Misztala wojna z żabami

Żaby głośno rechocące w przydomowym ogrodzie słynnego z rozlicznych bogactw i ekstrawagancji posła Misztala doprowadzają go wściekłości. Poseł wydał wojnę płazom, pytanie tylko, czy wie, że żaby są pod ochrona?

W przydomowym stawie posła Misztala zagnieździły się żaby. Rechoczą tak głośno, że parlamentarzysta nie może spać, rozmawiać z narzeczoną ani oglądać telewizji. Wypowiedział więc żabom wojnę.Płazy wydają głośne dźwięki, bo właśnie weszły w okres godowy. W gazecie czytamy, że Misztal nie może znieść żabiej kakofonii. Twierdzi, że "każdemu wolno kochać, ale może niekoniecznie tak głośno". Rechot doprowadził go do wściekłości. Kazał pracownikom swojej cementowni brodzić w sadzawce, wyławiać żaby i "zrobić z nimi porządek"."Mam już tego po dziurki w nosie! Nie dość, że tyramy jak woły dwanaście godzin w cementowni, to jeszcze jaśnie państwo dostało alergii na kumkanie żab. W głowach się im poprzewracało" – żali się pracownik Piotra Misztala. "Ale jak nie będziemy łapać żab, wylecimy z roboty. Łapiemy więc te ropuchy i wypuszczamy w okolicy, choć prościej byłoby je ukatrupić. Szkoda nam tych żab" - dodaje.Nieskuteczne działania pracowników, frustrują Misztala jeszcze bardziej. Żaby wypuszczone na okolicznych łąkach, wracają do rezydencji posła. Poseł mówi, że w jego ogrodzie, przydomowym basenie i rowie melioracyjnym jest co najmniej tysiąc płazów. "To plaga, zaraza. Rechoczą, jakby je ktoś ze skóry obdzierał. Niektóre są szczególnie bezczelne. Potrafią rozsiadać się w tarasowych fotelach i na huśtawce ogrodowej" – denerwuje się.Piotr Misztal nie ukrywa w rozmowie z dziennikiem, że ma coraz bardziej mordercze zamiary wobec żab.Pracownicy łódzkiego zoo proszą posła o wyrozumiałość. Zajmujący się płazami Adam Danielak wyjaśnia, że samiec musi rechotać, ponieważ samica inaczej nie weszłaby do wody, by złożyć skrzek.Dariusz Wrzos, kierownik Leśnictwa Miejskiego w Łodzi, nie może uwierzyć, że poseł nie wie, że żaby są pod ochroną. W świetle ustawy o ochronie przyrody nie można ich zabijać, okaleczać, łapać i przenosić w inne miejsca. Za łamanie tego zakazu grozi do pięciu tys. zł grzywny lub areszt."Gotów jestem kupić bociana, choć nie można go przywiązać i zmusić do wyłapywania żab. Wolałbym, żeby za wyłapywanie wzięły się u mnie ponoć bardzo skuteczne w połykaniu żab zaskrońce. Te wprawdzie nie hałasują, ale mają obrzydliwy wygląd" - mówi "Dziennikowi Łódzkiemu" Misztal.

Źródło: "Dziennik Łódzki"

Czytaj także: