Czarno na białym

Czarno na białym

Budzące kontrowersje zmiany organizacyjne w szkołach - to jedno. Ale bardzo poważne zastrzeżenia są też do nowych podstaw programowych, które określają, czego będą uczyć się dzieci. Poprosiliśmy o opinię ekspertów z różnych dziedzin, ale wszyscy nasi rozmówcy są zgodni. Zamiast zapowiadanych nowoczesnych podstaw, są takie, które edukację cofają. Niektórzy mówią, że nawet o pół wieku. Dużo wkuwania i mało nauki samodzielnego myślenia. Brak spójności między przedmiotami i brak ciągłości między klasami. To najważniejsze uwagi.

Samorządowiec, który odmawia wprowadzenia reformy PiS. Wójt gminy Rusiec w Łódzkiem, wprawdzie wymienia się uprzejmościami, a nawet uśmiechami z minister Zalewską, ale wprost jej mówi, że swojej ręki do zmian nie przyłoży. Pokazuje też medal, jaki dostał - o ironio - za poprzednich rządów PiS z ministerstwa edukacji. Nagrodzono go w uznaniu za to, jak dobrze zorganizował szkoły na swoim terenie.

Walka o przyszłość jednej z najstarszych i najlepszych krakowskich szkół - to może być symbol podobnych batalii, jakie toczą się teraz w całej Polsce. Dyrekcja i rodzice chcą, by Gimnazjum nr 1 pod Wawelem - szkoła z tradycją i dorobkiem - została przekształcona w liceum. Miasto - głosami radnych PiS - zdecydowało, że będzie to filia podstawówki. Ten spór jest o tyle zaskakujący, że ta szkoła kładzie duży nacisk na wychowanie patriotyczne, tak ważne przecież dla obecnej władzy. Podkreślają to znani w Krakowie obrońcy placówki - wśród nich Jan Duda, ojciec prezydenta Polski.

To nie jedyne przykłady potwierdzające tą doskonale znaną zasadę. Okazuje się, że dziś za manifestowanie poglądów można mieć także poważne zawodowe problemy. Przekonały się o tym nauczycielki z Zabrza, które zrobiły sobie zdjęcie. Problem w tym, że były ubrane na czarno i wyraziły solidarność z czarnym protestem. Czarny protest postrzegany był jako akcja antyrządowa, a nauczycielki trafiły przed komisję dyscyplinarną w kuratorium. Co ciekawe - kierowanym od roku przez osobę związaną z Prawem i Sprawiedliwością.

Dotąd najgłośniejsze i najbardziej burzliwe protesty dla dwudziestu jeden osób skończyły się publikacją wizerunków w internecie, statusem poszukiwanych, i dla części z nich już także zarzutami. O sprawie nie jest dziś tak głośno, ale - jak przekonał się Jacek Smaruj - policja i prokuratura pracują nad nią intensywnie. Pytanie tylko - czy podjęte środki są adekwatne do wagi przestępstw?

Antyrządowe protesty i ostra reakcja państwowych instytucji - przykładów ciąg dalszy. Teraz ludzie, którzy stanęli przed sądem za krzyki na wystawie o generale Andersie. Wprawdzie sąd ich uniewinnił, bo uznał, że mieli prawo potraktować wystawę jako wiec wyborczy córki generała, kandydatki PiS na senatora, ale ta sprawa nabrała wymiaru, który dobrze pokazuje, jak duża jest dziś polityczna presja nie tylko na demonstrantach, ale także na śledczych i sądzie.

Dwóch dziennikarzy, dwie podobne sytuacje i dwie zupełnie różne decyzje prokuratury. Utrudniającym prowadzenie relacji telewizyjnej podczas 68. miesięcznicy smoleńskiej, 10 grudnia 2015 r. przed Pałacem Prezydenckim, prokuratura okazała pobłażliwość. W podobnej sprawie, w czasie protestu przed Sejmem 16 grudnia zeszłego roku, widać wyjątkowe środki i zapał. Czy polska prokuratura pod rządami PiS kieruje się czymś więcej niż przepisami prawa?

W tej sprawie chodzi nie tylko o polityczną przyszłość Jacka Sasina, ale przede wszystkim o przyszłość administracyjną Warszawy. W wielu wypadkach nie widać logicznego uzasadnienia dla przyłączania do niej odległych gmin, a jedyne co łączy je ze stolicą to komunikacja miejska, którą mieszkańcy dojeżdżają do pracy. Poza tym bardzo dużo dzieli. Wśród nielicznych popierających pomysł są mieszkańcy Ząbek.

Na razie wyjścia z tego ślepego zaułka nie widać, ale zapowiedzi protestów, wytykanie błędów czy sprzeciw samorządowców - nic nie zniechęca Jacka Sasina. Zaprawiony w politycznych bojach, ale teraz prowadzi najważniejszy - jak wiele wskazuje nie tylko z opozycją i samorządowcami, ale i z kimś z własnej partii. Jak bardzo zdeterminowany jest by powiększyć Warszawę, czemu zawdzięcza polityczną pozycję w PiS-ie i kto może chcieć ją osłabić? Między innymi o to pyta Jacek Tacik.

Projekt Jacka Sasina popierają, chcą powiększenia stolicy, mimo że mieszkają poza nią, a projektu - jak przekonał się nasz reporter - niektórzy nawet nie widzieli. Ci, którzy przeczytali i których dotyczy w zdecydowanej większości mówią "nie". Pytamy więc o co chodzi? O usprawnienie administracji czy wynik najbliższych wyborów.

