Śmierć podczas policyjnej interwencji. Byli policjanci skazani

Wyrok nie jest prawomocny
Lublin
Źródło wideo: Google Earth
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata i trzyletni zakaz pełnienia służby w policji. Taki wyrok zapadł w sprawie dwóch byłych policjantów, którzy odpowiadali za przekroczenie uprawnień i nieumyślne spowodowanie śmierci 36-latka, którego obezwładnili podczas interwencji. Z ustaleń wynika, że mężczyzna wskazywał, że ma problemy z oddychaniem i prosił o zwolnienie chwytów. Wyrok nie jest prawomocny.

Jest to już kolejne rozstrzygnięcie w tej sprawie. We wrześniu zeszłego roku Sąd Okręgowy w Lublinie uchylił wcześniejszy wyrok uniewinniający i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Prokuratura domagała się kar po roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i pięcioletniego zakazu wykonywania zawodu policjanta. Obrona wnosiła o uniewinnienie.

Przekroczenie uprawnień i nieumyślne spowodowanie śmierci

W piątek Sąd Rejonowy Lublin-Wschód uznał 43-letniego Wojciecha K. i 50-letniego Arkadiusza K. za winnych przekroczenia uprawnień oraz nieumyślnego spowodowania śmierci 36-letniego mężczyzny.

Obaj usłyszeli wyrok roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i trzyletni zakaz pełnienia służby w policji. Sąd zasądził od nich również po 20 tys. zł zadośćuczynienia dla siostry zmarłego.

Przechodnie zawiadomili, że mężczyzna był agresywny

Sprawa dotyczy zdarzenia z sierpnia 2020 roku, kiedy to przechodnie zawiadomili policję o agresywnym mężczyźnie w okolicy ul. Łęczyńskiej w Lublinie. Leczący się psychiatrycznie Tomasz K. uciekał przybyłym na miejsce mundurowym, którzy zatrzymali go w okolicy budynku Agencji Mienia Wojskowego, gdzie kamera monitoringu zarejestrowała część zatrzymania.

Według ustaleń śledczych, policjanci - stosując chwyty obezwładniające - powalili mężczyznę na ziemię, założyli mu kajdanki na ręce z tyłu oraz dociskali jego ciało kolanami i rękami, przez co ograniczyli mu możliwość oddychania.

Sąd: miał charczący głos, z ust leciała mu ślina bądź piana

Zdaniem sędziego Andrzeja Skubisa interwencja miała charakter dynamiczny. Z nagrań wynika, że 36-latek został uderzony łokciem w szyję, zastosowano też wobec niego "chwyt obezwładniający szyję", po czym został powalony na ziemię brzuchem do podłoża. Jak ustalił sąd, w tej pozycji mężczyzna nie wykonywał już gwałtownych ruchów nogami, był spokojny, a mimo to policjanci przytrzymywali mu nogi i klatkę piersiową.

– Swoim zachowaniem i odruchami pokrzywdzony wskazywał, że ma problemy z oddychaniem, prosił o zwolnienie chwytów, miał charczący głos, z ust leciała mu ślina bądź piana – opisał sędzia.

Sąd: nieadekwatne środki przymusu bezpośredniego

Z zebranych dowodów wynika, że obrażenia ciała wynikające z przeprowadzonej interwencji i sam sposób przeprowadzenia akcji reanimacyjnej nie miały wpływu na śmierć 36-latka. Jak ustalono, zmarł on w wyniku "asfiksji restrykcyjnej", czyli wskutek ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej występującej w sposób nagły u osoby w stanie pobudzenia ruchowego, któremu towarzyszy utrudnienie oddychania w wyniku przymusowego unieruchomienia. We krwi Tomasza K. wykryto obecność środków psychotropowych.

Sąd ocenił, że oskarżeni przekroczyli swoje uprawnienia, gdyż zastosowali nieadekwatne środki przymusu bezpośredniego z użyciem znacznej siły. Zdaniem sądu funkcjonariusze mieli świadomość, że 36-latek zachowywał się dziwnie – podczas ucieczki sam manifestował, że leczy się psychiatrycznie – i że może być zmęczony ucieczką. Według sądu, gdyby ocenili sytuację właściwie i zareagowali na apele pokrzywdzonego, nie spowodowałoby to jego zgonu na skutek asfiksji.

Obrońca: funkcjonariusze działali w interesie publicznym

Jeden z obrońców oskarżonych, mecenas Stanisław Estreich, zapowiedział w rozmowie z mediami złożenie apelacji od wyroku. Jego zdaniem ta sprawa ma dużo szerszy zasięg.

– Jest to kwestia odpowiedzi na pytanie, czy możemy się czuć bezpieczni w naszym mieście i kraju oraz czy interwencja policjantów musi się kończyć ławą oskarżonych. I podstawowa przyczyna – czy funkcjonariusz, który nie jest szkolony, może wiedzieć, że wystąpiło zjawisko "asfiksji restrykcyjnej" – powiedział adwokat.

Jego zdaniem funkcjonariusze działali w interesie publicznym, "byśmy po ulicach mogli chodzić spokojnie".

W czasie procesu oskarżeni stali na stanowisku, że zarzuty śledczych są niezasadne i bezpodstawne. Ich zdaniem zastosowane środki były odpowiednie do sytuacji i zgodne z nadanymi uprawnieniami. Obaj mężczyźni wyrazili ubolewanie i współczucie dla rodziny zmarłego.

Wyrok jest nieprawomocny.

Źródło: PAP
Czytaj także: