Narodowiec, wszechpolak, zafascynowany Orbanem. Nowy wiceminister Andruszkiewicz

TVN24

Andruszkiewicz został wiceministrem cyfryzacji. Stanisław Tyszka komentujetvn24
wideo 2/5

Adam Andruszkiewicz od 2015 roku zasiada w ławach sejmowych. Wcześniej działał w skrajnie prawicowych organizacjach, był między innymi prezesem Młodzieży Wszechpolskiej. Sprzeciwia się przyjmowaniu uchodźców, obrażał osoby LGBT. Nie ukrywa, że jego polityczny wzór to premier Węgier Viktor Orban. Od kilku dni jest sekretarzem stanu w Ministerstwie Cyfryzacji. Na to stanowisko powołał go premier Mateusz Morawiecki.

Andruszkiewicz urodził się w 1990 roku w Grajewie w województwie podlaskim. Na Uniwersytecie w Białymstoku studiował stosunki międzynarodowe i uzyskał tytuł magistra.

Zanim jeszcze został posłem, mocno zaangażował się w działalność Młodzieży Wszechpolskiej i Ruchu Narodowego. Był wiceprezesem MW, kierował jej okręgiem podlaskim. W marcu 2015 roku został jej szefem. Sprawował tę funkcję do lipca 2016 roku. W tym samym roku wystąpił też z Ruchu Narodowego.

W wyborach parlamentarnych w 2015 roku wystartował z list Kukiz'15 jako "jedynka" na Podlasiu. Zdobył 15 688 głosów, co zapewniło mu mandat posła.

W ugrupowaniu Pawła Kukiza pozostał do listopada 2017 roku. Przeszedł wtedy do koła Wolni i Solidarni, którego przewodniczącym jest Kornel Morawiecki. Wraz z przyjęciem funkcji wiceministra pod koniec grudnia 2018 roku wystąpił z tej formacji i obecnie jest posłem niezrzeszonym.

W wywiadzie z Polską Agencją Prasową opublikowanym 31 grudnia Andruszkiewicz mówił, że wystąpił z Wolnych i Solidarnych, "bo przecież poseł opozycji nie mógłby być wiceministrem".

Pytany o swoje obecne relacje z narodowcami Andruszkiewicz przyznał, że ma "bardzo złe relacje" z partią Ruch Narodowy oraz z szefem RN posłem Robertem Winnickim. - Wynika to z tego, że ja uważam, że prawica musi się dzisiaj jednoczyć, natomiast Ruch Narodowy mnie bardzo mocno atakuje i krytykuje – wyjaśnił. Dodał, że "to jest ich prawo", a jemu "nie jest z nimi politycznie 'po drodze'". - Wolałbym się skupić na swojej merytorycznej pracy, a nie na rozważaniu o tym środowisku – zaznaczył.

Dopytywany, dlaczego uważa, że prawica zwłaszcza teraz musi się jednoczyć, Andruszkiewicz podkreślił, że w przyszłym roku są "kluczowe w historii Polski wybory parlamentarne". - Jeśli chcemy dokończyć proces modernizacji państwa polskiego, to dobrze by było, aby Zjednoczona Prawica wygrała te wybory, a na pewno bardzo zły dla Polski byłby powrót Donalda Tuska do władzy – powiedział.

Pytany, czy ma wystarczające kompetencje do sprawowania funkcji wiceministra cyfryzacji Andruszkiewicz zwrócił uwagę, że jest to "funkcja zarządzająca". - Natomiast od pisania konkretnych programów cyfrowych są specjaliści i eksperci w tej materii. Minister i wiceminister są osobami, które koordynują prace ministerstwa cyfryzacji, a także pośredniczą w kontaktach pomiędzy ministerstwem i parlamentem - zaznaczył.

W ocenie Andruszkiewicza "jest naturalne, że w ministerstwie są zarówno ściśli eksperci, jak na przykład programiści i informatycy, ale są też politycy, którzy muszą się uzupełniać swoją wiedzą i pracą". - Natomiast również dziś zaapelowałbym, o to, aby dać mi sto dni, a po tych stu dniach myślę, że będzie można ocenić moją pracę i na pewno będą mówić o niej dobrze, a polski rząd też będzie zadowolony – powiedział nowy wiceminister cyfryzacji.

- Jest to wielka duma i zobowiązanie, aby pracować w polskim rządzie na rzecz polskiego społeczeństwa. Nie ukrywam, że jestem zaszczycony tą decyzją i będę starał się ze wszystkich sił tak pracować, aby usprawnić działania Ministerstwa Cyfryzacji, aby polski rząd wdrażał reformy, które realizuje w zakresie e-usług w roku 2019 - mówił też w wywiadzie.

"Orban jest dla mnie wzorem polityka"

W maju 2016 powstało stowarzyszenie Endecja, które Andruszkiewicz stworzył między innymi z publicystą Rafałem Ziemkiewiczem i posłem Markiem Jakubiakiem. W grudniu tego samego roku Andruszkiewicz objął funkcję prezesa Endecji. Po dwóch latach opuścił stowarzyszenie.

W maju 2018 roku wraz z nowym wiceministrem i posłem Jarosławem Porwichem z WiS założył Stowarzyszenie dla Polski, którego celem miało być "umocnienie pozycji młodego pokolenia, wymiana elit, postawienie (Donalda - przyp. red.) Tuska przed Trybunałem Stanu i szerokie rozliczenia". Mówił wtedy o "mobilizowaniu społeczeństwa, by zablokować powrót Platformy Obywatelskiej do władzy".

- Ten raj wyglądał tak, że po zakończeniu szkoły moje pokolenie mogło najwyżej do Londynu albo do Berlina wyjechać do pracy. A młodzi Polacy 11 listopada, kiedy chcieli czcić polską niepodległość, byli bici i kopani przez policję. Tak wyglądał raj za rządów Platformy Obywatelskiej - grzmiał z mównicy sejmowej w grudniu 2018 roku.

Andruszkiewicz mówił też w maju ubiegłego roku w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", że "chce iść drogą węgierską Viktora Orbana", premiera rządu w Budapeszcie.

- Jest dla mnie wzorem polityka w Europie. Pokazuje, jak powinno się uprawiać politykę. To jest zdrowa prawica, mocno patriotyczna. Na pierwszym miejscu stawia interes węgierski. Ja także chciałbym, aby interes polski był na pierwszym miejscu - powiedział.

- W polskim parlamencie mamy zaledwie niespełna cztery procent posłów poniżej 30. roku życia. Chcemy bardzo poważnie rozważyć wprowadzenie parytetów w zatrudnieniu w administracji publicznej dla młodych ludzi tak, aby urzędy samorządowe oraz rządowe miały obowiązek zatrudniania ludzi poniżej 30. roku życia. Również być może na stanowiskach kierowniczych - proponował Andruszkiewicz w maju 2018 roku.

Przeciwnik imigrantów i osób LGBT

Andruszkiewicz znany jest ze swoich antyimigranckich poglądów. W styczniu 2016 roku uczestniczył w proteście przeciwko przyjmowaniu uchodźców w Białymstoku. Uczestnicy manifestacji mieli ze sobą transparenty, na których wypisano między innymi "Imigranci stop". Skandowali hasło "Białystok wolny od imigrantów".

- Jako Młodzież Wszechpolska wyprowadzimy Polaków na ulice. Apelujemy do Polaków, żeby wyszli na ulice, żeby pokazali wprost, że domagamy się bezpiecznego państwa, nie chcemy islamskich imigrantów w naszym kraju, a domagamy się sprowadzenia repatriantów, którzy są nam bliscy cywilizacyjnie - mówił kilka miesięcy wcześniej, w listopadzie 2015 roku.

- Może kiedyś dojdzie do takiej sytuacji w Polsce, w której zaczniemy produkować w Polsce restauracje, które będą adresowane tylko dla danych grup wyznaniowych, politycznych, co doprowadzi do ogólnej wojny wewnętrznej w Polsce, a tego sobie jako narodowcy tutaj w naszym kraju nie życzymy - stwierdzał z kolei w listopadzie 2016 roku.

Dał się również poznać jako przeciwnik środowiska LGBT. W sieci krąży nagranie z parady równości z 2009 roku, na którym 19-letni wtedy Andruszkiewicz krzyczy wraz z tłumem: "Sodomici precz z ulicy".

Na młodego polskiego polityka zwrócono również uwagę na Węgrzech. Dokładnie - zwrócili na niego uwagę eksperci węgierskiego think tanku Political Capital Institute.

Instytut opublikował w 2016 roku raport, w którym przeanalizował rosyjskie wpływy w Europie centralnej. W rozdziale dotyczącym Polski autorzy wymienili nazwiska polskich polityków znajdujących się ich zdaniem pod bezpośrednim lub pośrednim wpływem Kremla. Pojawiają się tam takie nazwiska, jak europoseł i szef partii Wolność Janusz Korwin-Mikke, działacz i członek władz Ruchu Narodowego Witold Tumanowicz czy Robert Winnicki - były szef Młodzieży Wszechpolskiej i obecny poseł na Sejm oraz prezes Ruchu Narodowego.

Andruszkiewicz został sklasyfikowany jako pozostający pod "pośrednim wpływem" Rosji.

Śledztwo w sprawie fałszywych podpisów

Nazwisko Andruszkiewicza pojawiło się również w śledztwie dotyczącym podejrzeń masowego fałszowania podpisów pod listami poparcia dla kandydatów Młodzieży Wszechpolskiej. Chodzi o wybory samorządowe na Podlasiu w 2014 roku. Śledztwo od dłuższego czasu koncentruje się na badaniu odpowiedzialności posła Andruszkiewicza, który wtedy kierował Młodzieżą Wszechpolską.

We wrześniu 2018 roku portal tvn24.pl informował, że w Prokuraturze Regionalnej w Białymstoku zaginął tom akt z tej sprawy zawierający protokoły zeznań 12 świadków, których prokuratorzy przesłuchiwali w śledztwie. Okoliczności zaginięcia akt ma wyjaśnić śledztwo.

"Kilometrówki"

W czerwcu ubiegłego roku "Super Express" podał, że w 2017 roku Andruszkiewicz pobrał z Kancelarii Sejmu blisko 28 tysięcy złotych na wydatki za przejazdy samochodem, mimo że go nie miał.

Poseł w rozmowie z "SE" twierdził, że postępuje zgodnie z prawem. - Ryczałt (na paliwo - przyp. red.) pobieram legalnie i jest znacznie niższy niż wielu innych posłów. I już rok temu wyjaśniłem, że ryczałt na paliwo przysługuje mi legalnie jak każdemu posłowi, że posiadam umowę użyczenia samochodu, a Kancelaria Sejmu przyjęła moje rozliczenia - tłumaczył.

W dokumentach za 2016 roku Andruszkiewicz zadeklarował wydanie około 40 tysięcy złotych na paliwo. Wówczas także nie miał samochodu.

Autor: ads, tmw//now, adso / Źródło: tvn24.pl, Gazeta Wyborcza