Chińska medycyna tradycyjna uznana za formę leczenia. "Przyniesie wybicie cennych zwierząt"

TVN24


Światowa Organizacja Zdrowia uznaje metody chińskiej medycyny tradycyjnej. To przełom, ale nie dla wszystkich dobry, bo chińska medycyna ma też wymiar ludowy oparty na przesądach. Wykorzystywane są w niej części ciał zwierząt. - Ten akt WHO, bez względu na szlachetne pobudki i nadzieje, przyniesie wybicie, być może do ostatniej sztuki, cennych zwierząt - ocenia Sławomir Brzózek z fundacji "Nasza Ziemia". Materiał "Polska i Świat".

Dla Chińczyków ich tradycyjna medycyna jest nie do zastąpienia. - Medycyna chińska to jest zrozumienie człowieka, zrozumienie organizmu. To, co u nas się nazywa podejściem holistycznym - mówi Leszek Ślazyk 
Instytut Badań Chin Współczesnych.

Metody chińskiej medycyny uznane za formy leczenia

To podejście właśnie zostało zauważone przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Chińskie tradycyjne metody jak akupunkturę, masaże czy ziołolecznictwo, uznano za formy leczenia.

- Chcemy lepiej poznać chińską tradycyjną medycynę, zrozumieć ją i zebrać informacje, jaki ma wpływ na zdrowie ludzi - mówi Paloma Cuchi z WHO.

- Światowa Organizacja Zdrowia uznała tradycyjną medycynę chińską za naukę - komentuje Leszek Ślazyk.

"Medycyna bazująca na przesądach, zabobonach"

Ta medycyna ma też jednak drugi wymiar - ludowy. Wykorzystywane są w niej części ciał zwierząt. Nosorożce, tygrysy, jaguary czy łuskowce są dzisiaj najbardziej pożądanym łupem. W Azji wierzy się w ich leczniczą moc. Sproszkowany róg nosorożca, kości i kły tygrysa czy pancerze łuskowców wykorzystuje się do produkcji kosmetyków i leków.

Poza problemami z potencją, mają leczyć także między innymi gorączkę, podagrę, bezsenność, zapalenie opon mózgowych, wrzody czy nawet wirusa HIV.

- Traktowane są jako niezwykle skuteczne afrodyzjaki - mówi Sławomir Brzózek, prezes fundacji "Nasza Ziemia". - Te afrodyzjaki to placebo, one są nieskuteczne - wyjaśnia.

Z kolei Leszek Ślazyk dodaje, że "medycyna" wykorzystująca zwierzęta "bazuje na przesądach, zabobonach".

"Akt WHO przyniesie wybicie cennych zwierząt"

Według obrońców praw zwierząt,oznacza też rozwój kłusownictwa, bo czarny rynek handlu rogami czy łuskami kwitnie. Decyzja Światowej Organizacji Zdrowia - nie potępiająca ludowych metod - może mieć tragiczne konsekwencje.

- Ten akt WHO, bez względu na szlachetne pobudki i nadzieje, przyniesie wybicie być może do ostatniej sztuki tych cennych zwierząt - ocenił Sławomir Brzózek z fundacji "Nasza Ziemia".

Paloma Cuchi ze 
Światowej Organizacji Zdrowia przyznaje, że "rozumie te obawy". - Są bardzo poważne. Naszym celem jest rozdzielenie tych metod, które dają rezultaty i leczą od tych, które nie mają żadnych efektów i wpływu na zdrowie - wyjaśnia.

Światowa Organizacja Zdrowia dała sobie kilka lat na to oddzielenie medycyny od magii. Obrońcy praw zwierząt mają nadzieję, że dla ginących gatunków nie będzie za późno.

Autor: KB/adso / Źródło: tvn24