Jak ujawnił zastępca komendanta głównego PSP Janusz Skulich, prawdziwa jest relacja jednego ze świadków, że pożar był już widoczny o godz. 00.15. – Jego zeznania są dość prawdopodobne. Ten pan powiedział, że widział ogień w oknach za szybami w miejscach, gdzie podejrzewamy, że ten pożar powstał – mówił Skulich. Dodał, że świadek był przekonany, że ktoś już zadzwonił po straż.
Największe zniszczenia w rejonie klatki schodowej
Grzegorz Schetyna o odpowiedzialnych za budynek
Informację o pożarze straż otrzymała jednak o godz. 00.32. – Ta różnica czasu, dla rozwoju tego pożaru to epoka – powiedział Skulich.
Według wiceszefa straży, największe zniszczenia były w rejonie klatki schodowej na pierwszym piętrze i prawdopodobnie w tej części budynku rozpoczął się pożar. Poza tym – jak tłumaczył Skulich – hol był "magazynem elementów zbędnych". W korytarzach ustawiono bowiem m.in. szafy, które - podobnie jak firanki - ułatwiały rozprzestrzenianie się ognia i utrudniały ewakuację. - Ciąg wentylacyjny sprawił, że pożar szybko się rozprzestrzenił po całym budynku – tłumaczył gen. Skulich.
"W obiekcie w takim stanie ludzie nie mogą mieszkać"
Według straży pożarnej, właśnie te warunki techniczno-budowlane wpłynęły na powstanie i rozprzestrzenienie się ognia. - W naszej ocenie konstrukcja oraz wyposażenie, wystrój, czyli przedmioty, które tarasowały drogi ewakuacyjne, stwarzały stan zagrożenia życia. W obiekcie w takim stanie ludzie nie mogą mieszkać - podkreślił Skulich. Według straży, pożarowi sprzyjały też wybite szyby na klatce schodowej. W hotelu znajdowała się specjalna klatka ewakuacyjna, ale wyjścia na nią były... zatarasowane rowerami.
Za późno powiadomiono o ogniu
Na tragedię wpłynęło również zbyt późne powiadomienie o pożarze. Do tego stopnia, że - zdaniem Wiesław Leśniakiewicz, szefa straży - rozmiar zastanego zdarzenia nie dawał możliwości uratowania większej liczby osób. Z raportu wynika też, że straż pożarna przybyła na miejsce i działała zgodnie z obowiązującymi standardami. Decyzje podejmowane przez dowódcę akcji były - zdaniem autorów raportu - najlepsze z możliwych. Gdy 4 minuty po otrzymaniu zgłoszenia strażacy przybyli na miejsce, pożar obejmował już cały budynek. Zaalarmowano 15 jednostek straży pożarnej.
Schetyna: Będą wyciągnięte konsekwencje
Wicepremier i minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna powiedział z kolei, że prawdopodobną przyczyną pożaru było zaprószenie ognia. Schetyna podkreślił jednocześnie, że ostateczna przyczyna pożaru może zostać podana dopiero po przygotowaniu finalnego raportu w tej sprawie. – W finalnym raporcie przedstawimy także odpowiednie wnioski personalne – podkreślił szef MSWiA. Wicepremier powiedział, że odpowiedzialność za stan budynku ponosił jego zarządca i władze samorządowe Kamienia Pomorskiego. - Osoby odpowiedzialne za stan techniczny budynku będą pociągnięte do odpowiedzialności - zapowiedział powiedział Schetyna.
Dodał, że ostateczny raport w sprawie pożaru w Kamieniu Pomorskim ma powstać do 31 maja.
Jeden ze świadków zeznał, że widział, że się pali, ale nie wezwał straży pożarnej, bo myślał, że ktoś inny to zrobił. W takim obiekcie pożar szybko się rozprzestrzenia i w tym czasie mógł rzeczywiście opanować cały budynek. Gen. Janusz Skulich
Matejuk: liczba ofiar pożaru może przekroczyć 21 osób
- Ostateczna liczba ofiar pożaru w Kamieniu Pomorskim dalej jest nieznana. Do badań dostarczono 20 ciał i cztery fragmenty szczątków, co do których nie wiadomo, czy należą do jednej, czy większej liczby osób - poinformował z kolei komendant główny policji Andrzej Matejuk.
Szef policji poinformował, że specjaliści zakończyli już badania szczątków, ale bez dalszych analiz nie da się jednoznacznie określić, do ilu osób należą fragmenty ciał. - Dlatego liczba ofiar pożaru może przekroczyć 21 - zastrzegł Matejuk. - Dzisiaj nie mamy ustalonych 23 osób. Niestety te dwie osoby mogą również okazać się ofiarami tego pożaru - powiedział Matejuk.
Źródło: TVN24, PAP