Przedszkolaki "na gigancie". Trzy takie przypadki w jednym tygodniu

Dzieci wyszły z przedszkoli. Nauczyciele niczego nie zauważyli
Dzieci wyszły z przedszkoli. Nauczyciele niczego nie zauważyli
Źródło: Shutterstock

Przedstawiciele dolnośląskiego kuratorium oświaty kontrolują wałbrzyskie przedszkole, z którego kilka dni temu "wymknął" się 3-latek. Chłopiec sam wrócił do domu. Okazuje się, że w tym tygodniu to już trzeci taki przypadek. Z przedszkola w Nowej Rudzie (woj. dolnośląskie) uciekł 2,5-latek, a jego rówieśniczka sama wyszła z placówki w Sulechowie (woj. lubuskie). Wszystkie "ucieczki" wyjaśniają policjanci.

- Wizytatorzy z kuratorium oświaty są na miejscu. Jednak kontrola może potrwać nawet kilka dni - informuje Krystyna Kaczorowska z dolnośląskiego kuratorium oświaty. Kontrola to konsekwencja wędrówki 3-latka, który 1 września zapłakany zapukał do mieszkania swojej babci.

- Synek powiedział, że nie chciał się już bawić i postanowił wrócić do domu - opowiadał ojciec chłopczyka. Ten, by dotrzeć do domu zszedł z drugiego piętra i przeszedł przez ruchliwe skrzyżowanie. Sprawą zajmuje się policja, a nauczycielka, która miała opiekować się chłopcem straciła pracę.

Czytaj więcej na ten temat

Przedszkolak sam wrócił do domu

Przedszkolak sam wrócił do domu

Zamiast do łazienki poszedł do domu

Do podobnej sytuacji doszło w Nowej Rudzie. - Otrzymaliśmy zgłoszenie od rodziców, że ich 2,5-letni syn sam opuścił placówkę wychowawczą i przyszedł do domu. Dziecku nic się nie stało - mówi podinsp. Wioletta Martuszewska z kłodzkiej policji.

I zaznacza, że obecnie policjanci prowadzą "czynności w kierunku niedopełnienia obowiązków przez osobę, która była zobowiązana do sprawowania opieki".

Chłopiec z Nowej Rudy "wymknął się" z Niepublicznego Przedszkola Sióstr Salezjanek. - To był czas obiadów i zamieszania związanego z pierwszym dniem pobytu trzylatków w przedszkolu - opowiada dyrektorka placówki.

I przyznaje, że kadra nie wie, jak naprawdę wyglądała sytuacja. - Dziecko zjadło obiad i miało pójść do łazienki - twierdzi. Zamiast tego chłopiec poszedł do domu.

- Rozmawialiśmy z rodzicami, przeprosiliśmy ich. Nauczycielki zostały ukarane adekwatnie do zaistniałej sytuacji - mówi szefowa przedszkola. Jak? Tego zdradzić nie chce, ale wiadomo że nauczycielki nie zostały wyrzucone z pracy.

"Nieszczęśliwy zbieg okoliczności"

Także w tym tygodniu, w województwie lubuskim, jeden z przedszkolaków wyszedł 1 września niezauważony z placówki.

- Z jednego z sulechowskich przedszkoli wyszła 2,5-letnia dziewczynka. Przez chwilę błąkała się po ulicy. Zauważyła ją kobieta, która powiadomiła policję. Dziecko powiedziało, że chodzi do pobliskiego przedszkola - relacjonuje nadkom. Małgorzata Stanisławska z zielonogórskiej policji.

Z ustaleń mundurowych wynika, że jeden z rodziców, który wychodził z przedszkola niedokładnie zamknął drzwi. Z takiej okazji skorzystała dziewczynka. Do tej pory rodzice nie złożyli zawiadomienia do policjantów, ale ci postanowili przyjrzeć się sprawie. - Wszczęliśmy czynności sprawdzające - informuje Stanisławska.

Dyrekcja placówki zapewnia, że wobec przedszkolanki, która miała pilnować dziecka zostaną wyciągnięte konsekwencje. - Stało się bardzo źle. To był nieszczęśliwy zbieg okoliczności - mówi szefowa niepublicznego przedszkola z Sulechowa. I przyznaje, że takie sytuacje są przestrogą nie tylko dla prowadzonej przez nią placówki, ale także dla innych przedszkoli.

Autor: tam / Źródło: TVN24 Wrocław

Czytaj także: