245 tys. zł premii dla prezydium. Marszałek "ma prawo", wicemarszałkowie uciekają

Wicemarszałkowie nie chcieli komentować sprawy przyznania sobie premii
Wicemarszałkowie sprawę zostawiają bez komentarza
Źródło: tvn24

Marszałek Sejmu Ewa Kopacz i wicemarszałkowie przyznali sobie 245 tysięcy zł premii za ubiegły rok. Pytani za co, zastępcy Kopacz mówią, że "nieelegancko" o tym mówić lub uciekają bez słowa. Sama marszałek tłumaczy: "Sejm, to również zakład pracy". Ale nie mówi, za co te premie. Podkreśla jedynie: - Mam prawo oceniać pracę zastępców i oceniam ją wysoko.

O premiach napisał "Super Express". Według gazety, największą nagrodę dała sobie sama Kopacz - 45 tys. zł. Otrzymała ją dzięki decyzji wicemarszałków.

Z kolei swoim zastępcom - Cezaremu Grabarczykowi z PO, Markowi Kuchcińskiemu z PiS, Eugeniuszowi Grzeszczakowi z PSL, Jerzemu Wenderlichowi z SLD oraz Wandzie Nowickiej z Ruchu Palikota - marszałek przyznała po 40 tys. zł.

Kancelaria Sejmu przekazała gazecie, że członkowie prezydium Sejmu otrzymali nagrody bez żadnego pisemnego uzasadnienia.

Prezydium Sejmu przyznało sobie wielotysięczne premie

Prezydium Sejmu przyznało sobie wielotysięczne premie

Kopacz: mam obowiązek oceniać swoich pracowników

Kopacz w środę podczas briefingu na pytanie, czy w obecnej trudnej sytuacji finansowej, gdy do obywateli apeluje się o oszczędzanie, przyznanie tego rodzaju premii jest etyczne, odparła: - Odpowiem na to pytanie jednocześnie przedstawiając to miejsce. Bo to miejsce (Sejm - red.) nie jest tylko i wyłącznie miejscem, w którym tworzy się prawo. Rzeczywiście tak jest - to jest przede wszystkim miejsce, w którym tworzy się prawo, ale jest to również zakład pracy. Zarządzający tym zakładem pracy, a takim kierownikiem jest Marszałek Sejmu, ma prawo, a wręcz obowiązek oceniać pracę swoich pracowników i doceniać tych, którzy pracują dobrze i karać tych, którzy pracują gorzej.

Po czym dodała: - Będzie zakaz tego rodzaju czynności przez zarządzającego (...), to rzeczywiście będziemy mogli zadawać pytanie w kategoriach, czy jest to słuszne czy niesłuszne.

Bez komentarza

Sprawa wydaje się jednak kłopotliwa dla pozostałych członków prezydium. Żaden z zastępców marszałek Kopacz nie chciał zabierać głosu w tej sprawie. Cezary Grabarczyk (PO) i Jerzy Wenderlich (SLD) pytani przez dziennikarzy o swoje premie odracali się do nich plecami nie udzielając odpowiedzi.

- Czy w dobie kryzysu to się godzi? - pytała Jerzego Wenderlicha z SLD jedna z dziennikarek. Marszałek nie odpowiedział i odszedł od reporterów. Wcześniej stwierdził jednak, że marszałek Kopacz "udzieliła odpowiedzi w oparciu o konkretny punkt regulaminu". Upomniał także dziennikarzy, że rozmowa na ten temat "jest nieelegancka".

Podobnie zaragował Cezary Grabarczyk mówiąc, że on "nie dostał ćwierć miliona". Sprawy premii w wysokości 40 tys. jednak nie skomentował.

Jak informuje reporterka TVN24 z Sejmu, pozostali członkowie prezydium także odmówili komentarza.

Etyczne nagrody?

Ewa Kopacz w czasie konferencji prasowej podkreślała, że "wypełniła tylko zgodnie z obowiązującym prawem swoją rolę, którą Sejm jej polecił". Jak powiedziała, pracę swoich wicemarszałków "oceniła wysoko".

- Proszę mi wierzyć, nie jestem jedynym marszałkiem, bo poprzedni marszałkowie i to każdego ugrupowania, mieli to prawo, skorzystali z tego prawa i oceniali swoich wicemarszałków - dodała.

Marszałek dopytywana, ostatecznie nie chciała odpowiedzieć czy tego rodzaju premie są etyczne. Pozostawiła to do decyzji i oceny dziennikarzy.

Autor: nsz/abs//tr/kdj / Źródło: Super Express, tvn24.pl

Czytaj także: