Poncyljusz powiedział też, że "wysuwa takie przeświadczenie, że linia partii trochę się zmienia wobec wyrzuconych posłanek". - Dlatego jeszcze czekam, ale nie będę czekał w nieskończoność - powiedział poseł PiS.
"Chcę mieć pewność, że zrobiłem wszystko"
Tłumaczył, że zdaje sobie sprawę, że z najnowszych wypowiedzi kierownictwa partii wynika, że komitet polityczny nie zamierza się zebrać w tym tygodniu. O tym, że "nie ma możliwości żeby się zebrać" w czasie trwania kampanii wyborczej mówił prezes Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej. - Chcę dać szansę, żeby nie mieć takiego zarzutu i też wyrzutów sumienia, że nie zrobiłem wszystkiego, aby doprowadzić do normalności w Prawie i Sprawiedliwości - wyjaśniał jednak Poncyljusz i zaznaczył, że "dzisiaj tej normalności w stosunku do posłanek nie widać".
- Nie ma woli szybkiego załatwienia dobrze tej sprawy. Dobrze, to rozumiem z punktu widzenia interesów Jarosława Kaczyńskiego, ale to osłabia wynik w wyborach tych 32 tysięcy kandydatów - ocenił polityk.
"Nie wymienię nazwisk z wiadomych powodów"
Poncyljusz po raz kolejny zaświadczył, że za dużo łączy go z Joanną Kluzik-Rostkowską i Elżbietą Jakubiak, by "pozostał w innym miejscu niż one". Nie chciał jednak zdradzić z kim jeszcze w partii ma bliski kontakt "z wiadomych powodów", jak mówił.
Poseł powiedział, że przez ten tydzień zamierza wypełniać zwyczajne obowiązki. Być może także weźmie udział w jakimś wiecu wyborczym, ale nie chce, by to wzbudziło takie zamieszanie, jak przyjazd Kluzik-Rostkowskiej do Rudy Śląskiej.
Źródło: tvn24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24