Sejm odebrał immunitet Zbigniewowi Ziobrze i zgodził się na jego zatrzymanie oraz aresztowanie. Były minister sprawiedliwości nie dotarł do kraju ani przed, ani po głosowaniu. - To, co się odbywa, to sąd nad Zbigniewem Ziobrą za całą jego działalność polityczną - skomentował Tobiasz Bocheński (PiS). Agnieszka Pomaska (KO) zaznaczyła, że "Ziobro jest posłem i powinien uczestniczyć w obradach Sejmu". - Miał prawo bronić się przed komisją regulaminową i na posiedzeniu Sejmu. Nie zrobił tego nie tylko dlatego, że jest tchórzem i fujarą. Nie wrócił do Polski dlatego, iż wie, że jego koledzy z partii nie mają podstaw, żeby go bronić - powiedziała. Grzegorz Płaczek (Konfederacja) zaznaczył, że "mit ministra Ziobry upadł - kiedyś stworzył pałkę w postaci upolitycznionej prokuratury, teraz tą pałką jest bity". Według Joanny Muchy (Polska 2050) "cały czas nie opowiedzieliśmy tej historii w sposób adekwatny i właściwy - ten element funkcjonowania państwa mafijnego jest w naszej debacie publicznej nieopowiedziany". W przekonaniu Błażeja Pobożego (Kancelaria Prezydenta) "Zbigniew Ziobro nie mógłby liczyć na sprawiedliwy proces". - Donald Tusk już przesądził o winie - dodał. Sebastian Gajewski (Lewica) odparł, że "to nie jest zemsta polityczna, to jest minimum sprawiedliwości".