Rok więzienia za napaść na operatora filmującego wycinkę w Puszczy Białowieskiej

TVN24

Operator Polsatu został zaatakowany w lipcu 2017 roku (wideo archiwalne)tvn24
wideo 2/50

Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał w poniedziałek na rok więzienia dwóch mężczyzn oskarżonych o napaść na operatora telewizji Polsat. Do ataku doszło w lipcu 2017 roku, gdy ekipa telewizyjna pracowała przy materiale na temat wycinek drzew i protestów w Puszczy Białowieskiej. Wyrok sądu nie jest prawomocny.

Sąd Okręgowy w Białymstoku zajmował się wydarzeniami z 29 lipca 2017 r., kiedy ekipa telewizji Polsat News realizowała materiał w Puszczy Białowieskiej. Trwały tam wtedy protesty aktywistów ekologicznych, na które negatywnie reagowali niektórzy pracownicy firm pracujących przy wycince drzew na zlecenie Lasów Państwowych.

Pobili operatora i zniszczyli sprzęt

Według aktu oskarżenia sporządzonego przez hajnowską prokuraturę, na drodze Teremiski - Narewka do operatora Polsatu podjechał samochód, z którego wysiadło dwóch mężczyzn.

Jak ustalili śledczy, jeden z mężczyzn uderzył w wizjer kamery, a potem zadał operatorowi cios pięścią w głowę. Ten włączył kamerę i zaczął uciekać, wzywając pomocy. Napastnicy ruszyli za nim samochodem. Operator uciekł wówczas do rowu, by uniknąć potrącenia. Następnie drugi z mężczyzn powalił operatora na ziemię, przygniótł kolanem głowę i wykręcił ręce. Mężczyźni zabrali kamerę, która uderzyła o ziemię i odjechali. Nie udało im się skasować nagrań, dlatego wyjęli i zatrzymali karty pamięci. Kamerę i jej uszkodzone elementy odwieźli i zostawili przy drodze.

Operator trafił do szpitala, potem długo był na zwolnieniu lekarskim. Policja zatrzymała obu napastników jeszcze w dniu napaści - to syn i ojciec, pracownicy jednej z firm leśnych, mają 22 i 48 lat. Uszkodzenia sprzętu telewizyjnego na szkodę Polsatu zostały w śledztwie wyliczone na 14,3 tysiąca złotych.

Oskarżeni nie przyznali się do winy

Prokuratura zarzuciła oskarżonym m.in. naruszenie prawa prasowego poprzez użycie przemocy w celu zmuszenia do zaniechania tak zwanej interwencji prasowej, czyli przygotowania publikacji telewizyjnej o sytuacji w Puszczy Białowieskiej. Obaj nie przyznali się do winy. Według ich wersji nie było napaści, a jedynie próba "usunięcia" mężczyzny z kamerą w ręce w celu "ochrony życia i zdrowia". Prokuratura domagała się kar w zawieszeniu, a obrona grzywny i warunkowego umorzenia. Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał w poniedziałek mężczyzn na rok więzienia. Wyrok nie jest prawomocny.

Skazani za kilka przestępstw

Sędzia Szczęsny Szymański wyjaśniał w poniedziałek, że sąd skazał mężczyzn za kilka przestępstw: zmuszenie dziennikarza do zaniechania interwencji prasowej, uszkodzenie kamery, spowodowanie obrażeń ciała oraz kradzież kart pamięci. Mówił, że w dniu popełnienia przestępstwa w Puszczy Białowieskiej znajdowali się zarówno ekolodzy, jak i dziennikarze, którzy chcieli sprawdzić, czy wycinka drzew jest kontynuowana, bo dzień wcześniej, 28 lipca 2017 roku, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał postanowienie nakazujące jej wstrzymanie. W ocenie sądu oskarżeni zdawali sobie sprawę, kim jest pokrzywdzony i co robi w puszczy. Dlatego przemocą chcieli mu przeszkodzić w nagrywaniu materiału, który zamierzał opublikować, i zabrali karty pamięci.

Sędzia: ważne jest, by dziennikarze mogli wykonywać swoją pracę bez obawy przed przemocą

Szymański podkreślał, że oskarżeni swoim działaniem naruszyli konstytucyjną wartość, jaką jest wolność prasy. - Kontrola i krytyka społeczna jest możliwa tylko dzięki wolności prasy - mówił. Zwrócił się do dziennikarzy relacjonujących wyrok, że to właśnie oni "taką kontrolę sprawują, umożliwiają społeczeństwu pozyskiwanie informacji, które pozwalają na kształtowanie się opinii publicznej". - Dlatego tak ważne jest, by dziennikarze mogli wykonywać swoją pracę bez żadnych nacisków, bez gróźb, bez obawy przed przemocą - powiedział Szymański. - Mając na uwadze, że zostało naruszonych szereg dóbr prawnych, że oskarżeni działali umyślnie, że nie mieli powodu, by tak działać, bo pokrzywdzony nie dał im żadnego powodu, wykonywał swoje obowiązki, należało uznać, że ten czyn charakteryzował się znacznym stopniem społecznej szkodliwości i dlatego nie zasługuje na orzeczenie żadnej z kar wolnościowych - mówił Szymański. Dodał, że sąd wziął pod uwagę środki łagodzące, jak sposób życia oskarżonych przed przestępstwem, co wpłynęło na wymiar kary, ale nie na jej rodzaj. Szymański podkreślał też, że kary więzienia spełnią cele zapobiegawcze i wychowawcze. Dodał, że wbrew stanowisku prokuratury, sąd nie wymierzył kar w zawieszeniu, bo - jak mówił Szymański - "byłoby to nieadekwatną reakcją prawną na popełnione przez oskarżonych przestępstwo".

Autor: ads//rzw//kwoj / Źródło: PAP