Stołeczny Zarząd Transportu Miejskiego od poniedziałku wprowadza nowe bilety. Będą nie tylko inaczej wyglądały, ale także zdrożeją. Na przykład za jednorazowy trzeba będzie zapłacić nie dotychczasowe 2,40 a 2,80 zł, a za dobowy 9,00 zamiast 7,20 zł.
Kupić, tylko gdzie?
Ale nie wyższe ceny są dla warszawiaków największym problemem. W weekend ciężko było bilety w ogóle kupić. Kierowcy i motorniczy już nie sprzedawali starych, a jeszcze nie mieli nowych, a automaty w metrze były nieczynne. Biletów próżno było także szukać w kioskach.
Skąd niechęć kioskarzy do nowych kartoników? - Przy okazji podwyżki doszło do obniżki marży. Sprzedaż biletów zupełnie się nie opłaca – skarży się gazecie Krzysztof Mikołajczyk ze Zrzeszenia Niezależnych Sprzedawców Prasy.
- Obniżyliśmy marżę, ale bilet jest droższy. Przychód kioskarzy się nie zmniejszy. To dla dobra budżetu – broni się Michał Dąbrowski z ZTM. Jak wynika z obliczeń "Życia Warszawy" jest jednak inaczej. Przed podwyżką kioskarze dostawali 5 proc. od każdego sprzedanego biletu. Na każdym jednorazowym zarabiali 12 groszy. Od dzisiaj jest to 3,5 proc. Dla biletu za 2,80 zł będzie to niecałe 10 groszy. Zysk mizerny, a kioskarz musi za bilety zapłacić z góry, zamrażając pieniądze na kilka miesięcy.
Mikołajczyk nie wyklucza, że w tej sytuacji kioskarze będą odmawiali sprzedaży biletów. Wtedy pasażerowie mogą liczyć tylko na kierowców.
Źródło: "Życie Warszawy"