Zwyczajny lubelski dzień w cieniu alertów. "Oby nie było jak w bajce o pasterzu i wilku"

Mieszkańcy żyją w cieniu alertów
Michał Patrzylas: zbyt często dostajemy te wiadomości. Wiele z tego nie wynika
Źródło wideo: tvn24.pl
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Mieszkańcy Lublina niemal codziennie dostają alerty o tym, że w Ukrainie trwa atak powietrzny. Większość osób, z którymi rozmawialiśmy na ulicach mówi, że ostrzeżeń jest tak dużo, że gdy coś stanie się w Polsce, zagrożenie zostanie zignorowane. W mieście już trzy razy wyły syreny, w tym raz w środku dnia.
Artykuł dostępny w subskrypcji

- Jest stado owiec i pasterz bije na alarm, że nadciąga wilk. Przychodzi dajmy na to myśliwy - może trochę zmieniam tę historię - i wilka nie ma. Pasterz bije na alarm drugi raz, wilka znów nie ma. A gdy bije trzeci raz i wilk rzeczywiście jest, myśliwy - sądząc, że za trzecim razem znów będzie tak samo - nie przychodzi na pomoc, a zagrożenie jest realne - taką autorską wersję bajki Ezopa o pasterzu i wilku opowiada nam Michał Patrzylas, mieszkaniec Lublina.

Pozostało 93% artykułu
Czytaj także: