Zdaniem Olejniczaka, funkcje przewodniczącego klubu i szefa partii powinny być rozdzielone. - Dobrze by było, aby w tym trudnym dla lewicy czasie klub był zarządzany w jakimś stopniu niezależnie od bieżących potyczek - uważa dotychczasowy szef klubu Lewicy.
W jego ocenie, "dla dobra partii, dla dobra lewicy wskazane jest, żeby Napieralski nie pełnił dwóch funkcji jednocześnie". - To będzie ze szkodą dla niego i ze szkodą dla formacji - uważa Olejniczak. Podobnego zdania jest poseł Janusz Krasoń, który uważa, że Sojusz nie powinien "koncentrować wszystkich funkcji w jednych rękach". "Warto dzielić się funkcjami i władzą" - podkreślił w rozmowie z dziennikarzami. Według "Faktów", Krasoń może być kontrkandydatem dla Napieralskiego.
W nieoficjalnych rozmowach padają także nazwiska: sekretarza klubu Wacława Martyniuka lub posła SLD Ryszarda Kalisza. Sam Kalisz deklarował w poniedziałkowej rozmowie w Radiu Zet, że nie zamierza być szefem klubu. Ponadto jest przewodniczącym dwóch sejmowych komisji.
Bez rekomendacji ani rusz
Zwolennicy Napieralskiego zwracają uwagę, że w lutym Rada Krajowa zaopiniowała nowy regulamin klubu Lewicy, w którym wpisano, że kandydat na przewodniczącego musi mieć rekomendację zarządu partii. Taką rekomendację - według rozmówcy PAP - ma tylko Napieralski. Jeszcze w ubiegłym roku sam szef partii poprosił zarząd o taką rekomendację i ją uzyskał.
Niektórzy członkowie SLD zwracają uwagę, że zmiany w regulaminie nie zostały przyjęte przez klub, więc - według nich - nie obowiązują. W ubiegłym roku, gdy Napieralski próbował odsunąć Olejniczaka z funkcji szefa klubu i przejąć tę funkcję, przegrał z nim jednym głosem.
Źródło: Fakty TVN, PAP