|

"Spartaczona" egzekucja, czyli szczególna forma okrucieństwa

Christa Pike
Christa Pike
Źródło zdj. gł.: Reuters
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Nic nie było normalne i typowe - opowiadała po nieudanej egzekucji Christy Pike dziennikarka przyglądająca się zza szyby procedurze wstrzykiwania skazanej dwóch zestawów zastrzyków, z których żaden nie okazał się śmiertelny. Czy jednak na pewno było to aż tak nietypowe? Statystyki pokazują, że nieudane, a właściwie "spartaczone" egzekucje wcale nie są niczym niezwykłym. Artykuł dostępny w subskrypcji

Pobudka o godzinie 5.30. Śniadanie o 7.00, obiad o 11.00, kolacja - 17.00. I tak codziennie, poza niedzielami i świętami, kiedy to posiłki są dwa. Codziennie od 30 marca 1996 roku, kiedy Christa Pike usłyszała wyrok śmierci za brutalne zabójstwo koleżanki. 30 lat, 1591 tygodni, 11 141 dni. Aż do 30 września 2026, kiedy wszystko miało się zakończyć ostatecznie.

Procedura jest jasna i określa ją zatwierdzony przez stan Tennessee szczegółowy protokół podawania śmiertelnych zastrzyków. Dwa zestawy - A i B. Każdy składa się z czterech strzykawek. Pierwsza (1A) oznaczona kolorem czarnym - z roztworem soli fizjologicznej, dwie (2A i 3A) zielone - po 50 mililitrów roztworu pentobarbitalu o stężeniu 50 mg/ml i jeszcze jedna czarna (4A) z solą fizjologiczną. Analogicznie wygląda zestaw B, ale "przygotowuje się go wyłącznie w przypadku, gdy więzień nie zmarł po podaniu zestawu A, po odczekaniu odpowiedniego okresu i zbadaniu przez lekarza" - czytamy w protokole. Ten "odpowiedni" okres to pięć minut. Tyle powinno wystarczyć, by pentobarbital zadziałał.

Pozostało 86% artykułu
Czytaj także: