Matka zawiadomiła policję o tym, że jej syn został zaatakowany przez rówieśników w szkole podstawowej pod Wrocławiem. Jak przekazuje policja, napastnicy - uczniowie tej samej szkoły - użyli "przedmiotu, który mógłby wskazywać na próbę gwałtu". Sprawą zajmuje się sąd rodzinny.
Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.
Informacje o zdarzeniu otrzymaliśmy od dwóch osób na Kontakt24. Matka chłopca złożyła na policji zawiadomienie 26 marca. Powiedziała, że 21 marca jej 14-letni syn został zaatakowany i rozebrany na środku szkolnego korytarza przez rówieśników.
- Wtedy miało dojść do próby zaatakowania chłopca przedmiotem, który mógłby wskazywać na próbę gwałtu - powiedział Wojciech Jabłoński z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu w rozmowie z tvn24.pl. Jak podkreślił, ostatecznie do gwałtu nie doszło.
Policja zabezpieczyła między innymi nagrania z kamer monitoringu. - Teraz sprawą zajmuje się sąd rodzinny, który chce przesłuchać poszkodowanego oraz podejrzanych. To sąd stwierdzi, czy rzeczywiście doszło do przestępstwa i jakie będą dalsze działania - zaznaczył rzecznik.
W sądzie terminy przesłuchań nie zostały jeszcze wyznaczone.
Kontrola kuratorium w szkole
Do sprawy odniosła się też Bożena Kiser, dyrektorka wydziału nadzoru kształcenia podstawowego i specjalnego dolnośląskiego kuratorium oświaty. Zgłoszenie złożyła szkoła, następnie zawiadomiono policję. Bożena Kiser zaznaczyła, że w szkole odbyła się już jedna kontrola i zaplanowano kolejną. Sprawdzony zostanie też monitoring.
- Mama poszkodowanego chłopca była w kuratorium na rozmowie, jest współpraca specjalnej poradni z klasą chłopców (poszkodowany i napastnicy chodzą do tej samej klasy – red.), dyrektor złoży wyjaśnienia rzecznikowi dyscyplinarnemu - zapowiedziała Kiser.
Kolejna kontrola kuratorium w szkole zaplanowana była na 2 kwietnia.
Skontaktowaliśmy się ze szkołą, w której doszło do zdarzenia, ale nikt nie chciał udzielać informacji. Chcieliśmy zapytać o kroki, jakie podjęto w tej sprawie.
Autorka/Autor: wini/gp
Źródło: tvn24.pl/Kontakt24
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock