Pies dryfował na krze. Myśleli, że to foka

Dryfował na krze, zostanie na statku?
Dryfował na krze, zostanie na statku?
Źródło: TVN24/ Fot. IMGW

Historia ta jest o psie, ale wyjątkowym. Przez kilka dni, podczas ekstremalnych mrozów dryfował bowiem na krze wiślanej w Zatoce Gdańskiej. I pewnie na nic by się zdała niezwykła determinacja zwierzęcia, by pozostać przy życiu, gdyby nie załoga statku r/v Baltica, która początkowo wzięła psiaka za fokę.

Na ratunek psu przyszła Baltica (IMiGW)

Na ratunek psu przyszła Baltica (IMiGW)

Psa rasy mieszanej, podobnego do drobnego wilczura, zauważono kilka dni wcześniej - w sobotę - gdy dryfował na krze w okolicy Grudziądza.

Piesek spędził wiele ciężkich dni, zanim go uratowano
Piesek spędził wiele ciężkich dni, zanim go uratowano

Strażakom się nie udało

Wezwani wtedy strażacy nie mogli opuścić na wodę łodzi ratunkowej. W akcji przeszkadzała bowiem niebezpieczna kra.

Wygłodzone i zmarznięte zwierzę odnalazła później załoga statku badawczego r/v Baltica, którego współarmatorem jest Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej z Gdyni.

Pies znajdował się 10 -15 mil na północ od ujścia Wisły na Zatoce Gdańskiej. Psiak czuje się już dobrze, przeszedł badania weterynaryjne.

To nie foka!

- Któryś z marynarzy, pełniący dyżur na mostku, zauważył kolejną fokę... Ale foka miała i nogi i uszy i okazało się, że to nie jest kolejna foka - opowiada w programie "Prosto z Polski" Natalia Drgas z IMGW, kierowniczka rejsu Baltiki.

Psa z wody podniósł, przy pomocy reszty załogi, mechanik Adam Buczyński. - Staraliśmy się jak najbliżej podpłynąć statkiem, ale ten podpływając rozgarniał kry i pies ześlizgiwał się - mówi o kłopotach w akcji ratowniczej mężczyzna. - Nie pisnął. Tylko wielkie oczy, przerażenie w oczach - opowiada mechanik o tym, jak odważne było zwierzę.

Zostanie na statku?

Ratowanie psa odbyło się dosłownie w ostatniej chwili. - Byliśmy w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie - podkreśla Jan Joachim, pierwszy oficer statku Baltica. Pan Jan uważa, że gdyby naukowcy z Baltiki spóźnili się o kilkadziesiąt minut i zrobiłoby się ciemno, nikt psa już by nie znalazł.

Jeśli nie znajdzie się właściciel, mimowolny psi podróżnik być może zostanie na statku, którego załoga udzieliła mu pomocy.

Okolice zdarzenia w Zumi.pl

Źródło: TVN24, PAP

Czytaj także: