Proboszcz z Zagajów gasił własny kościół. "Strażakiem jestem dłużej, niż księdzem"

Spłonął kościół w Zagajach
Spłonął kościół w Zagajach
Źródło: TVN 24 Pomorze

- Zobaczyłem dym, więc zadzwoniłem po kolegów i sam zacząłem akcję - relacjonuje poranny pożar kościoła w Zagajach ksiądz Jakub Ilczuk. Proboszcz parafii jest też... wyszkolonym strażakiem - ochotnikiem.

Pożar w kościele w Zagajach jak pierwszy zauważył tamtejszy ksiądz Jakub Ilczuk. Natychmiast ruszył do... akcji gaśniczej. Jest bowiem nie tylko proboszczem, ale też członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej.

- Właśnie miałem wyjeżdżać do rodziców, kiedy zobaczyłem na podwórku dym. Szybko zadzwoniłem po straż z Braniewa i naszych chłopaków. Zdążyłem się tylko przebrać i trzeba było działać – relacjonuje w rozmowie z tvn24.pl.

Ksiądz - strażak próbował dostać się do wnętrza przez plebanię, która jest połączona z świątynią. Uniemożliwiły mu to kłęby dymu. - Szybko otworzyliśmy drzwi główne kościoła. Musieliśmy zmniejszyć zadymienie, inaczej nie dałoby się wejść. Potem zadbaliśmy, żeby wozy miały jak się podłączyć do źródła wody - tłumaczy ks. Ilczuk.

W między czasie ochotnicy wynosili już wyposażenie kościoła. Dzięki szybkiej akcji i pomocy mieszkańców udało się uratować ołtarz, trzy obrazy, ambonę i monstrancję. - Zaczęliśmy też gasić ogień, ale nie dawaliśmy sobie rady, bo bardzo szybko się rozprzestrzeniał. Na szczęście szybko pojawiły się też inne jednostki – dodaje proboszcz.

Strażakiem jest dłużej, ale mszy nie przerywa

Ilczuk księdzem jest od siedmiu lat. Od pół roku roku jest proboszczem w kościele św. Maksymiliana Kolbego w Zagajach. Kiedy trzeba, zmienia jednak sutannę na strażacki mundur lub kombinezon i rusza do akcji. - Strażakiem jestem od 26 lat. Można powiedzieć, że wyssałem to z mlekiem matki. Moja rodzina z dziada pradziada była związana ze strażą. Dziadek, mama, tata, brat – trudno, żebym przed tym uciekł - opowiada ks. Jakub.

Wspomina, że służył w kilku parafiach i zawsze, gdy była taka możliwość, wstępował do miejscowej straży. Parafianie na początku trochę się dziwili, ale potem przywykali. - Za każdym byli zaskoczeni, bo rzadko spotyka się księdza, który nie tyko spowiada, ale i gasi pożary - śmieje się proboszcz. - Jak słyszę syrenę, a akurat nie odprawiam mszy, to biegnę do jednostki i jadę - dodaje.

Strażak w sutannie bardzo poważnie podchodzi do swojego „hobby”. Kiedy tyko może, robi dodatkowe szkolenia. - Mam pozwolenie na prowadzenie aut ciężarowych, szkoliłem się też z ratownictwa medycznego. Czasami jestem dowódcą, a innym razem kierowcą. Cieszę się, że mogę tak pomagać ludziom - mówi.

Do Ochotniczej Straży Pożarnej w Zagajach należy 15 osób. Na wyposażeniu mają jeden wóz. Jak mówi ks. Jakub to i tak spora grupa ochotników, która czuwa nad prawie 600-osobową wioską.

Pożar wybuchł w Zagajach koło Lelkowa

Pożar wybuchł w Zagajach koło Lelkowa

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem, pokazać go w niekonwencjonalny sposób - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: aa/r / Źródło: TVN 24 Pomorze

Czytaj także: