Leczył pacjentów marihuaną, teraz może wyjechać z kraju. "Nie jestem szarlatanem"

Dr Marek Bachański we "Wstajesz i wiesz"
Dr Marek Bachański we "Wstajesz i wiesz"
Źródło: tvn24

- Nikt się mnie nie pytał: słuchaj, mam wątpliwości co do stanu twoich pacjentów - mówił we wtorkowym "Wstajesz i wiesz" w TVN24 dr Marek Bachański. Dyrekcja Centrum Zdrowia Dziecka wstrzymała jego eksperymentalną terapię leczenia padaczki medyczną marihuaną. Lekarz dodał, że jeśli nie będzie mógł prowadzić badań w Polsce, rozważa kontynuowanie pracy poza krajem.

Dr Bachański jest specjalistą neurologii dziecięcej. Od blisko roku prowadził w Centrum Zdrowia Dziecka eksperymentalną terapię leczenia dzieci z padaczką środkami zawierającymi medyczną marihuanę.

Pod koniec lipca dyrekcja Instytutu zawiesiła prowadzone przez niego badania.

"Leczenie prowadzone przez dra Marka Bachańskiego nigdy nie zostało - wbrew przepisom i wielokrotnym prośbom Dyrekcji IPCZD, zgłoszone i nie otrzymało zgody Komisji Bioetycznej - a więc było nielegalne" - czytamy w oświadczeniu instytutu. Jednocześnie dyrekcja poinformowała, że - mimo przerwania terapii - jego pacjenci mają zapewnioną "opiekę zgodną aktualnymi standardami postępowania medycznego i wiedzą medyczną".

"Nikt o nic nie pytał"

- Przez 10 miesięcy (od początku prowadzania terapii - red.) nikt nie miał zastrzeżeń do prowadzonej dokumentacji - odpierał zarzuty dr Bachański we wtorek w TVN24. Dodał, że w przypadku nowatorskiej metody leczenia oczekiwałby od swoich przełożonych, że ci swoje ewentualne uwagi będą zgłaszać już po pierwszym miesiącu jej prowadzenia.

- W zasadzie nikt dokładnie tego nie nadzorował. Nikt się mnie nie pytał: słuchaj, mam wątpliwości co do stanu twoich pacjentów - mówił dr Bachański - Takich pytań nigdy, nawet do tej pory, nie było - dodał i przyznał, że nikt także nie oferował mu "merytorycznego wsparcia" na etapie prowadzenia terapii.

Swoją linię obrony w sporze z instytutem lekarz przedstawił także w liście otwartym skierowanym do ministra zdrowia. Lekarz oczekuje od prof. Mariana Zembali jedynie tego, że ten "odpowie na list".

Lekarz ocenił w liście, że w oświadczeniu CZD "podważa się w sposób nieludzki i niezgodny z prawdą" jego kompetencje i "dotychczasowe doświadczenie 21 lat pracy". Dodał w nim, że to "ostrzeżenie dla młodych adeptów sztuki medycznej, że warto natychmiast emigrować z kraju, ponieważ jakakolwiek innowacyjność i możliwość leczenia pacjentów będzie zabita i zduszona w zarodku".

"Ich stan się poprawił"

Jednocześnie lekarz bronił nadzorowanej przez siebie metody leczenia. Terapia prowadzona przez ostatnie kilka miesięcy dotyczyła w sumie 9 dzieci cierpiących na napady padaczkowe. - Nie wstydzę się stanu swoich pacjentów. W większości ich stan się poprawił - mówił Bachański.

Dodał, że dyrekcja Instytutu prowadzi na nim "publiczny lincz". - To odsądzanie mnie od czci i wiary, że jestem jakimś szarlatanem i nie dbam o bezpieczeństwo pacjentów - mówił Bachański. Nie wykluczył, że jeśli nie będzie mógł kontynuować swoich badań w Polsce, będzie robił to za granicą.

- Nie chciałbym tam, wolę tutaj pomagać naszym polskim dzieciom, bo pomysł mam. Tylko nie mogę go zrealizować - dodał lekarz.

Apel o pomoc

Po tym jak instytut przerwał prowadzenie terapii, matka jednego z pacjentów dr Bachańskiego zwróciła się z prośbą o interwencję w tej sprawie do prezydenta Andrzeja Dudy.

- Zwracam się do pana jako matka. Nasz syn może stracić życie, a na pewno zdrowie. Ufam, że pan, jako prezydent wszystkich Polaków, jest również prezydentem małych, bezbronnych i cierpiących dzieci - mówi w nagraniu nadesłanym na Kontakt 24 Dorota Gudaniec, matka sześcioletniego Maksa.

Kancelaria Prezydenta nie odpowiedziała jeszcze na apel kobiety.

Autor: ts//gry / Źródło: tvn24

Czytaj także: