Jak policja zmienia zdanie w sprawie nagrania z paralizatora. Chronologia wydarzeń

Opozycja chce dymisji ministra Błaszczaka i powołania komisji śledczej w sprawie śmierci Igora Stachowiaka
Kto miał dostęp do nagrań? Kalendarium w sprawie śmierci Igora Stachowiaka
Źródło: Fakty TVN

Policja miała kopię nagrania wideo pokazującego rażenie paralizatorem zatrzymanego we wrocławskim komisariacie Igora Stachowiaka. Jak wynika z informacji TVN24, zapoznało się z nim co najmniej trzech wysoko postawionych policjantów - dwaj oficerowie Komendy Głównej Policji i rzecznik dyscyplinarny komendy miejskiej z Wrocławia. Komenda główna przekonywała jednak, że szefostwo polskiej policji mogło nie znać tego nagrania.

Sprawa śmierci Igora Stachowiaka i tragiczne wydarzenia, do jakich doszło w komisariacie Wrocław-Stare Miasto, są wciąż wyjaśniane przez policję i prokuraturę. Aktualne i otwarte pozostają pytania o odpowiedzialność za tę sprawę po stronie kierownictwa polskiej policji i ministerstwa spraw wewnętrznych. Zwłaszcza, że w ostatnich dniach zarysowała się wyraźna różnica między informacjami podawanymi przez policję i przez prokuraturę.

Igor Stachowiak zmarł we wrocławskim komisariacie 16 maja ubiegłego roku. Wcześniej był wielokrotnie rażony paralizatorem elektrycznym. Sekcja zwłok i inne badania przeprowadzone przez biegłych wykazały na jego ciele również obrażenia mogące pochodzić między innymi od długotrwałego ucisku na drogi oddechowe.

Komendant i ministrowie twierdzą, że nie znali nagrania

Sprawa odżyła na nowo po roku od śmierci zatrzymanego, gdy "Superwizjer" TVN24 pokazał nagranie z kamery umieszczonej w paralizatorze. Na zarejestrowanym materiale widać między innymi, jak policjanci rażą zatrzymanego prądem, choć miał założone na rękach kajdanki.

24 maja szef MSWiA zapewniał z mównicy sejmowej, że nie znał wcześniej tego nagrania.

- Chcę zaznaczyć, stanowczo zaprzeczyć informacjom, że jako minister spraw wewnętrznych i administracji miałem dostęp do materiału filmowego zarejestrowanego przez kamerę z paralizatora będącego na wyposażeniu wrocławskich policjantów - podkreślał w swoim wystąpieniu Mariusz Błaszczak.

- Ja zobaczyłem ten film, tak jak pan minister Mariusz Błaszczak, po emisji w telewizji. Nam tego filmu nikt nie przedstawił - podkreślał w rozmowie z dziennikarzami 27 maja Jarosław Zieliński, wiceminister spraw wewnętrznych odpowiedzialny bezpośrednio za nadzór nad policją.

Również komendant główny policji nadinspektor Jarosław Szymczyk zapewniał w "Faktach po Faktach" w TVN24, że nagranie z paralizatora zobaczył po raz pierwszy w "Superwizjerze". Twierdził także, że prowadzący postępowanie dyscyplinarne policjanci z komendy miejskiej we Wrocławiu nie mieli tego nagrania, bo przekazali je do śledczym.

- Materiały filmowe bezpośrednio po zdarzeniu zostały w całości przekazane, w sposób procesowy, do prokuratury. Prowadzący postępowanie dyscyplinarne, które zostało wszczęte niezwłocznie na moje polecenie, trzykrotnie zwracał się do prokuratury z prośbą o przekazanie tego materiału filmowego. Tego materiału filmowego nie uzyskał - zapewniał nadinspektor Szymczyk.

Policjanci mieli dostęp do filmu, choć komendant twierdził, że nie mieli

W ostatnich dniach okazało się, że policjanci prowadzący postępowanie dyscyplinarne w sprawie śmierci Igora Stachowiaka mieli jednak dostęp do nagrania z kamery umieszczonej w paralizatorze, którym rażony był zatrzymany. Potwierdziły to niezależnie od siebie prokuratura i Komenda Główna Policji.

Rzeczniczka Prokuratury Krajowej prokurator Ewa Bialik poinformowała "Fakty" TVN, że gdy funkcjonariusze Biura Kontroli Komendy Głównej Policji zwrócili się 18 maja 2016 roku do prokuratury z zapytaniem o możliwość zapoznania się z aktami, zapoznali się z nimi, a także mieli możliwość wykonania kopii.

"Zgoda została wydana i następnego dnia 19 maja kontrolerzy zapoznali się z aktami sprawy. W aktach sprawy znajdował się zapis z paralizatora Taser X2. (...) Funkcjonariusze policji mieli możliwość obejrzenia i wykonania kopii materiału dowodowego przekazanego im w całości" - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej już 7 czerwca.

Reporter "Faktów" TVN Wojciech Bojanowski ustalił, że fakt zapoznania się z aktami sprawy Stachowiaka, do których dołączone zostało nagranie z paralizatora, potwierdzili własnoręcznymi podpisami dwaj policjanci z Biura Kontroli KGP działający na polecenie komendanta głównego.

Policja trwała przy swoim, choć dokumenty temu przeczyły

Nawet po ujawnieniu tej informacji policja zaprzeczała, jakoby miała dostęp do nagrań z paralizatora na początkowym etapie postępowania dyscyplinarnego.

"W dniu 19 maja 2016 roku funkcjonariusze Biura Kontroli KGP nie mieli możliwości obejrzenia nagrania, a prokurator wyraził zgodę na zapoznanie się z aktami sprawy, bez możliwości dokonywania kopii znajdujących się w nich materiałów. Funkcjonariusze mogli sporządzić wyłącznie notatki na potrzeby przygotowania informacji dla Sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji" - głosi oświadczenie Komendy Głównej Policji z 8 czerwca.

We wtorek 13 czerwca Rzecznik Praw Obywatelskich opublikował odpowiedź, jaką otrzymał od Komendy Głównej Policji. Z dokumentu podpisanego przez zastępcę komendanta głównego nadinspektor Helenę Michalak wynika, że policja nie tylko znała nagranie z paralizatora, ale też dysponowała kopią tego materiału. Dwanaście dni po tym, jak oficerowie z Biura Kontroli KGP mieli możliwość zapoznania się i - według prokuratury - skopiowania nagrania z tasera, film obejrzał i skopiował rzecznik dyscyplinarny komendy miejskiej we Wrocławiu.

"W ramach ww. postępowania dyscyplinarnego w dniu 31.05.2016 r. zabezpieczono poprzez skopiowanie, nagranie zapisu video z tasera, dokumentujące jego użycie wobec Igora Stachowiaka. W dniu 03.06.2016 r. rzecznik dyscyplinarny przeprowadził oględziny przedmiotowego zapisu, co udokumentował stosownym protokołem oględzin" - czytamy w odpowiedzi Komendy Głównej Policji udzielonej rzecznikowi praw obywatelskich.

Komendant główny Jarosław Szymczyk informował, że postępowanie dyscyplinarne zostało wszczęte na jego polecenie.

Widzieli film, ale nie wyciągnęli właściwych wniosków

W środę 14 czerwca Komenda Główna Policji wydała oświadczenie, w którym już nie twierdzi, że funkcjonariusze nie mieli dostępu do nagrań z paralizatora. W opublikowanym komunikacie przyznaje, że funkcjonariusze z KGP zapoznający się z materiałem dowodowym "widzieli film z tasera, ale nie wyciągnęli z tego właściwych wniosków, ani też nie poinformowali o tym. Stąd też brak wiedzy o nagraniu między innymi u Komendanta Głównego Policji i jego zastępców".

Co zaś do oględzin filmu dokonanych przez rzecznika dyscyplinarnego z Wrocławia, KGP twierdzi, że "Komendant Główny Policji zgodnie z przepisami nie może ingerować w prowadzone postępowanie dyscyplinarne i zbierane w ramach niego dowody".

Najnowszy komunikat Komendy Głównej przypomina, że "w stosunku do funkcjonariuszy, wobec których stwierdzono nieprawidłowości, zostały podjęte decyzje personalne, o których opinia publiczna została poinformowana. Chodzi między innymi o odwołanych: komendanta wojewódzkiego Policji we Wrocławiu i jego zastępcę, komendanta miejskiego Policji we Wrocławiu i jego zastępcę. Funkcjonariusz, który używał tasera, został zwolniony ze służby".

Przełożona tych, którzy widzieli, już wcześniej straciła stanowisko

Komunikat nie wspomina jednak o innej dymisji, do której doszło również w związku ze sprawą Stachowiaka. 25 maja tego roku stanowisko straciła szefowa Biura Kontroli KGP Halina Żabowska. Była ona bezpośrednią przełożoną policjantów z komendy głównej, którzy zapoznali się z nagraniem z tasera, "ale nie wyciągnęli z tego właściwych wniosków ani też nie poinformowali o tym". Jako powód dymisji radio RMF FM podało brak nadzoru i monitorowania postępów postępowania dyscyplinarnego we Wrocławiu.

W dniu odwołania Żabowskiej szef sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych Arkadiusz Czartoryski (PiS) w rozmowie w Radiu Zet pośrednio potwierdził, że policja miała dostęp do nagrań z kamery umieszczonej w paralizatorze, ale na którymś etapie informacja ta miała się zatrzymać się i nie zostać przekazana dalej, do zwierzchników. Oto fragment rozmowy:

Konrad Piasecki, Radio Zet: - Zgodzi się pan, że ten film pokazuje łamanie prawa? I zgodzi się pan, że prokuratura nie zaalarmowała policji w tej sprawie?

Arkadiusz Czartoryski: - No więc zgadzam się.

- Albo policja nie zareagowała na ten film, mając go, bo też go przecież miała - dodał dziennikarz.

- Zgadzam się i to powinno być wyjaśnione. Osoby, które nie poinformowały ministra o takich wydarzeniach i o takich osobach, które w ten sposób postępowały, że nie informowały na bieżąco, powinny ponieść konsekwencje - odparł poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Następnego dnia na antenie TVN24 wiceprzewodniczący NSZZ Policjantów Andrzej Szary uznał za niewystarczające tłumaczenie komendanta głównego, który przekonywał, że nie widział nagrania z paralizatora.

- Komendant główny dobiera sobie współpracowników. On ponosi za nich odpowiedzialność. To (że nie widział materiałów - przyp. red.) to dla mnie żadne wytłumaczenie - stwierdził podinspektor Szary. Przypomniał też, że krótko po śmierci Igora Stachowiaka minister Błaszczak złożył jego ojcu zapewnienie, że sprawa zostanie szybko wyjaśniona.

Autor: jp//now / Źródło: tvn24.pl

Czytaj także: