Zamiast in vitro Narodowy Program Prokreacyjny. Eksperci: to zamyka drzwi

Nowy program ma ruszyć we wrześniu
11.08.2016 | Pętla szczęśliwego zbiegu okoliczności. Motornicza przyjęła poród na pętli autobusowej
Źródło: Fakty

Zamiast rządowego finansowania metody in vitro, Ministerstwo Zdrowia proponuje Narodowy Program Prokreacyjny. Jego podstawą ma być promocja zdrowego stylu życia i diagnostyka, co wielu parom starającym się o dziecko nie będzie w stanie w niczym pomóc. Materiał "Faktów" TVN.

Minister zdrowia mówi krótko: program zapłodnienia pozaustrojowego, czyli tzw. program in vitro, został zakończony. A to oznacza, że odtąd na wspomniany zabieg mogą teraz liczyć jedynie najbogatsi, których stać na samodzielne sfinansowanie całej procedury w prywatnych klinikach.

Edukacja i diagnostyka

Dla pozostałych par resort przygotowuje zupełnie nowy pomysł: Narodowy Program Prokreacyjny, który ma ruszyć na początku września.

- Chcemy przede wszystkim promować zdrowy styl życia, który zapobiega problemom z płodnością - tłumaczy w rozmowie z "Faktami" TVN minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Podstawą nowego programu ma być edukacja i diagnostyka. W każdym województwie powstanie co najmniej jedna klinka, która w założeniu kompleksowo zajmie się niepłodnymi parami.

- Ludzie walczący z niepłodnością nie potrzebują centrów naprotechnologii, tylko potrzebują centra leczenia niepłodności - mówi były minister zdrowia, Bartosz Arłukowicz z Platformy Obywatleskiej.

Aktualny szef resortu unika dziś słowa "naprotechnologia", ale w kontekście całej sprawy już raz go użył.

"Ten program zamyka ludziom drzwi"

A tę metodę wielu lekarzy bardzo mocno krytykuje.

- Naprotechnologia w zasadzie nie polega na niczym. Ogranicza się do obserwacji cyklu kobiety, badań hormonalnych. Ewentualnie jakiegoś farmakologicznego leczenia mężczyzn, co jest nieskuteczne - tłumaczy ginekolog dr Bartosz Chrostowski.

Inni dodają, że w niektórych przypadkach tylko in vitro daje nadzieję na dziecko. Chodzi m.in. o niedrożność jajowodów lub ich brak czy ciężką endometriozę (obecność błony śluzowej macicy tzw. endometrium poza jamą macicy - red.)

- Niestety, ten Narodowy Program Prokreacyjny tym ludziom zamyka drzwi, i to zamyka je na klucz - komentuje Marta Górna ze Stowarzyszenia Na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz bocian".

Więcej materiałów na stronie "Faktów" TVN

Autor: ts/ja / Źródło: Fakty TVN

Czytaj także: