Serca za dobre, by umrzeć

Małopolska Trzebinia jest pierwszym miastem w Polsce, wyposażonym w automatyczne defibrylatory, informuje "Dziennik Polski".

Te niewielkie urządzenia, umieszczone w newralgicznych punktach miasta, są niezastąpione w przypadku nagłego zatrzymania krążenia u człowieka. Mogą podtrzymać życie do czasu przyjazdu karetki. Ich obsługa jest bardzo prosta.Jak podkreślają lekarze, kluczowe są cztery pierwsze minuty po zawale. Jeśli w tym czasie choremu nie zostanie udzielona pomoc, najprawdopodobniej umrze. Z każdą minutą szansa przeżycia maleje o 10 proc. 10 minut migotania komór bez udzielenia choremu żadnej pomocy zwykle kończy się tragicznie. - W Polsce rocznie na tzw. ostre stany wieńcowe choruje ok. 180 tys. osób. Przy zawale 25 proc. ginie w fazie przedszpitalnej, z czego 90 proc. z powodu migotania komór. Jest to tzw. śmierć elektryczna. Serce jest za dobre, żeby umrzeć, ale za słabe, żeby żyć. I tutaj jednym ratunkiem jest postępowanie mechaniczne, czyli szybkie wykonanie defibrylacji. Na karetkę, szczególnie w dużych aglomeracjach, czasem trzeba czekać długo, dla chorego – zbyt długo, mówi prof. Jacek Dubiel, kierownik II Kliniki Kardiologii Collegium Medicum UJ.

Źródło: "Dziennik Polski"

Czytaj także: