"To nie była walka o zwycięstwo. To była walka na rzecz zemsty, honoru"

Polska

Materiał magazynu "Czarno na Białym"tvn24
wideo 2/14

Żydowskie getto w Warszawie było największym w dziejach. Gdy po prawie trzech latach naziści zaczęli jego ostateczną likwidację, wybuchło powstanie. Bez broni i bez szans na powodzenie, żydowscy bojownicy stanęli naprzeciw hitlerowskiej machinie zagłady. Od tych wydarzeń mija 75 lat. Materiał magazynu "Czarno na Białym".

W 1941 roku jedna trzecia mieszkańców ówczesnej Warszawy znalazła się w getcie. Na czterech kilometrach kwadratowych zamknięto 460 tysięcy osób.

Jak mówi prof. Andrzej Żbikowski, historyk z Centrum Badań nad Zagładą Żydów, było to największe getto w dziejach narodu żydowskiego.

Większość jego mieszkańców już w 1942 roku trafiła do obozu zagłady w Treblince. Na początku 1943 roku Niemcy zdecydowali o ostatecznej likwidacji getta.

"Przed rozpoczęciem tej wielkiej akcji granice byłej żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej zostały od zewnątrz zamknięte kordonem, ażeby zapobiec wymykaniu się Żydów" - pisał w swoim raporcie Juergen Stroop, dowódca niemieckich oddziałów SS i policji.

"Jeden karabin, trochę pistoletów"

Getto było już wtedy mniejsze, ale za jego murami pozostawało wciąż około 60 tysięcy ludzi.

- Co zostawało? Albo czekać, co Niemcy z nimi zrobią, albo jakoś się przygotowywać i zgodnie z pewną ideologią organizować jakiś rodzaj samoobrony, ale na zasadzie już desperackiej: pokażemy, że nie tak łatwo jest nas zgładzić - tłumaczy powody wybuchu powstania prof. Żbikowski.

Na czele powstania stanął zaledwie 24-letni Mordechaj Anielewicz z Żydowskiej Organizacji Bojowej. - W sumie dostali podobno 50 pistoletów, trochę materiałów wybuchowych, trochę zapalników - wyjaśnia Żbikowski.

Do walki stanęli też młodzi ludzie zrzeszeni w Żydowskim Związku Wojskowym. - Prawdopodobnie mieli jeden karabin maszynowy, trochę pistoletów, amunicji. To oni dwa dni walczyli na placu Muranowskim - mówi prof. Żbikowski z Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

- Spektakularnie powiodła się akcja wywieszenia w centrali ŻŻW (Żydowskiego Związku Wojskowego) na placu Muranowskim flagi polskiej i żydowskiej. To tam, przy akcji ściągania tych flag, zginął podporucznik SS - opowiada prof. Żbikowski.

Po stronie niemieckiej codziennie ruszała do akcji armia dwóch tysięcy po zęby uzbrojonych żołnierzy, po stronie powstańczej walczyło około tysiąca słabo uzbrojonych bojowników.

Żbikowski, pytany, czy Niemcy spodziewali się takiego oporu, odpowiada: - Chyba nie.

Dlatego już drugiego dnia powstania wprowadzili taktykę spalonej ziemi, po której zostawały tylko zgliszcza.

"Czułam przez skórę palące się getto"

W getcie razem z rodzicami i rodzeństwem mieszkała Krystyna Budnicka. W kwietniu 1943 roku miała osiem lat.

- Powstania nie widziałam, bo byłam pod ziemią, ale czułam przez skórę palące się getto - wspomina. Z rodziną ukrywała się w bunkrze.

- Wtedy, kiedy się zaczęła akcja, to ja to już bardzo czułam, bo myśmy uciekali do kanału z tego upału. Niemcy rzucali bomby gazowe - dodaje. Przeżyła tylko ona. W kanałach zginęli rodzice i siostra.

"Ludzie sobie wybrali drogę do śmierci"

Po paru dniach oporu zbrojnego już nie było. - Marek Edelman mówił, że on już po trzech godzinach tego drugiego dnia nie miał amunicji - zwraca uwagę prof. Żbikowski. - Powstańcy zostawili sobie ostatnie pojedyncze naboje, żeby popełnić samobójczą śmierć - dodaje.

8 maja w schronie przy ul. Miłej 18 samobójstwo popełnił przywódca powstania Mordechaj Anielewicz wraz z grupą kilkudziesięciu żołnierzy.

- To nie była walka o zwycięstwo. To było niemożliwe zwyciężyć. To była walka na rzecz zemsty, to była walka na rzecz honoru ludzkiego (...) Ludzie sobie wybrali drogę do śmierci - podkreśla Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Polsce.

Według raportu Juergena Stroopa, z rąk powstańców zginęło lub zostało rannych nie więcej niż 100 żołnierzy, Żydów - 15 tysięcy.

Symbolicznym końcem powstania było zburzenie Wielkiej Synagogi. 16 maja Stroop wysadził ją osobiście. Żydzi, którzy powstanie przeżyli, przeważnie trafiali do obozów. Tylko niewielkiej części udało się uciec i uniknąć śmierci. Wśród nich była Krystyna Budnicka, która trafiła do klasztoru pod Warszawą. Zakonnice ukrywały ją do końca wojny.

Autor: js//kg / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: