To mógłby być film poglądowy z cyklu "Odradzamy rolnikom" albo nagranie obrazujące wyczyn godzien nagrody Darwina. Jadący kombajnem mężczyzna wyskakuje z pojazdu, ściąga wszystko co ma na sobie i w stroju Adama daje nura do pracującego wnętrza maszyny. Potem radośnie wyskakuje i ustrojony w snopek słomy biega po polu.
To jednak nie nakręcona na imprezie reklama snopowiązałek, ale... miasta Gdańska.
O co chodzi?
Oryginalnych filmów jest więcej. Na jednym z nich kierowca autobusu porzuca pracę i zakłada skrzydła. I lata. Bo latanie jest motywem przewodnim gdańskiej kampanii: latanie na golasa, latanie nad blokami i - w trzecim spocie - lot damy o imieniu Monisia. Wprawdzie odlatuje ona w stronę stoczni, co pozwala stwierdzić, że rzeczywiście jesteśmy w Gdańsku, ale poza tym wszyscy zadają sobie jedno pytanie: o co chodzi?
- Nie mam pojęcia - rozbrajająco przyznaje Magdalena, uczennica III LO w Gdańsku. Nie ona jedna. Odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie nie potrafią nawet specjaliści.
Specjaliści też nie wiedzą
Specjalista numer jeden: seksuolog. Bo może w filmie z nagim rolnikiem chodzi o erotyzm?
- Snopowiązałka na pewno się erotycznie nie kojarzy z niczym. Jeszcze rozumiem, w samochodzie gdyby to zrobił, czy nawet w odrzutowcu, to jeszcze tak. Ale ta konwencja na pewno jest pozbawiona kontekstu erotycznego - uważa prof. Zbigniew Lew-Starowicz.
Specjalista numer dwa: psycholog. - To jest taka kampania bazująca na wyjątkowej cesze homo sapiens, cesze ludzi do kreowania, do zastanawiania się nad sobą, do interpretowania rzeczy w różny sposób i dlatego ona jest super - mówi Miłosz Brzeziński. Ale jego wytłumaczenie nie wydaje się przekonujące.
Zagadkę mogą rozwikłać ci, którzy spoty zamówili, czyli urząd miasta. Jak mówi Grażyna Adamska, kierownik Referatu Wizerunku Miasta Gdańska, w filmikach chodzi o wolność - która w Gdańsku jest niemal wszędzie. - Można jej niemal dotknąć i trzeba tu przyjechać, żeby to poczuć - przekonuje.
Źródło: Fakty TVN