15-letni chłopak w niedzielę wracał z Oświęcimia do domu w miejscowości Wola w powiecie pszczyńskim. Około godziny 19 zadzwonił do swojego ojca, powiedział mu, że się zgubił i znajduje się w lesie przy jakiejś rzece. Nie widział żadnych domów ani drogi. Było to już po zachodzie słońca. Po chwili rozmowy telefon nastolatka się rozładował.
Ojciec chłopaka po około godzinie od telefonu zawiadomił o zdarzeniu policję. Przekazał funkcjonariuszom, że ostatnia lokalizacja telefonu syna wskazywała na teren leśny w powiecie bieruńsko-lędzińskim. Jak podają mundurowi z Pszczyny, o godzinie 20.30 udano się w teren na poszukiwania. Wzięli w nich udział funkcjonariusze z pszczyńskiej i bieruńskiej komendy.
Był zziębnięty, przemoczony i bosy
Po około pół godzinie od rozpoczęcia poszukiwań aspirant Marcin Gamrot i starszy aspirant Damian Borys z Komendy Powiatowej Policji w Pszczynie usłyszeli wołanie o pomoc dobiegające z głębi lasu. Ruszyli za głosem i po jakimś czasie znaleźli 15-latka siedzącego nad brzegiem rzeki.
"Chłopiec był całkowicie przemoczony, wyziębiony i przestraszony. Jak ustalili policjanci, nastolatek jechał trasą wskazywaną przez telefon. W pewnym momencie wjechał w wysokie zarośla, a następnie wpadł do rzeki. Udało mu się wydostać z wody, lecz po zmroku stracił orientację" - poinformowała w komunikacie Komenda Powiatowa Policji w Pszczynie.
Chłopak wytłumaczył funkcjonariuszom, że pozostał na brzegu, ponieważ bał się iść dalej - nie chciał ponownie wpaść do rzeki. Gdy znalazł się w wodzie, stracił także buty, więc był bosy.
Dzielnicowi z Pszczyny okryli 15-latka kurtką i wyłowili z rzeki jego obuwie. Chłopak ogrzał się w radiowozie. Gdy 15-latka przewieziono do domu, jego zdrowiem zaopiekował się zespół ratownictwa medycznego.