Członek gabinetu May rezygnuje i wzywa do drugiego referendum

TVN24


Brytyjski wiceminister transportu Jo Johnson zrezygnował w piątek ze stanowiska. - Wybór pomiędzy wypracowanym przez rząd porozumieniem w sprawie brexitu a brakiem umowy w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej, jest porażką państwa na skalę, jakiej nie widzieliśmy od kryzysu sueskiego - ocenił. W lipcu tego roku ze stanowiska ministra spraw zagranicznych zrezygnował jego brat Boris.

W trakcie kampanii referendalnej w 2016 roku Jo Johnson opowiedział się za dalszym członkostwem w Unii Europejskiej. Stanął wówczas po przeciwnej stronie niż jego brat i późniejszy minister spraw zagranicznych Boris Johnson, który w lipcu także ustąpił z rządu.

- Mój brat Boris, który był jednym z liderów kampanii na rzecz wyjścia [z Unii Europejskiej - red.], jest równie niezadowolony z rządowych propozycji jak ja - mówił.

Minister ocenił, że poparcie dopracowywanego przez brytyjskich i unijnych negocjatorów projektu porozumienia byłoby "koszmarną pomyłką".

- Wybór, przed jakim stawia się Brytyjczyków, nie jest żadnym realnym wyborem - wskazał.

Jak mówił, "pierwsza opcja jest taka, jaką proponuje rząd: porozumienie, które doprowadzi do osłabienia gospodarczego kraju, pozbawienia nas prawa głosu w sprawie unijnych przepisów, których będziemy musieli przestrzegać przez lata, oraz niepewności dla biznesu".

- Drugą opcją jest wyjście bezumowne, które wyrządzi nieobliczalne straty dla naszego narodu - ocenił.

"Rząd nie jest w stanie przedstawić żadnego porozumienia"

Polityk zwrócił uwagę na to, że "rządowym argumentem za umową wyjścia nie jest to, że jest ona lepsza od obecnego członkostwa, [bo - red.] premier wie, że nie może uczciwie przedstawić takiego stanowiska i, co jej się chwali, nie robi tego". - Może jedynie mówić, że jest to lepsze od wyjścia z UE bez żadnego porozumienia - zaznaczył.

Jak jednak ocenił, "przedstawienie narodowi wyboru pomiędzy dwoma bardzo nieatrakcyjnymi wyjściami, podległością lenną lub chaosem, jest porażką państwa na skalę, jakiej nie widzieliśmy od kryzysu sueskiego" (konflikt z Egiptem o Kanał Sueski w 1956 roku - red.).

- Moi wyborcy w Orpington zasługują na to, by od swojego rządu otrzymać więcej - wskazał.

Johnson podkreślił, że wyrażane przez zwolenników brexitu "nadzieje, że to będzie najprostsze porozumienie handlowe w historii, okazały się oderwane od rzeczywistości", a "wbrew zapowiedziom rząd nie jest w stanie przedstawić żadnego porozumienia w sprawie przyszłych relacji handlowych z Unią Europejską".

Polityk opowiedział się jednocześnie za organizacją drugiego referendum w sprawie brexitu, tłumacząc, że "biorąc pod uwagę to, że rzeczywistość brexitu jest tak odległa od tego, co było niegdyś obiecane, demokratycznym rozwiązaniem jest zwrócenie się do opinii publicznej o podjęcie ostatecznej decyzji".

- Nie chodziłoby o powtórzenie referendum z 2016 roku, ale spytanie ludzi o to, czy chcą, aby doprowadzić do brexitu z wiedzą o tym, jakie porozumienie jest dla nas dostępne, czy też powinniśmy opuścić [Unię Europejską - red.] bez żadnego porozumienia, a może w sumie lepiej pozostać przy warunkach, które teraz mamy wewnątrz Unii - wyliczał.

Kancelaria premier: nigdy nie dojdzie do drugiego referendum

Odpowiadając na oskarżenia, jakoby takie rozwiązanie nie szanowałoby wyników poprzedniego głosowania, Johnson zapytał: - Czy jest bardziej demokratyczne poleganie na głosowaniu sprzed trzech lat nad tym, co mogłoby wyniknąć z wyidealizowanego brexitu, czy też zorganizowanie głosowania nad tym, o czym wiemy, że się rzeczywiście z tym wiąże?

Johnson - który jest posłem ze sprzyjającego wyjściu z Unii Europejskiej okręgu wyborczego w Orpington - zapowiedział, że w razie głosowania w parlamencie wypowie się przeciwko rządowej propozycji porozumienia z Unią Europejską.

W odpowiedzi na jego rezygnację kancelaria premier Theresy May stanowczo zadeklarowała, że "nigdy, w żadnych okolicznościach" nie dojdzie do drugiego referendum w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej.

Jo Johnson jest czternastym ministrem, który ustąpił z rządu od ubiegłorocznych przedterminowych wyborów parlamentarnych, w których Partia Konserwatywna straciła samodzielną większość w Izbie Gmin.

Autor: akw//plw / Źródło: PAP