Trela: jesteśmy zdeterminowani w sprawie wniosku o postawienie Glapińskiego przed Trybunałem Stanu
Poseł Lewicy Tomasz Trela pytany w "Rozmowie Piaseckiego", czy koalicja rządząca jest zdeterminowana i zdecydowana, żeby przegłosować wniosek o postawienie Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu ze wszystkimi konsekwencjami tej decyzji, odparł twierdząco.
Przypomniał, że sejmowa komisja odpowiedzialności konstytucyjnej w piątek przyjęła sprawozdanie z prac w sprawie wstępnego wniosku o postawienie prezesa NBP przed Trybunałem Stanu. Wnosi o pociągnięcie go do odpowiedzialności konstytucyjnej.
Trela mówił, że jest "osiem konkretnych zarzutów" wobec Glapińskiego. - Raport trafił do pana marszałka Włodzimierza Czarzastego i czeka na rozpatrzenie na sali plenarnej - poinformował. - Jesteśmy zdeterminowani. Nie po to pracowaliśmy w komisji dwa lata, żeby teraz ten raport odłożyć ad acta albo go wrzucić do niszczarki - dodał.
Trela mówił, że z jego rozmów z prawnikami wynika, że "231 głosów wystarcza, żeby wniosek skierować do Trybunału Stanu".
Zgodnie z ustawą o Trybunale Stanu uchwałę o pociągnięciu do odpowiedzialności przed TS prezesa NBP Sejm podejmuje bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy (230) ustawowej liczby posłów. W styczniu 2024 roku Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej stwierdził jednak, że te przepisy są niezgodne z konstytucją. To oznacza, że do postawienia prezesa Glapińskiego w stan oskarżenia - zdaniem sędziów TK - potrzeba trzech piątych wszystkich posłów, czyli 276.
Trela: osiem dowodów jest na tyle mocnych, że Trybunał Stanu dla Glapińskiego się należy
Uchwała o pociągnięciu do odpowiedzialności przed TS powoduje zawieszenie w czynnościach osoby, której dotyczy, ale TK zakwestionował przepisy ustawy o TS dotyczące zawieszenia prezesa NBP.
- Uważam, że sprawa pana Glapińskiego powinna być jeden do jednego jak sprawa pana Świrskiego. Jeżeli wniosek trafia do Trybunału Stanu, pan Maciej Świrski przestał automatycznie pełnić funkcję szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji - zauważył Trela.
- Musimy być na taki scenariusz gotowi, bo jak się rozpoczyna pracę, to trzeba mieć scenariusze, jak się pracę kończy. Uważam, że te osiem argumentów, osiem dowodów jest na tyle mocnych, że Trybunał Stanu dla Glapińskiego się należy - ocenił.
Informacje z telefonów polityków opozycji trafiały na biurko Kaczyńskiego? Trela: w części jawnej raportu tego nie ma
Trela odniósł się też do ustaleń sejmowej komisji śledczej do spraw Pegasusa, która przedstawiła w poniedziałek raport jawny z jej prac. W TVN24 był pytany, czy to, co się działo z systemem Pegasus i przy jego pomocy, po latach pracy komisji okazało się tak ponure jak myślał, przystępując do pracy. Odparł, że "jeszcze bardziej".
- Myślałem, że PiS kupiło oprogramowanie, które służyło do podsłuchu, a tu się okazało, że kupiło bardzo inwazyjne oprogramowanie, które służyło do inwigilacji ówczesnej opozycji, które nie miało akredytacji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i co najgorsze, dane są na jakichś serwerach izraelskich. Nie wiadomo, czy jeszcze tam są i co z nimi się tak naprawdę wydarzy - powiedział.
Polityk Lewicy podkreślił, że "nie było żadnej podstawy, żeby traktować [Jacka] Karnowskiego, [Krzysztofa] Brejzę, panią sędzię [Beatę] Morawiec, prokurator [Ewę] Wrzosek jako terrorystów, bo nie było nawet żadnych przesłanek do tego".
Dopytywany był, czy członkowie komisji znaleźli jakiekolwiek dowody na to, że informacje z telefonów polityków opozycji, na przykład Krzysztofa Brejzy, trafiały w jakichś raportach na biurko prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. - W części jawnej raportu tego nie ma, ale oprócz części jawnej jest też część tajna i są materiały ściśle tajne, które są przekazane do prokuratury - odpowiedział Trela.
- Ale gdyby informacje z telefonu Brejzy trafiały do Kaczyńskiego, Morawieckiego (…) do sztabu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości, to by nie były objęte tajemnicą państwową, więc jeśli pan tego nie mówi, to rozumiem, że tego jednak nie ma - zauważył Piasecki.
- Ale jeżeli te informacje miał na przykład pan Mariusz Kamiński, albo pan Maciej Wąsik, bo oni to na swoje biurka dostawali, to pan myśli, że oni tych informacji nie przekazywali dalej? - odpowiedział Trela.
Zaznaczył, że nie może o niektórych rzeczach mówić. - Natomiast te wszystkie materiały, i ten publiczny akt oskarżenia, te wszystkie załączniki trafiają do prokuratury. I prokuratura tak naprawdę ma gotowiec do tego, żeby po naszych zawiadomieniach stawiać zarzuty, formułować akty oskarżenia, a później, żeby sąd podejmował decyzje - podsumował.