Jermak znajdował się w areszcie od ubiegłego czwartku, kiedy Wyższy Sąd Antykorupcyjny Ukrainy ogłosił dla niego środek zapobiegawczy w postaci aresztowania bądź kaucji w wysokości 140 mln hrywien (ponad 11 milionów złotych).
11 kwietnia Jermak, który przez lata uznawany był za najbardziej wpływowego urzędnika w Ukrainie, usłyszał zarzuty ze strony Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP). Śledczy podejrzewają go o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i legalizację 460 mln hrywien (około 37,9 milionów złotych) przy budowie luksusowego osiedla pod Kijowem.
SAP wnioskowała o kaucję w wysokości 180 milionów hrywien (niecałe 15 milionów złotych), gdyż były szef kancelarii ma cztery paszporty dyplomatyczne i odpowiednie środki finansowe, aby uciec za granicę.
Oczekiwano, że Jermak opuści areszt jeszcze w piątek, jednak nie zdołał zebrać koniecznej sumy. Według mediów pieniądze na jego uwolnienie wpłacił między innymi były piłkarz Serhij Rebrow. Adwokat Jermaka informował w piątek, że jego klient przebywa w płatnej celi o podwyższonym standardzie.
Po opuszczeniu aresztu Jermak, zgodnie z decyzją sądu, objęty został dozorem elektronicznym. Ma także obowiązek stawiania się na każde wezwanie śledczych, prokuratury i sądu oraz informowania o zmianie miejsca zamieszkania. Jermak nie może opuszczać granic Kijowa, ma zdeponować dokumenty, które uprawniają do wyjazdu za granicę oraz zwrócić paszporty dyplomatyczne. Były zaufany Wołodymyra Zełenskiego ma też zakaz kontaktowania się z innymi podejrzanymi w jego sprawie.
Afera w sektorze energetycznym
Jermak w listopadzie ubiegłego roku podał się do dymisji w związku ze śledztwem w sprawie korupcji - akcją pod kryptonimem "Midas". Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna przeprowadziły wówczas przeszukanie w jego mieszkaniu.
Wcześniej ujawnione zostały informacje na temat uczestników rozległego systemu korupcyjnego w branży energetycznej. Pobierali oni od kontrahentów Enerhoatomu, państwowego operatora elektrowni jądrowych, łapówki w wysokości od 10 do 15 procent wartości kontraktów. Nielegalne środki miały być legalizowane przez tzw. back office w centrum Kijowa, przez które - jak ustalono - przeszło około 100 milionów dolarów (około 360 milionów złotych).
11 maja Jermak zaprzeczył, jakoby posiadał luksusowe nieruchomości - powiadomiło Radio Swodoba. - Nie będę teraz niczego komentował. Kiedy zakończą się czynności śledcze, udzielę komentarzy. Nie mam żadnego domu. Mam tylko jedno mieszkanie - powiedział dziennikarzom.
W aferę, w której były szef kancelarii prezydenta występuje jako podejrzany, zaangażowani są także były wicepremier Ołeksij Czernyszow oraz biznesmen, dawny partner biznesowy Zełenskiego, Tymur Mindicz. Ten ostatni ukrywa się za granicą.