O panu Józefie zrobiło się głośno w całej Polsce, gdy latem ciągnikiem zaorał świeżo wylany asfalt w gliwickiej peryferyjnej dzielnicy Ostropa. Zrobił to, bo jak twierdzi, ten teren należy do niego, a prace były wykonywane nielegalnie. Straty szacowano na kilkaset tysięcy złotych.
Początkowo mężczyzna trafił do aresztu, jednak po dodatkowych czynnościach i uzyskaniu nowej wyceny strat prokuratura zmieniła treść zarzutu, a tymczasowe aresztowanie uchylono i zamieniono na poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zajęcie ciągnika.
Teraz rolnik chce odzyskać zabezpieczony ciągnik, dlatego jego obrońca złożył zażalenie.
- Mamy kuriozalną sytuację. Pan Józef, nawet gdyby okazało się, że będzie winny i będzie musiał naprawić szkodę finansową, to już dzisiaj nie może żadnego dochodu uzyskiwać, bo nie ma czym. Ten ciągnik został zabezpieczony, a argumenty dotyczyły między innymi tego przedmiotu, czyli braku możliwości zabezpieczenia, ale również wartości tego ciągnika. On ma większą wartość emocjonalną i sentymentalną niż majątkową - mówił jeszcze przed ogłoszeniem decyzji sądu mecenas Adam Szewc.
Zażalenie dotyczyło również stosowania policyjnego dozoru i poręczenia majątkowego.
Nie odzyskał ciągnika
Po posiedzeniu mecenas Szewc powiedział dziennikarzom, że sąd uchylił dozór i poręczenie majątkowe. Utrzymał natomiast w mocy decyzję prokuratury w sprawie ciągnika; ocenił, że należy dodatkowo uzasadnić, że traktor jest dla pana Józefa Magiery narzędziem pracy na roli. - Pomimo naszych twierdzeń i wyjaśnień podejrzanego, jest to na tym etapie jeszcze niewystarczające. Musimy to udokumentować - dodał obrońca. Zapowiedział, że taki wniosek zostanie złożony i prokurator będzie musiał rozważyć zwrot ciągnika.
- Myślę, że ta praworządność w końcu wróci, a nie że zamyka się ludzi za swoje - powiedział dziennikarzom Józef Magiera przed wejściem do sądu.
Na posiedzeniu nie było przedstawiciela prokuratury. Mecenas Szewc powiedział, że nie otrzymał też żadnej odpowiedzi na swoje zażalenia.
Wjechał traktorem z pługiem i zaorał asfalt
Pan Józef zniszczył asfalt na początku sierpnia tego roku. W sieci pojawiły się nagrania, na których widać, jak rolnik wjeżdża traktorem z podczepionym pługiem na remontowaną drogę i zdziera nawierzchnię.
Rolnik twierdził, że jest właścicielem drogi, a prowadzone tam prace są nielegalne. Miał zapowiedzieć, że zamierza ponownie uszkodzić nawierzchnię. Mężczyzna został wtedy zatrzymany przez policję.
W prokuraturze 60-latek przyznał się do zaorania świeżo położonego asfaltu. Powiedział śledczym, tak jak policjantom, że teren, na którym znajduje się droga, to jego własność. Z dokumentacji posiadanej przez prokuraturę wynika jednak, że to własność lokalnego samorządu.
Opuścił areszt, stracił ciągnik
Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa Gliwice-Zachód, która pierwotnie zarzuciła rolnikowi zniszczenie mienia znacznej wartości - straty wstępnie oszacowano na 300 tysięcy złotych.
Po wykonaniu dodatkowych czynności i uzyskaniu nowej wyceny strat prokuratura ustaliła, że szkody wyrządzone przez rolnika wynoszą poniżej 200 tysięcy złotych. Konsekwencją była zmiana treści zarzutu i uchylenie aresztu. Został zamieniony na poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zajęcie ciągnika.
Decyzja o wcześniejszym aresztowaniu rolnika wzbudziła wiele kontrowersji i była często komentowana w przestrzeni publicznej. Postępowanie wyjaśniające wszczął z urzędu pełnomocnik terenowy Rzecznika Praw Obywatelskich w Katowicach.
Za zniszczenie mienia wielkiej wartości może grozić kara do 10 lat pozbawienia wolności, podstawowy typ tego przestępstwa określa maksymalną karę na pięć lat więzienia. Zgodnie z Kodeksem karnym mienie znacznej wartości przekracza 200 tysięcy złotych.