Czarno na białym

Czarno na białym

Magdalena Ogórek powoli wychodzi do wyborców, choć na tle swoich konkurentów robi to rzeczywiście bardzo powoli. Pierwsze spotkania z mieszkańcami, pierwszy medialny wywiad i zapowiedzi, że teraz będzie tylko więcej. W sondażach tego więcej na razie nie widać. Magdalena Ogórek z 6-8 procent poparcia trzyma się wciąż na trzecim, choć wyraźnie oddalonym od pierwszej dwójki miejscu, ale trzeba zauważyć, że jest coś w czym od tej wspomnianej dójki nie odstaje mimo dość specyficznej mało medialnej kampanii - to wysoka rozpoznawalność.

Andrzej Duda to kandydat, który podróżuje najdłużej i najwięcej. Pod tym względem jest na razie rekordzistą. Wyraźnie narzucił przedwyborcze tempo, co - jak pokazują sondaże - dało mu widoczne efekty, choć patrząc na jego kampanijne spotkania trudno oprzeć się wrażeniu, że przekonuje głównie już przekonanych. Wprawdzie nie osiąga jeszcze poparcia, jakie ma Prawo i Sprawiedliwość, ale im bardziej skraca dystans do Bronisława Komorowskiego, tym bardziej w PiS rysuje się już kolejny polityczny scenariusz dla Dudy, gdyby jednak przegrał, ale w drugiej turze.

Bronisław Komorowski twierdził, że nie planuje wystawnej kampanii, a pomimo tego w trasę wyruszyło aż 17 „bronkobusów”. Najwyraźniej prezydent lub jego sztab zmienili zdanie, bo wprawdzie da się robić kampanię z pałacu prezydenckiego, ale - jak pokazują wyraźnie sondaże - zwycięstwo w pierwszej turze nie jest już wtedy takie pewne. Jak pokazały z kolei pierwsze dni prezydenckiego tour - ta aktywność też niesie ze sobą pewne ryzyko.

Co z drugą linią tego metra - tą, której otwarciem emocjonują się urzędnicy i zapewne część pasażerów, zapominając, że otwarta miała być prawie dwa lata temu. Ma być jeszcze w ten weekend, co enigmatycznie, stopniując napięcie, dawali dziś do zrozumienia urzędnicy ratusza. Czy jest się z czego cieszyć? Jak wygląda to, na co czekano tyle lat i czy rozwiąże to problemy komunikacyjne Warszawy? Sprawdzał Maciej Warsiński.

Metro to jednak nie tylko komunikacja. To także miejsce strategiczne z militarnego punktu widzenia. W podziemnych tunelach można przecież tworzyć schrony. I w warszawskim metrze stworzono. Problem w tym, że ci, którzy powinni wiedzieć po co i w jakiej sytuacji można by ze schronów korzystać, zdają się mieć o tym średnie pojęcie. Nieco na wyrost, ale zasadne pytania o ten element infrastruktury koniecznej w przypadku zagrożenia zadała Karolina Nowak.

Metro udało się wymyślić już ponad sto pięćdziesiąt lat temu. W Londynie pierwszą linię metra budowano przez 9 lat. W XIX wieku. W XXI w Warszawie niemal 5 lat potrzeba było żeby wybudować sześć stacji dopiero drugiej linii. W Londynie budowana jest już trzynasta, o trzeciej w Warszawie myślą chyba tylko najodważniejsi wizjonerzy. Więcej interesujących porównań i ciekawostek z historii londyńskiego metra przygotowała Magdalena Raczkowska Kazek.

W Polsce w ubiegłym roku swoich dzieci nie zaszczepiło 12 tysięcy rodziców. Może nie wydaje się to dużo, ale to najwięcej od czasów wprowadzenia 40 lat temu obowiązkowych szczepionek. Rośnie liczba nieszczepionych i rośnie też liczba chorych. Daleko jeszcze do epidemii, która dopadła już Niemców, ale lekarze ostrzegają. Ostrzegają i namawiają do szczepień - problem jednak w tym, choć są one obowiązkowe - to zmusić nikogo do nich nie można. Można co najwyżej karać grzywną. Ale na razie to mało skuteczna metoda. raport Łukasza Rucińskiego

Mało kto zdaje sobie sprawę jak groźna jest odra. Przekonamy się o tym na przykładzie historii Krzysztofa, który zachorował jako dziecko. Nie był szczepiony, bo wtedy nie było to jeszcze powszechne. Odrę przeszedł spokojnie i o niej zapomniał, ale po kilku latach objawiły się bardzo poważne powikłania. Od 30 lat mężczyzna jest przykuty do łóżka i nie ma z nim żadnego kontaktu. Odra to jedna z najbardziej niebezpiecznych chorób, którą bardzo łatwo się zarazić. Małgorzata Roman

Sprawa, w której dziś miał zapaść ostateczny wyrok, ale sąd zdecydował, że ogłosi go za dwa tygodnie. Jeśli utrzyma poprzedni werdykt - skarbówka prawdopodobnie będzie musiała zwrócić 1,5 miliona zablokowanego podatku VAT firmie handlującej metalami szlachetnymi. Branża tak zwana wrażliwa, której fiskus szczególnie się przygląda i historia, która pokazuje, że nawet, jak nic nie można znaleźć - to szukać można dalej.

Nie ma jednej, prostej odpowiedzi na pytanie: jak długo podatnik może dochodzić sprawiedliwości, ale jest dowód na to, że nawet 18 lat to mało. Właśnie przez tyle wymiar sprawiedliwości nie jest w stanie rozstrzygnąć sporu między państwem i podatnikiem o zwrot VAT-u. Dziś sąd zdecydował, że sprawa będzie dalej się toczyć. Sprawa o prawdę, bo firmy już dawno nie ma, a jej właścicielka popełniła samobójstwo. To oczywiście skrajny przykład, ale takich historii pogrążonych firm może być więcej - ostrzega szef towarzystwa ekonomistów polskich. Ostrzega i ujawnia wytyczne ministerstwa finansów dla skarbówek.

O filozofii działania fiskusa, czyli o tym dlaczego w Polsce podatnik to potencjalny oszust. Takim symbolem bezradności w starciu z urzędem skarbowym stał się Stanisław Kujawa - były przedsiębiorca z Zamościa. W cztery lata kontrole skarbówki doprowadziły do upadku firmę, którą budował niemal ćwierć wieku i w której zatrudniał 200 osób. Nie ma ostatecznego sądowego rozstrzygnięcia w tej sprawie, ale na jej przykładzie dobrze widać, na czym polega mechanizm, w którym fiskus może wszystko - a kontrolowana przez niego firma - praktycznie nic.

Bezsilna na razie rosyjska opozycja - bezsilna wydaje się też Europa. Putin wpuścił do Rosji na pogrzeb Borysa Niemcowa, kogo chciał. A że nie chciał tych, którzy chcieli - w tym delegacji polskiego parlamentu - to mamy nową odsłonę dyplomatycznej zimnej wojny. Sankcje za sankcje. W odpowiedzi na europejską listę Rosjan non grata Moskwa, jak wyjaśniła nam rosyjska ambasada w Warszawie, stworzyła własną listę osób niechcianych w Rosji, co jednak dopiero przy okazji pogrzebu wyszło na jaw.

Jaką realną siłę ma dzisiejsza rosyjska opozycja? Czy kilkadziesiąt tysięcy demonstrujących w ostatnich dniach Rosjan na kilkanaście milionów mieszkających tylko w Moskwie - to już znak przebudzenia? Głos opozycji - nawet po wybuchu ukraińskiego konfliktu - nie jest zbyt słyszalny ani w Rosji, ani poza nią, ale niekoniecznie dzieje się tak tylko dlatego, że skutecznie zagłusza go potężny aparat propagandowy prezydenta Putina. Owszem - brak niezależnych mediów, brak demokratycznych tradycji, tajemnicze morderstwa i prześladowania ludzi opozycji, a więc brak poczucia bezpieczeństwa, ale też brak jedności wśród tych, którzy władze odrzucają. Taki jest dziś obraz siły, a właściwie słabości rosyjskiej opozycji.

Borys Niemcow był jednym z liderów opozycji - był nim od początku rządów Putina. Ci, którzy go znali, mówią, że zawsze był zwolennikiem demokracji i typem reformatora. To przysparzało mu wrogów nawet w czasach rządów Borysa Jelcyna. W czasach, gdy Niemcow był wicepremierem Rosji. Zbyt zachodni jak na rosyjskie realia. I to być może dlatego - choć niektórzy wróżyli mu fotel prezydenta - od lat pozostawał w opozycji.

Dokładnie przed rokiem miało miejsce głośne wydarzenie z Włocławka, gdzie tuż przed porodem zmarły nienarodzone bliźnięta. Kontrola ministerstwa zdrowia od razu potwierdziła, że doszło do wielu nieprawidłowości, ale do dziś nie wskazano winnych. Prokuratura rok czeka już na opinię biegłych i nawet jeśli się doczeka, to konsekwencji dla nikogo i tak raczej nie będzie, bo zgodnie z polskim prawem nie można w takich przypadkach karać za śmierć nienarodzonego człowieka. O potrzebie zmiany prawa mówi się od dawna, ale wątpliwości w tej kwestii jest tak wiele, że na razie zamiast przepisów, mamy kolejne tragiczne scenariusze pisane przez życie. A właściwie przez śmierć.

Jak w polskich szpitalach traktowane są kobiety, których ciąże nie mają szczęśliwego finału? Niekiedy to finał z podwójną tragedią - jak ostatnio w Zabrzu, gdzie najpierw tuż przed porodem zmarło dziecko, a potem jego matka. Nie wiadomo, jak długo 37-latka nosiła martwą ciążę, bo - jak ustalił nasz reporter - co innego mówi lekarka prowadząca, a co innego lekarz ze szpitala, gdzie kobieta siłami natury rodziła już martwe dziecko. Sprawę bada NFZ, a także prokuratura, która poza ustaleniem medycznych powodów śmierci dziecka i matki - wyjaśnia też, czy doszło do zaniedbania w opiece lekarskiej, bo z tego co mówi mąż kobiety - to właściwie trudno mówić, że taka opieka ogóle była.

W Polsce rocznie rodzi się blisko 1,5 tysiąca martwych dzieci. To nawet nie promil wszystkich urodzeń, ale dla tych kobiet to często dopiero początek koszmaru. Relacje niedoszłych matek są wstrząsające. W szpitalach trafiają do sal z kobietami, które za chwilę będą rodzić zdrowe dzieci, nie mają żadnej specjalnej opieki ani nawet podstawowej informacji o tym, dlaczego mimo wszystko najlepiej urodzić siłami natury martwe dziecko i że potem można je zobaczyć i pochować. Trudno uwierzyć, że w 21 wieku tak są traktowane pacjentki. Łatwiej zrozumieć, że po tym wszystkim nie mają już siły walczyć o swoje prawa.

Finał głośnej historii z Łodzi, gdzie małe, niewinne z pozoru nieporozumienie na ulicy skończyło się tragedią. Właściwie nawet nie zdążyło dojść do kłótni - od razu w ruch poszedł nóż. Zginął niczemu niewinny 20-latek. Zabójca - niemal jego rówieśnik - usłyszał niedawno wyjątkowo surowy wyrok - dożywocie bez możliwości wcześniejszego zwolnienia. Arkadiusz Gdula rozmawiał ze skazanym, który twierdzi, że nie pamięta jak zabijał, ale przyznaje, że nosił przy sobie nóż, bo - jak tłumaczy - chciał uchodzić za groźnego.

Z policyjnych statystyk wynika, że choć ogólnie liczba przestępstw Polsce spada - to rośnie liczba rozbojów i napadów z udziałem najmłodszych. Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, nie jest prosta. Wcale nie jest powiedziane, że to bieda i patologia są źródłem tej przemocy. Raport Macieja Warsińskiego

Najnowszy tragiczny przykład ze Śląska, gdzie czwórka niespełna 20-latków pobiła na śmierć mężczyznę, który zwrócił im uwagę, gdy kamieniami i butelkami wybijali szyby w budynku. Byli pijani, bezwzględni i zdeterminowani, choć teraz oczywiście nie chcą tego pamiętać. W swoim środowisku znani byli z agresji. Nasz reporter rozmawiał z ludźmi, którzy twierdzą, że kwestią czasu było to, kiedy dojdzie do tragedii. Jacek Smaruj