Po latach wymazywania żołnierzy wyklętych z pamięci dziś rządzący chcą postawić ich na najważniejszym w powojennej historii miejscu. To im poświęcono nową tablicę na Grobie Nieznanego Żołnierza, budowane jest także ich muzeum, inspirowane ich tradycją będą nawet prezentowane niedawno przez ministra Antoniego Macierewicza mundury obrony terytorialnej. I w prowadzonej dziś polityce historycznej to oni są postaciami kluczowymi. Dla żyjących do dziś żołnierzy wyklętych historia nie jest tak jednoznaczna jak forsowany właśnie przekaz.

W czasie głośnego ostatnio sporu o sieroty z Aleppo odwoływano się do wartości. Dziesięcioro syryjskich dzieci chciał przyjąć w Sopocie prezydent Jacek Karnowski, zwrócił się więc do rządu o pomoc i usłyszał... odmowę. Wtedy o sprawie stało się głośno - z jednej strony rządzącym zarzucano bezduszność. Z drugiej strony rządzący wielkoduszność i bezinteresowność prezydenta Karnowskiego podawali w wątpliwość. Zarzucano mu także polityczne wykorzystywanie tragedii syryjskich dzieci. Najważniejsze w tej sprawie pytania prezydentowi Sopotu zadała więc reporterka "Czarno na białym".

Dyskusja na temat pomocy Syryjczykom toczy się nie tylko na szczeblu rządowym i samorządowym. Przybiera także niecodzienne formy. Głos w niej zabrali właśnie licealiści z Łomży i swój sprzeciw wobec obojętności wyśpiewali. Stworzyli niezwykły teledysk i zwrócili już uwagę tysięcy internautów. Być może także tych, do których żaden polityczny głos lub apel by nie dotarł.

Prezydent Sopotu chciał sieroty z Aleppo w swoim mieście przyjąć, ale czy taka forma pomocy jest w tej sytuacji najwłaściwsza? Słuchając osób na co dzień zajmujących się pomocą na miejscu, w Syrii, można mieć wątpliwości. Także dotyczące intencji tych, którzy ogłosili, że chcą stworzyć w Polsce dom dziesięciu sierotom. O tysiącach, które pomocy potrzebują w Syrii i ludziach, którzy pomoc niosą.

61-letni Kazimierz Bartosik - osobisty kierowca ministra Antoniego Macierewicza. Głośno o nim zrobiło się niedawno po wypadku samochodowym pod Toruniem. Śledztwo w tej sprawie trwa i oficjalnie jeszcze nie wiadomo z czyjej winy doszło do zderzenia. Wiadomo za to więcej o samym Bartosiku, m.in. to, że zanim zaczął wozić obecnego szefa MON - miał być kierowcą innej ważnej osoby, ale PRL. Jak człowiek z taką przeszłością mógł zyskać zaufanie polityka, który tropi ludzi z komunistycznym życiorysem? O tym i o znikającej z tym życiorysem teczce Jacek Smaruj.

"Nieszczęsny Misiewicz" - jak powiedział Jarosław Kaczyński przyznając, że rzecznik ministra Macierewicza stał się problemem wizerunkowym dla rządzącej partii - ale mimo tej wprost wyrażonej krytyki - minister swojego rzecznika nie zwalnia, a problemów wizerunkowych przybywa.

Doceniają swoich księży parafianie z diecezji opolskiej, jednej z dwóch w Polsce, gdzie kolęda jest bez kopert z pieniędzmi. Parafianie nie dają, księża nie biorą i co ciekawe, wszyscy są zadowoleni. Tę rewolucję już wiele lat temu przeprowadził biskup Alfons Nossol, który jak nam tłumaczy - zrobił to, bo miał upokarzające doświadczenia z dzieciństwa związane właśnie z kopertą na kolędzie - o czym Artur Zakrzewski.

Młody wikary, który odwiedza z kolędą dom... ale publiczny w Łodzi. Nie przez przypadek - wiedział, gdzie idzie, i był do tej wizyty przygotowany. W przeciwieństwie do spotkanych tam kobiet, które były zaskoczone, że zamiast potępienia była modlitwa i rozmowa. Ewangelia w miejscu, które dla wierzących jest siedliskiem grzechu? To specjalność księdza Michała, z którym rozmawiała Brygida Grysiak.

Diecezja opolska (obok gliwickiej) jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, a właściwie odruch, że jak jest kolęda - to trzeba księdzu dać kopertę z datkiem. Koperta, taca, opłaty za sakramenty - ile zarabia Kościół, na co przeznacza te pieniądze i kiedy trafiają one na konto parafii, a kiedy do kieszeni księdza? O tym w raporcie Jacka Tacika.

Zagraniczne adopcje to rocznie jedna dziesiąta wszystkich adopcji w Polsce i - co trzeba podkreślić - możliwe są one dopiero, kiedy u nas w kraju nie znajdą się chętni do opieki. A chętnych nie brakuje - tylko, że najczęściej chcą przysposobić dzieci małe i zdrowe. Na znalezienie nowego domu może u nas liczyć zaledwie 5 proc. nieletnich, którzy z różnych powodów nie mogą być ze swoimi rodzicami. Dlaczego tylko 5 proc. z prawie 80 tysięcy?