Prezydent podpisuje ustawę, a rząd obniża ceny paliw. Jednocześnie Karol Nawrocki w orędziu - ogłaszając swoją decyzję - stwierdził, zrobił to, bo nie chce, by Polacy dłużej byli "politycznymi zakładnikami", z kolei premier mówił o "osobistej satysfakcji". - Dużo wcześniej mogłaby być niższa [cena paliw - red.], gdyby prezydent w dziwny sposób się nie upierał. Nie wiadomo, dlaczego to robił - stwierdził Zbigniew Konwiński z Koalicji Obywatelskiej. Katarzyna Kotula z Lewicy mówiła, że "rzeczywistą odpowiedzialność" za ceny paliw ponosi Donald Trump, a za sytuację geopolityczną koszty ponoszą Polacy. Wskazała, że zwłoka prezydenta kosztowała polskie rodziny dwa miliardy złotych. - Gdyby prezydent w lipcu podpisał tę ustawę, to te dwa miliardy moglibyśmy oszczędzić - dodała polityczka, jednocześnie zwracając uwagę na wyniki ostatnich sondaży poparcia dla prezydenta. Według Błażeja Pobożego z Kancelarii Prezydenta, "rząd miał wszystkie instrumenty, żeby obniżyć ceny paliw, ale nie miał pieniędzy, bo doprowadził budżet do ruiny", a "prezydent uwolnił zakładników - Polaków". Michał Wawer z Konfederacji ocenił, że rządowa ustawa jest niekonstytucyjna i "wielka szkoda, że prezydent się złamał pod jakimś propagandowym naciskiem". - Myślę, że rząd liczył na to, że prezydent nie będzie podpisywał tej ustawy i że będzie miał pretekst do tego, żeby łupić Polaków przez kolejne miesiące - stwierdzi z kolei Jarosław Sellin w PiS. - Nieprawd, ile padło ze strony panów, nie wiem, czy zmieści się w normalnym programie - odpowiedział politykom opozycji Mirosław Suchoń z Unii Centrum. Stwierdził, że Karol Nawrocki stosuje wobec rządu "politykę sabotażu" i gdyby podpisał ustawę ws. obniżki cen paliw w lipcu, to każdy tankujący zapłaciłby 200 zł mniej miesięcznie za paliwo. - To podatek od uporu prezydenta Nawrockiego - podsumował Suchoń.Pozostałe wątki rozmowy:- List żelazny dla Marcina Romanowskiego- Kraków przed II turą wyborów prezydenta miasta