała NIK.