Brutalny gwałt na 30-latce. Dodatkowe badania wyjaśnią, dlaczego zmarła

Do zdarzenia doszło w jednym z mieszkań w dzelnicy Górna w Łodzi
Nowe fakty po śmieci 30-latki w Łodzi
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Po brutalnym gwałcie na 30-latce w Łodzi prokuratura podała nowe szczegóły sprawy. Zatrzymany 63-latek usłyszał zarzut seksualnego wykorzystania kobiety i trafił do aresztu. Prokurator zlecił dodatkowe badania, które zadecydują o tym, czy mężczyzna odpowie za zabójstwo. Rodzina zmarłej jest zdruzgotana i oczekuje od śledczych wyjaśnienia sprawy.
Artykuł zawiera materiały przesłane na KONTAKT24

Jak informuje rzecznik łódzkiej prokuratury, w sobotę, 4 lipca, kobieta przyjechała do córki 63-latka. Mężczyzna po pracy miał kupić alkohol i miał go później spożywać ze swoją ofiarą. Zeznał, że znał kobietę z wcześniejszych spotkań z jego córką. Kiedy córka mężczyzny wyszła z mieszkania, jej koleżanka - pokrzywdzona przez 63-latka - położyła się na wersalce. Wtedy mężczyzna miał ją w brutalny sposób wykorzystać seksualnie doprowadzając do rozległych obrażeń wewnętrznych. - Oględziny dokonane przez biegłego nie pozwoliły na stwierdzenie bezpośredniej przyczyny zgonu 30-latki. W ocenie biegłego konieczne jest przeprowadzenie dalszych badań dodatkowych, zarówno toksykologicznych, histopatologicznych oraz badania pod kątem stwierdzenia zapalenia płuc - przekazał w rozmowie z tvn24.pl, prokurator Paweł Jasiak. Oznacza to, że kobieta, będąc u 63-latka, mogła chorować. Teraz śledczy sprawdzą, czy obrażenia, których doznała podczas spotkania z mężczyzną, bezpośrednio przyczyniły się do jej śmierci, czy mogła to być choroba i związane z nią zapalenie płuc. Jeśli okaże się, że do śmierci przyczynił się 63-latek, wtedy prokuratura zmieni mu zarzut na zabójstwo. Na razie śledczy zarzucili mu wykorzystanie stanu bezradności w celu doprowadzenia do czynności seksualnych, za co grozi do 8 lat więzienia.

Do zdarzenia doszło w jednym z mieszkań w dzielnicy Górna w Łodzi
Do zdarzenia doszło w jednym z mieszkań w dzielnicy Górna w Łodzi
Źródło zdjęcia: TVN24

Rodzina jest zdruzgotana i oszołomiona

Reporterka TVN24 Katarzyna Pasikowska-Poczopko dotarła do członka rodziny zmarłej. Mówił, że rodzina nie może się pogodzić z tym, co się stało i liczy na to, że prokuratura bezwzględnie wyjaśni całą sytuację, bo zdają sobie sprawę, że nie ma kluczowej opinii biegłego. - Cała rodzina jest zdruzgotana i oszołomiona tą sprawą. Ciężko dowiedzieć się jakichś szczegółów, ale z tych informacji, które ja uzyskałem, to wiem, że chociażby po sekcji zwłok i po oględzinach, na których był brat Ani, to ciało było posiniaczone. Z tego, co się dowiedziałem, to była sobota i Ania wspólnie z koleżanką miały gdzieś jechać na imprezę, nie wiem, w jakich okolicznościach znalazły się w tym domu, tego nie wiemy - mówił mężczyzna.

Do zdarzenia doszło w dzielnicy Łódź Górna
Do zdarzenia doszło w dzielnicy Łódź Górna
Źródło zdjęcia: TVN24

Zmarła mimo udzielonej pomocy

Do zdarzenia doszło w nocy z 4 na 5 lipca.

- Mężczyzna miał doprowadzić kobietę do czynności seksualnej, wykorzystując jej bezradność. Kobieta z obrażeniami trafiła do szpitala, ale zmarła pomimo udzielonej pomocy medycznej - poinformowała podkomisarz Kamila Sowińska.

63-latek został zatrzymany. Decyzją sądu trafił w czwartek na trzy miesiące do aresztu.

Mężczyzna jest obywatelem Polski. Poszkodowana to 30-latka, która osierociła 7-letnią córkę.

Pierwszą informację na temat tego tragicznego zdarzenia otrzymaliśmy na Kontakt24.

Czytaj też: Brutalny gwałt i morderstwo w parku na 24-letniej Klaudii. Ruszył proces Wenezuelczyka

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: