W czwartek (5 sierpnia), na czterdzieści minut plaża w Łebie zamarła. - Zgłosiła się do nas kobieta, która twierdziła, że zaginął jej 11-letni syn. Z jej relacji wynikało, że kąpali się razem w morzu. Potem ona na chwilę wyszła na brzeg, a gdy wróciła dziecka nie było. Musieliśmy działać szybko. Od razu rozpoczęliśmy akcję ratunkową - opowiada tvn24.pl Kacper Treder, koordynator ratowników na plaży w Łebie.