Autokar wypadł z drogi, zginęło pięć osób. Kierowca usłyszał zarzut

TVN24 | Polska

Autor:
akr/adso
Źródło:
PAP
Zarzuty dla kierowcy autokaruTVN24
wideo 2/8
autokar

Zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym usłyszał kierowca ukraińskiego autokaru, który w piątek przed północą rozbił się na autostradzie A4 nieopodal Jarosławia na Podkarpaciu. - Choć jechał z prędkością dozwoloną na autostradzie, czyli nie szarżował, to jednak była to prędkość niedostosowana do podjętego manewru skrętu w prawo - powiedziała prokurator Beata Starzecka z przemyskiej prokuratury. W zdarzeniu zginęło pięć osób. Mężczyźnie grozi do ośmiu lat więzienia.

Pięć osób zginęło w wypadku ukraińskiego autokaru, do którego doszło w nocy z piątku na sobotę na autostradzie A4 w pobliżu Miejsca Obsługi Podróżnych (MOP) Kaszyce koło Jarosławia (Podkarpacie). Kilkadziesiąt osób zostało rannych.

Zastępca prokuratora okręgowego w Przemyślu prok. Beata Starzecka poinformowała w niedzielę wieczorem, że 48-letniemu Wołodymyrowi K., który wówczas prowadził autokar, został postawiony zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE W TVN24 GO

Google Maps

"Była to prędkość niedostosowana do podjętego manewru"

Prokurator przekazała, że dotychczasowe ustalenia pozwoliły przyjąć, iż najbardziej prawdopodobną wersją wydarzeń jest to, że kierowca zamierzał dokonać skrętu w prawo, na MOP.

Tymczasem, jak wynika z zabezpieczonego do śledztwa tachografu, kierowca autokaru na chwilę przed wypadkiem jechał z prędkością 96-97 km/h, ale tuż przed wypadkiem, przed ostatnie cztery sekundy prędkość pojazdu spadała z 95 do 45 km/h.

- Choć jechał z prędkością dozwoloną na autostradzie, czyli nie szarżował, to jednak była to prędkość niedostosowana do podjętego manewru skrętu w prawo – mówiła prok. Starzecka. Wyjaśniała, że dlatego kierowcy postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Grozi za to do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Podejrzany przebywa obecnie w szpitalu i tam był przesłuchiwany. Prokurator powiedziała, że mężczyzna oświadczył, że nie potrafi ustosunkować się do zarzutów - powiedzieć, czy przyznaje się, czy nie. Dodał, że nie pamięta zdarzenia. Odmówił też składania wyjaśnień ze względu na zły stan emocjonalny i zapowiedział, że złoży je później.

Wobec podejrzanego prokurator zastosowała zakaz opuszczania Polski, połączony z zatrzymaniem paszportu oraz dozór policji siedem razy w tygodniu.

Drugi kierowca przesłuchany jako świadek

Drugi z kierowców, który w chwili wypadku nie prowadził pojazdu, 35-letni Stepan K. został w sobotę przesłuchany jako świadek. Kolejne czynności procesowe z jego udziałem odbyły się w niedzielę. Prokuratura na obecnym etapie śledztwa nie udziela szczegółowych informacji w tej sprawie.

Obaj kierowcy byli trzeźwi. Pobrano od nich także krew m.in. na obecność narkotyków i innych środków odurzających. Wstępne testy nie wykazały ich obecności. Ustalono też, że na przestrzeni ostatnich co najmniej dwóch godzin i 45 minut kierowcy się nie zmieniali.

Autobus przewrócił się na prawy bok i stoczył się ze skarpy

Do wypadku doszło w piątek przed północą. Ukraiński autobus uderzył w osłonę energochłonną. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że na skutek uderzenia bariera ochronna dostała się pod autokar, a pojazd na niej przewrócił się na prawy bok i stoczył się ze skarpy.

W autokarze podróżowało 57 osób, w tym dwóch kierowców. W wyniku wypadku pięć osób zginęło, a 41 zostało rannych. W szpitalu przebywa 25 z nich, z których 4 jest w stanie ciężkim. Natomiast 24 podróżnych, którzy uczestniczyli w wypadku, opuściło już Polskę.

Autokar nie był wycieczkowy, ale rejsowy, więc podróżujące nim osoby były przypadkowe. Na miejscu wypadku udało się ustalić personalia trzech spośród pięciu ofiar śmiertelnych, ponieważ miały przy sobie dokumenty. To jedna kobieta i dwóch mężczyzn. Tożsamość dwóch pozostałych zmarłych będzie ustalana. Wiadomo jedynie, że były to kobiety.

"Nie była to zorganizowana grupa. Te osoby się nie znały"TVN24

Autor:akr/adso

Źródło: PAP