Wicepremier i szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski w trakcie swojego exposé w Sejmie powiedział, że wszyscy dostrzegamy zagrożenie, a państwo polskie nie może sobie pozwolić na paraliż. Zaznaczył też, że w relacjach z USA "nie możemy być frajerami". - Sikorski pokazuje, co jest teraz dla nas najważniejsze, czyli bezpieczeństwo, bezpieczeństwo i jeszcze raz bezpieczeństwo - komentowała Magdalena Rigamonti (Onet) w programie "Loża prasowa" TVN24. Zdaniem Bartosza Wielińskiego ("Gazeta Wyborcza") wystąpienie Sikorskiego to "pierwsza salwa w bitwie o pozostanie Polski w Unii Europejskiej". - Jest dla mnie oczywiste, że w najbliższych miesiącach hasło polexitu znajdzie się na sztandarach wszystkich w tej chwili sił opozycyjnych. Pod hasłem tego wszystkiego, co znamy z Wielkiej Brytanii z 2016 roku, będą szły do wyborów PiS i obydwie Konfederacje ze wsparciem Karola Nawrockiego - tłumaczył Wieliński. Według Sławomira Sierakowskiego (Krytyka Polityczna) "akcent w exposé był położony gdzie indziej". - Moim zdaniem to jest przygotowanie się do sytuacji, w której trzeba będzie wybierać między Ameryką a Europą. Widać, że rząd Tuska będzie w sytuacji tego wyboru pokazywał, że Polska nie leży w Ameryce Północnej, tylko w Europie - wyjaśnił Sierakowski. Marcin Celiński (Reset Obywatelski) ocenił, że "Sikorski bardzo dokładnie opisał problem, jaki mamy". - Ten problem polega na tym, że chcemy być sojusznikami USA, ale musimy się przygotować na sytuację, w której ten sojusz oficjalnie bądź nieoficjalnie może umrzeć - powiedział Celiński.