21-latek zginął podczas pościgu. Eksperci o zachowaniu policjantów
- Trzeba wiedzieć, w którym momencie przerwać radykalne działania, zwłaszcza jeśli jest ustawiona blokada. Wystarczy jechać za i kontrolować, by (ścigany - red.) nie zjechał w boczną ulicę i podawać komunikaty. To jest jednak adrenalina. Nie można się dziwić, że chcieli to (policjanci - red.) do końca doprowadzić - powiedział były policjant i ekspert od przepisów ruchu drogowego Wojciech Pasieczny.
- Decyzję należy podejmować co pół sekundy, czy sekundę. Tu dynamiczna sytuacja wyklarowała się w ten sposób, że kierujący motocyklem wjechał na chodnik i uderzył głową. Dla jego rodziny i dla policjanta jest to tragedia - stwierdził z kolei Łukasz Byśkiniewicz, dziennikarz i kierowca rajdowy.
Eksperci o policyjnym pościgu w Wałbrzychu
Jak zauważył Wojciech Pasieczny, "każdy pościg jest inny, a kluczowe jest zachowanie bezpieczeństwa". - Musi to być bezpieczne przede wszystkim dla policjanta, ściganego, jak i osób postronnych - podkreślił były policjant.
Dodał, że za jego czasów szkolenia dotyczące pościgów się odbywały, jednak dotyczyły nielicznych osób. - To kosztuje. Byli dobierani tylko policjanci, którzy później jeździli nieoznakowanymi radiowozami - stwierdził Pasieczny.
Do szkoleń policjantów odniósł się też Byśkiniewicz. - Policjant ścigający musi pamiętać o tym, że jego auto też może wpaść w poślizg, a poza tym musi kontrolować to, co robi ten ścigany. To są jednak sytuacje, których nie da się przewidzieć. Wytrenować można hamowanie, wyprowadzenie z poślizgu, a w tym konkretnym przypadku jest to ciężkie. To są po prostu określone procedury - zaznaczył i dodał: - Ulice to nie tory wyścigowe. Jeśli ktoś chce się wyżyć, niech jedzie na tor wyścigowy.
Wypadek w Wałbrzychu
Do tragicznego zdarzenia doszło 28 lutego w Wałbrzychu. 21-letni motocyklista zginął podczas policyjnego pościgu. Wałbrzyska policja podała wówczas, że funkcjonariusze próbowali zatrzymać kierującego motocyklem typu cross bez tablic rejestracyjnych.
Według policjantów, w trakcie ucieczki motocyklista łamał przepisy ruchu drogowego i stwarzał zagrożenie dla innych uczestników, m.in. wjeżdżając pod prąd i wyprzedzając na podwójnej linii ciągłej. Nie stosował się również do poleceń funkcjonariuszy i spróbował wyprzedzić jadący przed nim radiowóz.
"W przebiegu dynamicznie rozwijającej się sytuacji doszło do zdarzenia drogowego, w wyniku którego kierujący stracił panowanie nad motocyklem i uderzył w element infrastruktury drogowej" - napisano wówczas w oświadczeniu policji.
Jak podano, 21-latek zmarł po przewiezieniu do szpitala. "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że dotarła do "nagrania wideo z rejestratora w radiowozie", którym ścigano 21-letniego motocyklistę. Według dziennika z zapisu wideo "wynika, że to rozpędzony do 140 kilometrów na godzinę nieoznakowany radiowóz uderzył w młodego mężczyznę na motocyklu crossowym, powodując jego śmierć".
"Podważa to policyjną wersję" - napisała "Wyborcza".