Prezydent Donald Trump ogłosił w środę wprowadzenie ceł na towary sprowadzane do USA. Stawki są zróżnicowane, na przykład na Chiny nałożono 34 procentowe dodatkowe cła, a na Unię Europejską 20-procentowe. Zaskakuje, że na liście jest dotknięta wojną Ukraina, która została objęta 10-procentowym cłem, a nie ma na niej Rosji. Jak Biały Dom to tłumaczy?
Prezydent Donald Trump ogłosił w środę cła, stwierdzając: "nasz kraj był plądrowany, grabiony, gwałcony i rabowany przez inne państwa".
W podsumowaniu decyzji podjętych przez prezydenta Donalda Trumpa, o północy 5 kwietnia wejdzie w życie podstawowa 10-procentowa stawka celna dla produktów importowanych ze wszystkich krajów, zaś 9 kwietnia - na państwa, z którymi USA mają największe deficyty handlowe. W tym gronie są m.in. Chiny i Unia Europejska, które zostaną objęte odpowiednio 34 proc. i 20 proc. dodatkowym cłem.
Ceł nie ma, bo są sankcje
Na liście 180 państw objętych podstawową stawką jest Ukraina, ale nie ma wśród nich Rosji. Dlaczego? Jak wynika z komentarza udzielonego reporterce "NOTUS" Jasmine Wright, Rosja "nie znajduje się na tej liście, ponieważ sankcje z wojny na Ukrainie już sprawiły, że handel między tymi dwoma krajami spadł do zera".
Czytaj także: Doniesienia o odejściu Muska. Głos z Białego Domu
Co ciekawe, jak podaje "Newsweek", Białoruś, Kuba i Korea Północna, czyli inne kraje objęte sankcjami USA, również nie zostały objęte cłami.
Na brak Rosji na liście państw dotkniętych cłami zwrócił uwagę także Marek Wałkuski, korespondent Polskiego Radia w Białym Domu. Napisał: "przedstawiciele Białego Domu nie potrafili mi wyjaśnić dlaczego". Jednak po niecałej godzinie dodał, że "uzyskał potwierdzenie takie jak reporterka 'NOTUS'".
Jak zauważa "Newsweek" jednocześnie Iran i Syria, również objęte poważnymi embargami i sankcjami, zostały w środę obciążone dodatkowymi cłami wynoszącymi odpowiednio 10 i 40 procent.
Sankcje nałożone na Rosję
"Newsweek" przypomina, że Rosja dąży do zniesienia zachodnich sankcji nałożonych za inwazję na Ukrainę, które spowodowały znaczne straty dla jej gospodarki. Unia Europejska opisała swoje rozległe sankcje przeciwko Rosji jako "ogromne i bezprecedensowe".
Za czasów administracji prezydenta Joe Bidena, Stany Zjednoczone nałożyły szeroki zakres sankcji na Rosję w odpowiedzi na jej inwazję na Ukrainę, ingerencję w wybory zagraniczne, cyberataki i łamanie praw człowieka. Środki te są skierowane przeciwko kluczowym sektorom rosyjskiej gospodarki, w tym energetyce, finansom, obronie i technologii. Główne rosyjskie banki zostały odcięte od globalnego systemu finansowego, aktywa rosyjskich oligarchów zostały zamrożone, a kontrole eksportu ograniczyły dostęp do kluczowych technologii.
Sankcje skupiły się również na osobach bliskich prezydentowi Władimirowi Putinowi, mając na celu wywarcie presji na Kreml poprzez izolowanie jego elity politycznej i gospodarczej. Współpracując z sojusznikami w Europie i Azji, Stany Zjednoczone rozszerzyły te sankcje od 2022 r., starając się osłabić zdolność Rosji do finansowania wysiłków wojennych, jednocześnie wspierając Ukrainę poprzez pomoc wojskową i finansową.
Walka o kolejne sankcje w amerykańskim Senacie
Jak podaje "Newsweek", w amerykańskim Senacie jest dwupartyjny (stoją za nim zarówno demokraci, jak i republikanie) projekt ustawy, który nałożyłby nowe sankcje podstawowe i wtórne na Rosję i podmioty wspierające agresję Putina, jeśli Moskwa nie zaangażuje się w rozmowy pokojowe lub podważy suwerenność Ukrainy.
W obliczu obaw, że administracja Trumpa zapewni Moskwie przewagę w negocjacjach pokojowych, projekt ustawy, zgłoszony przez 25 republikanów i 25 demokratów, wskazuje na ponadpartyjny konsensus przeciwko agresji Putina.
Ustawa obejmuje nałożenie 500-procentowych ceł na towary importowane z krajów, które kupują rosyjską ropę, gaz, uran i inne produkty.
W niedzielę Trump obiecał również nałożenie "wtórnych ceł" na kraje, które kupują ropę od Rosji, jeśli Moskwa nie zgodzi się na zawieszenie broni na Ukrainie. Proponowane cła, które wahają się od 25 do 50 procent, nie byłyby zatem bezpośrednio wymierzone w Rosję, ale karałyby inne państwa, które kontynuują z nią handel.
Źródło: tvn24.pl/Newsweek
Źródło zdjęcia głównego: Jim Lo Scalzo/EPA/PAP