Były Pola Elizejskie, teraz "latający żołnierz" stawia sobie nowy cel

W czasie francuskiej parady z okazji Dnia Bastylii nad głowami zgromadzonych pojawił się "latający żołnierz". Franky Zapata z bronią w ręku wykonał imponujący kilkuminutowy pokaz na skonstruowanym przez siebie flyboardzie. Teraz Francuz chce podnieść poprzeczkę i pokonać na urządzeniu kanał La Manche.

14 lipca w trakcie wojskowej parady w Paryżu z okazji Dnia Bastylii zaprezentowano najnowocześniejszy sprzęt, w tym drony i pojazdy autonomiczne. Nad Polami Elizejskimi pojawił się także "latający żołnierz", unoszący się na flyboardzie - urządzeniu pozwalającym wykonywać akrobacje w powietrzu.

Był nim Franky Zapata, były mistrz świata w ściganiu się na skuterach wodnych i jednocześnie wynalazca nowatorskiego urządzenia.

Wynalazek 40-letniego Zapaty przywodzi na myśl maszynę, którą poruszał się filmowy Marty McFly z "Powrotu do przyszłości" i jest podobny do urządzeń napędzanych dyszami wodnymi, które już można podziwiać na jeziorach również w Polsce. Jak twierdzi konstruktor, na jego flyboardzie można się poruszać z prędkością ponad 190 km/h nawet przez 10 minut.

Prototypowa latająca wersja urządzenia zainteresowała francuskie wojsko, które wspomoże wynalazcę ponad milionem euro - donosi "Liberation". Minister obrony Francji Florence Parly powiedziała w radiu France Inter, że latająca platforma Zapaty może być sprawdzona jako urządzenie logistyczne lub szturmowe.

Wynalazca 25 lipca planuje powtórzyć wyczyn Louisa Bleriota, który jako pierwszy człowiek w historii przeleciał nad kanałem La Manche samolotem. Zapata zamierza dokonać tego czynu na swojej platformie, co będzie wymagało tankowania w trakcie przelotu.

Przyszłość czy gadżet dla milionerów?

- Tam są dwa silniki turbinowe, które wynoszą nas w powietrze. Mamy trzy systemy kontroli: jeden w ręku, drugi w butach, trzeci zdalny - tłumaczył budowę flyboarda we "Wstajesz i wiesz" Piotr Gnyp, ekspert od nowych technologii. Istotne jest pytanie, czy urządzenie Zapaty do czegoś się przyda, czy będzie tylko "drogim gadżetem dla żądnych wrażeń ludzi".

- Pytanie, czy w sytuacji wojennej nie wolimy wysłać latających dronów z karabinami, które już latają i których używamy, czy żołnierzy, którzy będą pędzić i próbować strzelać? - zastanawiał się Gnyp.

Autor: akw\mtom / Źródło: Liberation, France24, TVN24

Czytaj także: