Czarno na białym

Czarno na białym

Kompania w kampanii

W niektórych miejscach nie widać ani końca roboty ani co gorsza nawet początku. Widać za to znów coraz bardziej burzliwe nastroje i słychać słowa, które brzmią jak znajome już groźby. Plan ratowania upadających kopalni to najbardziej niedotrzymana obietnica premier Kopacz. Wprawdzie składana pod presją, w pośpiechu i bez konkretów - ale złożona i to na piśmie, czego pisakiem odhaczyć już się nie da. Przez 8 miesięcy było cicho, ale to była cisza przed burzą. Z rządowego planu nic nie wyszło - nowy plan też niepewny - więc problem bankrutującej Kompanii Węglowej wraca na koniec kampanii wyborczej.

(Nie) spełnione obietnice

Ewa Kopacz sama kilka dni temu z pisakiem w dłoni odważnie odhaczała - zaznaczając, że z czystym sumieniem - jako spełnione wszystkie swoje obietnice sprzed roku. Dzisiejsza bardzo burzliwa manifestacja przed kopalnią Brzeszcze jest dowodem, że nie wszystkie. O tej tykającej górniczej bombie już za chwilę ale najpierw kilka innych odhaczonych przez premier, a jednak nie do końca spełnionych obietnic. Tomasz Marzec znalazł te, w których teoria malowana pisakiem mija się z rzeczywistością.

Ciężka walka

Już ponad jedna piąta uczniów szkół podstawowych i gimnazjów ma problemy z nadwagą. Jest to ponad dwa razy więcej niż latach 70. Przyczyny można by wymieniać długo, a tak zwane nawyki żywieniowe będą wśród nich na czele. Bohaterowie reportażu Darii Górki są tego wymownym przykładem.

Szkolne gotowanie

Podejście z głową w tym przypadku rzeczywiście wydaje się kluczowe. Podobnie jak kluczowa w szkolnej kuchni, działającej na nowych zasadach, może być kreatywność. W Polsce często pokutuje jeszcze przekonanie, że coś co jest zdrowe nie może być smaczne, a to co je się z przyjemnością zazwyczaj zdrowe nie jest. Karolina Nowak spotkała się więc z jurorką programu "MasterChef", Anną Starmach. Panie z ministerialnymi zaleceniami w ręku sprawdzały, jakie pole do popisu będą teraz miały kucharki ze szkolnej stołówki.

Sprawa wagi ciężkiej

Jeden z największych problemów polskiej młodzieży, czyli otyłość. I wojna o drożdżówki, czyli absurd do jakiego walkę z niezdrową żywnością sprowadziło ministerstwo zdrowia. I można się z tego śmiać, ale to czy drożdżówki - i ewentualnie jakie - wrócą do szkolnych sklepików, naprawdę rozstrzyga się na ministerialnym szczeblu. W sprawę angażuje się szefowa resortu edukacji. My także do zajęcia się tym problemem oddelegowaliśmy więc reportera słynącego z dociekliwości i nieustępliwości. A przy tym doskonale znającego się na żywności. Nie tylko zdrowej.

Niebezpieczne związki

Jaka jest dziś faktyczna rola i skuteczność związków zawodowych? Gdy nasz reporter pytał Polaków "z czym kojarzy im się związek zawodowy" najczęściej padała odpowiedź: strajk, protest, polityka. To znamienne, ale nie zaskakujące. Choć są przykłady firm, w których związki wspólnie z pracodawcą ratują miejsca pracy, to raczej są to wyjątki potwierdzające regułę, która budzi takie, a nie inne skojarzenia Polaków.

Znikający fundusz

Majątek, którym wkrótce mają się podzielić trzy największe związki zawodowe w Polsce. Po 17 latach od wyroku Trybunału Konstytucyjnego Sejm uchwalił niedawno ustawę o podziale mienia Funduszu Wczasów Pracowniczych. Funduszu, który u wielu może przywoływać wakacyjne wspomnienia sprzed lat. Historia samego funduszu jest bardzo długa, dość zawiła i nie do końca jest jasne jaki będzie jej finał. Bo sama ustawa nie przesądza co tak naprawdę stanie się z majątkiem szacowanym na blisko 150 milionów złotych.

