O wszczęciu postępowania wobec Rzeczniczki Praw Dziecka poinformowała w środę przed południem Prokuratura Okręgowa w Szczecinie. Śledztwo prowadzone jest pod kątem "podejrzenia przekroczenia uprawnień" przez Monikę Horną-Cieślak i "fałszywego oskarżenia" - podała.
Zawiadomienie do prokuratury "zgłosiła osoba fizyczna, która odczuła taką potrzebę po materiałach w mediach" - przekazała TVN24 Julia Szozda, rzeczniczka prokuratury w Szczecinie. Jak dodała, wpłynęło ono do prokuratury "pod koniec września".
CBA w biurze Rzecznika Praw Dziecka
We wtorek na zlecenie szczecińskiej prokuratury funkcjonariusze CBA przeszukali biuro Rzecznika Praw Dziecka. Jak wyjaśnia Szozda, przeszukanie "miało na celu ujawnienie dowodów mogących być wykorzystanych w tym postępowaniu".
Rzecznik koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński przekazał wcześniej w rozmowie z tvn24.pl, że sprawa "nie dotyczy korupcji". Informację jako pierwsza podała Wirtualna Polska.
Horna-Cieślak: biuro RPD wydało wszystkie dokumenty dotyczące interwencji
Do sprawy odniosła się Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. "Biuro Rzecznika Praw Dziecka informuje, że w związku ze sprawą dotyczącą interwencji na warszawskiej Białołęce, właściwym organom wydane zostały wszystkie posiadane przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka dokumenty zgodnie z obowiązującym prawem" - skomentowała na X.
Sprawa dzieci z Białołęki. Horna-Cieślak: byłam świadkiem przemocy
Interwencja na warszawskiej Białołęce, o której wspomniała RPD we wpisie, została przeprowadzona 13 sierpnia. To wtedy Horna-Cieślak była świadkiem, jej zdaniem, niepokojącej sytuacji na przystanku. - Jak każdy obywatel czekałam na przystanku autobusowym na autobus i byłam świadkiem tego, jak matka wyzywa dziecko od "k….", szarpie tym dzieckiem i jaka jest agresywna - relacjonowała rzeczniczka w Polsacie.
W rozmowie z dziennikarką TVN24 Karoliną Bałuc, Horna-Cieślak tłumaczyła, że "była świadkiem przemocy wobec dzieci i zareagowała".
Horna-Cieślak zaalarmowała o sprawie służby. Policja najpierw uznała, że w rodzinie nie dzieje się nic, co miałoby skłaniać do natychmiastowej interwencji. Sąd również zdecydował, by nie wydawać "w trybie natychmiastowym zarządzeń dotyczących odebrania dzieci" w wieku 3 i 4 lat.
Według sądu rodzinnego 15 sierpnia w Komendzie Stołecznej Policji miało odbyć się spotkanie z udziałem rzeczniczki. Po nim policja wydała wobec rodziców zakaz zbliżania się do dzieci, a w efekcie trafiły one do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Po weekendzie sąd zdecydował, że nie było przesłanek do umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej i zdecydował, aby te wróciły do rodziny.
Sprawę jako pierwszy opisał portal Zero. TVN24 dotarła do uzasadnienia decyzji sądu.