Wybitny aktor, legenda antykomunistycznej opozycji, najważniejszy działacz polskiego sportu, osobisty lekarz prezydenta. Polecieli do Smoleńska, bo powinni, bo chcieli, bo zaprosił prezydent. 10 kwietnia 2010 Polska straciła nie tylko wysokich urzędników, znanych polityków i cenionych generałów.

W składzie delegacji, która udała się wraz z prezydentem na uroczystości do Katynia, byli krewni oficerów pomordowanych przez NKWD. Byli działacze społeczni przez całe życie zaangażowani w walkę o to, aby prawdę o Katyniu poznał cały świat.

Wyjazd z prezydentem do Katynia był dla części z nich obowiązkiem, dla wszystkich - zaszczytem i spełnieniem pragnienia, aby wspólnie złożyć hołd pomordowanym polskim oficerom. To była dla nich ostatnia misja publiczna. Zarówno dla urzędników państwowych, dla działaczy społecznych, dla wybitnych postaci życia publicznego. Ich śmierć to strata dla całej Polski, w przypadku niektórych, szczególnie bolesna dla Warszawy. Bo dla stolicy wielu z nich uczyniło naprawdę bardzo wiele. Tak jak inni byli chlubą miast i regionów, z których pochodzili.

CNN, BBC, Al Dżazira. Wszystkie liczące się zagraniczne kanały telewizyjne otwierały serwisy informacją o katastrofie smoleńskiej. Polska znalazła się tego dnia w centrum uwagi świata. Te doniesienia dla wielu były szokiem, nie tylko w Polsce. Natychmiast zaczęły spływać kondolencje od światowych przywódców. Pod polskimi ambasadami pojawiły się kwiaty.

Tak często, jak w ciągu ostatniego roku, liderzy Polski i Rosji jeszcze się nie spotykali. Tak wiele ciepłych słów nie padło przez poprzednie 20 lat. Paradoksalnie, przyczynił się do tego dramat polskiego państwa - smoleńska katastrofa. W pierwszych dniach po 10 kwietnia niemalże obwieszczono polsko-rosyjskie pojednanie. Rychło jednak gesty współczucia Moskwy zastąpiła twarda kalkulacja strat i zysków. Co na to Polska?

Pochlapana krwią czaszka z ekshumacji polskich oficerów pomordowanych w Katyniu oraz biało-czerwona szachownica z samolotu - banner z takim zdjęciem zawisł na budynku gdańskiej "Solidarności". Banner budził kontrowersje, na jego umieszczenie nie godził się lider związku Piotr Duda, uznając go za zbyt drastyczny.

- Albo jest to rosyjska próba sił, albo chęć sprowokowania prezydenta do tego, żeby nie przyjechał w poniedziałek do Katynia - tak podmianę przez Rosjan tablicy pamiątkowej w miejscu katastrofy prezydenckiego TU-154 komentuje Paweł Poncyljusz z PJN. Według niego, dziś "są poważne przesłanki", by prezydent do Rosji nie leciał. - Nie wiem. Współczuję mu bardzo, że stanął przed takim dylematem - przyznaje poseł PO Andrzej Czuma.

Nie tylko na błędy przy zabezpieczaniu prezydenckiego lotu, błędny dobór załogi, ale przede wszystkim na błędne decyzje wielu osób wskazywali w studiu TVN24 lotniczy eksperci, mówiąc o przyczynach katastrofy z 10 kwietnia. - Piloci, lądując na autopilocie, złamali w sposób bezwzględny instrukcję eksploatacji TU-154 - wskazywał płk Stefan Gruszczyk, były dowódca eskadry Tupolewów w 36. Specpułku. - Przy 120 metrach w ogóle powinniśmy przestać analizować ten lot. Zejście poniżej tej wysokości było jak wjechanie na skrzyżowanie na czerwonym świetle - dodawał Tomasz Hypki.

- Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyartykułowało stanowcze polskie stanowisko w tej kwestii. Bez wątpienia jest to element, który nastręcza pewnych kłopotów przed poniedziałkową wizytą - powiedział Sławomir Nowak odnosząc się do zamiany tablic pamiątkowych na miejscu katastrofy w Smoleńsku.

- Decyzję o zamianie tablicy podjęto, bo uświadomiono sobie, że za kilka dni prezydent Miedwiediew będzie składał tam kwiaty i przeczyta ten napis łącznie z tym słowem, które jest w Rosji nieakceptowane - powiedział w specjalnym wydaniu programu "Tak jest" b. premier Leszek Miller. Według niego, Komorowski mimo wszystko powinien jechać do Rosji. Podobnego zdania jest Jan Krzysztof Bielecki. - Powinien polecieć, nie mam wątpliwości.

Ministrowie z kancelarii prezydenta w jego imieniu złożyli kwiaty na grobie Lecha i Marii Kaczyńskich na Wawelu. Wizyta Bronisława Komorowskiego w Krakowie została odwołana, bo - jak głosi oficjalny komunikat - prezydencki JAK-40 nie mógł wylądować z powodu warunków atmosferycznych.

Prezydent Bronisław Komorowski w poniedziałek będzie rozmawiał z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem na temat upamiętnienia ofiar w miejscu katastrofy - powiedziała Joanna Trzaska-Wieczorek z kancelarii prezydenta.

- W tym momencie usunąć tablicę, to niszczenie dobra, które się zaczęło po tej katastrofie budować. To jest ohydna sprawa - tak ks. Adam Boniecki skomentował wymienienie w Smoleńsku tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy prezydenckiego samolotu. I on, i inni przyznają, że Rosjanie mogli chcieć zamienić tablicę z powodu znajdującego się na niej sformułowania stwierdzającego, że zbrodnia w Katyniu była ludobójstwem.

Zanikał zasięg, więc szarpanina, co chwila wyskakiwałem na zewnątrz, zmieniałem miejsca (...). Tuska - pamiętam - szukałem przez Sławka Nowaka i przez BOR - opowiada prezydent Bronisław Komorowski, który wraz z żoną Anną wspominał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" dzień 10 kwietnia 2010 r. Pierwsza Dama: - Oni pognali na sygnale, a ja pojechałam do Warszawy już sama, spokojnie, powolutku. Zadzwoniłam do dzieci, żeby przygotowały tacie ciemny garnitur i ciemny krawat.

Chwilę grozy przeżyła dziś sprzedawczyni pracująca w kiosku w Dąbrowie Białostockiej (woj. podlaskie). W pewnym momencie w budkę wjechała... ciężarówka bez kierowcy. Zdjęcia z miejsca zdarzenia zamieścił w serwisie Kontaktu 24 internauta podpisujący się nickiem @LIS.

12 osób, w tym pięcioro dzieci trafiło na obserwację do szpitala po pożarze, jaki wybuchł w Tomaszowie Mazowieckim. Po badaniach dorośli zostali zwolnieni do domu, dzieci wciąż są pod opieką lekarzy.

Polak, patriota, obywatel, polityk, człowiek bez reszty oddany ojczyźnie i narodowi - tak o tragicznie zmarłym prezydencie Lechu Kaczyńskim pisze na łamach "Naszego Dziennika" Jarosław Kaczyński. Prezes PiS stwierdza, że choć jego brat nie żyje, to testament polityczny, jaki pozostawił pozostaje aktualny. - Takie właśnie myślenie o Polsce, które charakteryzowało życie mojego Brata, zamierzam kontynuować - deklaruje.

Przed godziną 8.00 w al. Armii Krajowej doszło do dwóch wypadków. W stronę Żoliborza utworzył się ogromny korek.