Związkowa "Perła"

Perła - hotel wypoczynkowy w Ustce prowadzony wspólnie przez Solidarność i struktury związane z OPZZ. Związkowy hotel, w którym prawa pracowników są jednak łamane. Tak stwierdza Państwowa Inspekcja Pracy i zawiadamia prokuraturę. Reporter "Czarno na białym", Jacek Smaruj, dotarł do zatrudnionych, którzy mówią o niezapłaconych nadgodzinach, etatach zmienianych na umowy zlecenie i braku reakcji na to szefa Solidarności. Piotr Duda - ten sam, który organizuje różne protesty - tłumaczy przez swojego rzecznika, że sprawa Perły to nie jego sprawa.

Oni już tu są

Przy tych nastrojach, jakie są dziś w Polsce, Czeczeni, którzy przyjechali do nas w połowie lat 90., teraz pewnie nie mieliby szans na pomoc. A wtedy przyjęliśmy stamtąd prawie 100 tysięcy muzułmańskich uchodźców. 100 tysięcy, a teraz spór toczy się o liczbę 10-krotnie niższą. Wtedy nie było politycznych sporów, protestów i straszenia zalewem islamu. Przyjęliśmy Czeczenów, choć sytuacja finansowa kraju była o wiele gorsza niż dziś, losy tych uchodźców różnie się potoczyły: większość wyjechała, a spośród tych, którzy zostali, wyrósł Polsce nawet jeden sportowy mistrz świata.

Turniej miast

Jak temat uchodźców dzieli Polaków widać też na przykładzie Chełmna i Wadowic. Dwie różne części Polski i różne podejście do symbolu, z jakim te miejscowości się kojarzą. Chełmno z relikwiami św. Walentego chce być miastem miłości, ale nie miłosierdzia i dlatego nie zgadza się na uchodźców. Inaczej jest w Wadowicach, którym z papieską spuścizną i relikwiami Jana Pawła II bliżej jednak do miłosierdzia wobec potrzebujących. Dwie różne decyzje lokalnych władz, choć w obu miastach mieszkańcy mają podobne obawy, a chęć pomagania obcym miesza się z lękiem o bezpieczeństwo i własny byt.

Muzułmanie i górale

Gdzie i dlaczego Polacy chcą lub nie chcą przyjmować uciekinierów z dalekich krajów? Argumenty są różne, kontrasty duże, a emocje jeszcze większe - jak to pokazali niedawno krewcy górale z Kościeliska, gdy swój sprzeciw wobec uchodźców wyrazili w tak mocnych słowach, że chwilami brzmiały wręcz jak groźby. Podobne, choć mniej bojowe, nastroje są na całym Podhalu. Co akurat w tym miejscu może zaskakiwać, bo przecież wśród górali jest mnóstwo emigrantów, praktycznie z każdej rodziny ktoś wyjechał, głównie do Ameryki, w poszukiwaniu lepszego życia. Wielu wróciło i dziś niektórzy mówią, że na przykład cała Biała Tatrzańska wybudowana jest za dolary. Nawet jeśli trochę w tym przesady, jest pytanie dlaczego górale tak nie chcą innych.

Fakty i mity

Kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami i właśnie w kampanii czarno na białym widać, jak słowa polityków rozmijają się z rzeczywistością. Niedawno opisywaliśmy to zjawisko, pokazując, jak partie manipulują danymi na temat głodujących w Polsce dzieci: wzięte z sufitu liczby, które mają grać na emocjach wyborców. Do takich emocji ostatnio chętnie odwołuje się też prezydent Duda, np. wtedy gdy porównuje dzisiejsze rolnictwo do tego sprzed 30 lat albo, gdy mówi o rosnącym ubożeniu Polaków i rozwarstwieniu społecznym. I choć problemy oczywiście są, to te konkretne słowa prezydenta w zderzeniu z faktami trudno odbierać inaczej niż wyborczą retorykę.

Rozdwojenie jaźni

Skoro jest tak źle, jak twierdzi prezydent wraz z PiS - to dlaczego jest tak dobrze? Można przewrotnie zapytać patrząc na najnowszy raport Diagnozy Społecznej, z której wynika, że Polacy są coraz szczęśliwsi. Ponad 80 procent z nas ocenia swoje życie dobrze i bardzo dobrze. Co sprawia, że jesteśmy tak zadowoleni z jednej strony - a z drugiej - tak źle oceniamy sytuację w kraju, że chcemy zmian - jak pokazały wybory prezydenckie i jak pokazują też parlamentarne sondaże wyborcze. Dziwna sprzeczność, którą wyjaśni Arkadiusz Gdula.

Szef sztabu

Blisko dwa miesiące jego urzędowania daje już pewien obraz - ciekawy, jeśli spojrzeć na przykład na trasę podróży prezydenta po kraju i uderzającą zbieżność tego, co mówi Andrzej Duda z tym, co akurat podczas swojego wyborczego tournée po Polsce mówi Beata Szydło. Miejsca, spotkania i słowa dokładnie przeanalizował Tomasz Marzec.

Wiecznie żywy

Skandal dyplomatyczny na górze - ale ten konflikt pamięci i historyczny spór widać też na dole. Przenosimy się do niespełna 3-tysięcznej Cybinki, niedaleko granicy z Niemcami, gdzie wciąż jeszcze wisi ostatnia w Polsce płaskorzeźba z podobizną Stalina. Płaskorzeźba, która zdaniem ambasadora Andriejewa - dalej powinna tam wisieć, bo jak tłumaczy - to jest historia. A że to historia jednego z największych na świecie zbrodniarzy - to nie ma znaczenia. Co zaskakujące, nie ma znaczenia też dla mieszkańców i władz Cybinki.

Akcja i reakcja

Wycofał się ze swoich szokujących słów, ale nie przeprosił - ambasador Rosji tłumaczył się dziś w Ministerstwie Spraw Zagranicznych z wywiadu, jakiego udzielił naszemu programowi. Wywiadu, po którym oprócz dyplomatycznego skandalu zostaje jeszcze pytanie, czy to przypadkowa niefortunna wypowiedź, czy zaplanowana prowokacja? Bo słów o tym, że Polska jest współodpowiedzialna za wybuch II wojny światowej nikt się nie spodziewał. Brygida Grysiak umawiała się z Siergiejem Andriejewem na rozmowę o trudnych relacjach polsko-rosyjskich, m.in. w kontekście demontowania radzieckich pomników, które wciąż stoją w Polsce. Szybko okazało się, że ta rozmowa idzie w innym kierunku, a szokujących odniesień do historii będzie więcej. Reakcja w Polsce była zdecydowana, natychmiastowa i zgodna, jak rzadko kiedy.

Zaplanowany wybryk

Szokujące słowa rosyjskiego ambasadora i pytanie - czy to jego przypadkowa niefortunna wypowiedź - czy zaplanowana nowa strategia Rosji wobec Polski? Pytanie zasadne tym bardziej, że Moskwa wcale nie odcięła się od słów swojego przedstawiciela w Warszawie. Ani też od słów swojego ambasadora w Wenezueli, który kilka dni temu wypowiadał się o Polsce w bardzo podobnym tonie. Patrząc szerzej na to, co dzieje się teraz na świecie, na to co wspólnego mogą mieć syryjscy uchodźcy z wojną na Ukrainie - trudno oprzeć się wrażeniu, że wypowiedzi rosyjskich ambasadorów to jednak nie zbieg okoliczności.

Powtórka z historii

Dziś pokażemy rosyjskiego ambasadora, który do radzieckiej retoryki z dużym zaangażowaniem i - wydaje się - przekonaniem powraca. Słowa o współodpowiedzialności Polski za wybuch drugiej wojny światowej, o tym, że na Polskę siedemnastego września nie było żadnej agresji ZSRR i o zasługach Stalina mogą szokować. Ale powtarzane coraz częściej przez różnych rosyjskich dyplomatów każą także pytać o intencje i cel tego rosyjskiego ideologicznego ataku na Polskę.

Odkłamywanie historii

Jednym z momentów, w których pan ambasador mówiący o polskiej współodpowiedzialności za II wojnę światową, w Polsce poczuł się nieco gorzej, było zdjęcie popiersia radzieckiego generała Iwana Czerniachowskiego z pomnika w Pieniężnie. Generał przedstawiany najpierw w ZSRR, a potem w Rosji jako narodowy bohater miał niemałe zasługi na przykład w rozbijaniu Armii Krajowej na Wileńszczyźnie. A to co Czerniachowski robił jeden z historyków nazywa "destrukcją cywilizowanej wojny".

Imigranckie getta w Szwecji. "To nie są żadne slumsy"

W szwedzkich miastach są dzielnice, w których nawet 90 proc. mieszkańców to imigranci. Często określa się je mianem imigranckich gett, choć zupełnie nie wyglądają jak dzielice biedy. Czy obowiązuje w nich prawo szariatu, jak żyją mieszkańcy? Reporter TVN24 odwiedził Rinkeby na przedmieściach Sztokholmu. Materiał "Czarno na białym" TVN24.