"1 km 90 zł". Taksówkarz przed sądem

 
Kazał sobie słono płacić za kurs
Źródło: TVN24
Przed krakowskim sądem rozpoczął się w poniedziałek proces kolejnego taksówkarza-przewoźnika sprzed Dworca Głównego PKP, oskarżonego o zawyżanie opłat. Za każdy przejechany kilometr żądał on aż 90 zł.

Prokuratura oskarżyła Krzysztofa R., że oszukał lub usiłował oszukać sześć osób, wprowadzając je w błąd co do tego, że świadczy usługi taksówkarskie i domagając się zawyżonych opłat za przejazd. Od września do listopada ub. r., kiedy posiadający licencję na okazjonalny przewóz osób Krzysztof R. parkował razem z innymi przewoźnikami w pobliżu Dworca Gł. PKP. Towarzyszyła im tablica "To nie jest postój TAXI", wprowadzająca podróżnych w błąd olbrzymimi literami "TAXI".

Oskarżony tłumaczył, że tablica "To nie jest postój TAXI" mogła być pewnego rodzaju reklamą. - Nie wyznaczono postojów, nie możemy z kolegami zarabiać na życie - powiedział.

"Mówiłem, że nie jadą taksówką"

Myślałem, że żyjemy w wolnym kraju. Działałem zgodnie z przepisami, informowałem pasażerów zaraz na początku albo przed zakończeniem kursu, że nie jadą taksówką. Nigdy nie żądałem najwyższej stawki, zawsze starałem się zawrzeć kompromis taksiarz z krakowa

Przekazał sądowi płytkę z nagraniem kursu, podczas którego - jak twierdził - cały czas informował pasażerkę, iż nie jeździ taksówką, ale prowadzi usługi przewozowe. Sąd włączył nagranie do materiału dowodowego, zapozna się z nim w terminie późniejszym.

- Myślałem, że żyjemy w wolnym kraju. Działałem zgodnie z przepisami, informowałem pasażerów zaraz na początku albo przed zakończeniem kursu, że nie jadą taksówką. Nigdy nie żądałem najwyższej stawki, zawsze starałem się zawrzeć kompromis - mówił oskarżony.

Jazda po krakowsku

Jest to już drugi proces przewoźnika spod Dworca PKP. Za podobne zarzuty stanął w czerwcu przed sądem inny przewoźnik Edward Z. Także on wyjaśniał, że nikogo nie oszukał i jest uczciwym człowiekiem.

Jego klienci np. za kurs z ulicy Lubicz na Conrada w Krakowie płacili 177 zł, choć wcześniej taksówką jeździli tam za 18 zł, a z ul. Lubicz na św. Anny płacili 134 zł, zamiast - jak wcześniej - 12,60 zł. Edward Z. pozywał do sądu swoich klientów, którzy nie zapłacili mu wygórowanej opłaty za kurs. Sąd oddalił kilka takich pozwów. Uznał, że są one sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

Źródło: PAP, tvn24.pl

Czytaj także: