Policja w domach ekspertów, którzy rozpoznali głos gen. Błasika

Biegli są współautorami stenogramu z kokpitu tupolewa
Biegli są współautorami stenogramu z kokpitu tupolewa
Źródło: Serge Serebro, Vitebsk Popular News, CC BY SA Wikipedia

Policja weszła do mieszkań biegłych Andrzeja Artymowicza i płk. Roberta Latkowskiego, którzy zidentyfikowali głos dowódcy sił powietrznych gen. Andrzeja Błasika na nagraniu z kokpitu tupolewa - informuje "Newsweek". To kolejni przesłuchiwani eksperci badający katastrofę smoleńską.

Jak ustalił "Newsweek", płk Robert Latkowski i Andrzej Artymowicz zostali wezwani do prokuratury pod koniec listopada. Po przesłuchaniu biegli wrócili do domów w asyście policji. Funkcjonariusze zajęli należący do nich sprzęt komputerowy.

- Wszystko odbyło się po bożemu. Eksperci wydali rzeczy dobrowolnie - powiedział „Newsweekowi” rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach Włodzimierz Krzywicki.

Jak miała poinformować osoba znająca przebieg wizyty, biegli są wystraszeni. Dodała, że pytano ich o to, kto zidentyfikował głos gen. Błasika.

Tygodnik podaje, że czynności zostały przeprowadzone na zlecenie Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie prowadzącej dochodzenie w sprawie przecieku ekspertyzy analizującej zapis rozmów z kokpitu tupolewa. Radio RMF FM ujawniło ją 7 kwietnia 2015 r.

Stenogram, którego współautorami są m.in. płk Robert Latkowski i Andrzej Artymowicz, wskazuje, że dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik był w kabinie pilotów. W stenogramie pojawiają się m.in. wypowiedzi przypisane dowódcy sił powietrznych (gen. Andrzej Błasik): "Faktem jest, że my musimy to robić do skutku" (przy tej wypowiedzi umieszczono znak zapytania), "Po-my-sły!" i "zmieścisz się śmiało". DSP miał - według biegłych - w ostatniej fazie lotu podawać wysokość, na jakiej znajduje się samolot - o godzinie 8:40:24 - "230 metrów" oraz 8:40:42 - "100 metrów".

Policja w mieszkaniu Tarnowskiego

To kolejni eksperci, którzy zostali przesłuchani. 11 marca "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że 29 lutego policja weszła do mieszkania Adama Tarnowskiego, naukowca z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej, który również był współautorem stenogramu, w którym znajdują się kwestie przypisane dowódcy sił powietrznych.

Jak pisała gazeta, policjanci zabrali laptopa i przenośne dyski z danymi. Z siedziby Instytutu w Warszawie - jak dodała gazeta - zabrano drugi komputer używany przez biegłego, dokumenty ze śledztwa smoleńskiego oraz ekspertyzy czarnych skrzynek. Funkcjonariusze skopiowali również pocztę służbową.

Według źródeł "GW" większość pytań w czasie przesłuchania dotyczyła nie kwestii przecieku, ale tego, kto naciskał na eksperta, by rozpoznał głos gen. Błasika.

Raporty MAK i komisji Jerzego Millera mówiły, że gen. Błasik był w kokpicie aż do chwili katastrofy, a jego obecność interpretowały jako "bezpośrednią presję na pilotów" (MAK) lub "presję pośrednią" (komisja Millera). W grudniu 2011 r. naukowcy z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych nie potrafili ani potwierdzić, ani zaprzeczyć obecności gen. Błasika w kokpicie.

Autor: js/ja / Źródło: Newsweek

Czytaj także: