Bogacz na czele strajkujących o podwyżki lekarzy

Od wczoraj w całej Polsce strajkują lekarze. Najgłośniej ci, którzy mają najwięcej - uważa "Fakt". Jednym z nich jest według dziennika Andrzej Sokołowski, jeden z najzamożniejszych lekarzy na Pomorzu i lider strajkujących tam medyków.

Poniedziałek. Wczesnym rankiem Sokołowski opuszcza swój dom na ekskluzywnym osiedlu w Gdyni Redłowie i drogim samochodem jedzie do siedziby Związku Zawodowego Lekarzy Regionu Pomorskiego, którego jest prezesem. Co tam będzie robił? Koordynował ogólnopolski strajk. A ściślej: namawiał doktorów z całej Polski, by go nie przerywali. Żąda podwyżek dla innych, ale oczywiście również dla siebie - relacjonuje bulwarówka."Lekarze muszą porządnie zarabiać. Ministerstwo Zdrowia i cały rząd muszą wreszcie pójść po rozum do głowy i zapewnić nam minimum przyzwoitości" - mówi doktor Sokołowski w rozmowie z "Faktem". Podczas, gdy skromni lekarze marzą o pensjach 5 tys. brutto (ok. 3,3 tys. netto) miesięcznie, on ma ponad 12 tys. zł - twierdzi "Fakt". Sokołowski jest członkiem zarządu wartej ok. 100 milionów złotych kliniki. Mieszka w willi, która kosztuje co najmniej milion złotych i jeździ autem za 150 tys. zł.

Pieniądze, które zarabia lekarz z Pomorza, nawet nie śniły się młodemu doktorowi Arkadiuszowi Krakowieckiemu, stażyście z warszawskiego szpitala przy ul. Banacha. Żeby utrzymać żonę i dzieci, Krakowiecki musi pracować na kilku etatach - podaje "Fakt". "1450 zł miesięcznie, jakie zarabiam, pracując 65 godzin tygodniowo, starcza tylko na opłaty: czynsz, telefony, spłaty kredytu na mieszkanie i ubezpieczenie" - wyjaśnia "Faktowi" młody doktor.

Dlatego kilka razy w tygodniu, zaraz po pracy na Banacha, Krakowiecki jedzie kilkadziesiąt kilometrów za Warszawę, gdzie opiekuje się starszymi pacjentami w prywatnym domu opieki. W pozostałe dni mężczyzna oferuje swoją pomoc w pogotowiu ratunkowym. Kiedy około godziny 22 wraca do domu, musi jeszcze się uczyć, pisać skrypty i artykuły. Bogaty Sokołowski żyje zupełnie inaczej. Za wizytę w gabinecie lekarskim w jego luksusowej willi trzeba zapłacić ok. 100 zł. Stać go na przechadzanie się w drogich garniturach, zagraniczne wakacje i drogi samochód."Rozumiem lekarzy biednych, że protestują, ale proszę popatrzyć na majątki liderów związków i tych, którzy najwięcej w tej chwili krzyczą. Czy naprawdę dzieje się im wielka krzywda?" - mówi "Faktowi" posłanka PiS, członek sejmowej Komisji Zdrowia Jolanta Szczypińska. "To przykre, bo jest tu podział na krezusów i na lekarzy, którzy ledwo wiążą koniec z końcem" - dodaje posłanka, która przez lata pracowała jako pielęgniarka.

Źródło: "Fakt"

Czytaj także: