Czarno na białym

Czarno na białym

Płatna profilaktyka

Po głośnym wyznaniu hollywoodzkiej gwiazdy, która profilaktycznie usunęła piersi, a potem jajniki, Polki częściej niż dotąd zaczęły sprawdzać, czy są nosicielkami groźnego genu BRCA1. Jest on odpowiedzialny za raka piersi i jajników, czyli za bardzo częste nowotwory u kobiet. Ale tu pojawia się problem, bo o ile to badanie jest szybkie i tanie, o tyle gorzej, jeśli kobieta z grupy wysokiego ryzyka zdecyduje się na profilaktyczne usunięcie piersi lub jajników. Za taki zabieg NFZ nie płaci. Teoretycznie. Bo w praktyce - jak sprawdziła nasza reporterka - lekarze często "naciągają" dokumentacje, by NFZ jednak pokrył koszty. Gdy dwa lata temu mówiliśmy o bezsensowności tego procederu, ministerstwo zdrowia obiecywało zmiany. Ale nic się nie zmieniło. Dlaczego, skoro w leczeniu najważniejsza i ostatecznie najtańsza jest właśnie profilaktyka?

Między niebem a ziemią

Ten dramat i ta katastrofa mimowolnie narzucają pytanie o bezpieczeństwo podróży samolotami. Liczby, które pokażemy nie pozostawiają żadnych wątpliwości, co najbardziej wymownie obrazuje porównanie, z jakiego wynika, że prędzej można zginąć od uderzenia piorunem niż w katastrofie lotniczej. I dlatego - choć skutki takich wypadków są z reguły tragicznie spektakularne - to od lat przybywa i samolotów, i pasażerów.

W żałobie

Większość zabitych to Niemcy i Hiszpanie, ale wydłużyła się lista narodowości ofiar. Wiadomo, że Polak stracił w tym wypadku żonę Hiszpankę i kilkumiesięcznego syna. Wiadomo też, że samolotem lecieli m.in. obywatele Meksyku, Australii, Izraela i Japonii. Znalezienie wszystkich i identyfikacja będą bardzo trudne, bo samolot rozbił się na stromych zboczach Alp. Po takich tragediach lista pasażerów przestaje być tylko listą, a staje się swoistym spisem historii ludzi, którzy tym feralnym samolotem lecieli.

Lot nr 25-95

Żałoba rodzin ofiar i szok wśród personelu Germanwings, którego samolot rozbił wczoraj we Francji. Dziś niektórzy piloci nie chcieli lecieć w zaplanowane rejsy, poprosili o zastępstwo. Wciąż nie wiadomo, co było przyczyną katastrofy airbusa. Wielu ekspertów zgodnie zauważa jednak, że ostatnie chwile przed rozbiciem samolotu były bardzo dziwne i trudno je wyjaśnić. Właściwie na razie każda hipoteza jest możliwa. Dotąd znaleziono tylko jedną czarną skrzynkę, która z pewnością kryje część tajemnicy tej katastrofy i śmierci 150 osób. Ale na odczytanie jej zapisów trzeba będzie poczekać. O tym, co już wiemy, a w szczególności o ostatnich kluczowych minutach tego feralnego lotu.

Wolność, czy bezpieczeństwo?

Pytanie o granicę między dyscypliną i rygorem, a bezpieczeństwem w szkole. Tu pojawia się pomysł Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, które chce od przyszłego roku zakładać monitoring w szkołach. Kamery mają być na korytarzach i wokół budynków, a nie w klasach. Z kolei samorząd w Lublinie ma taki plan, by do wszystkich klas można było zaglądać przez częściowo przeszklone drzwi. Czy taka kontrola w szkołach jest potrzeba?

Tresura czy troska?

W przypadku historii z Legnicy osąd też właściwie został już wydany, choć w tym przypadku chyba jednak zbyt szybko. Bo sytuacja jest zupełnie inna niż w Szczodrem i to pod każdym względem. Kontrowersyjny (brzmiący bardziej jak wojskowy, a nie szkolny) regulamin "wejść do klas" nie jest rodzajem tresury, a pewną metodą działania wobec dzieci w klasach terapeutycznych, co szkoła ustaliła wspólnie z rodzicami i psychologami. Co do zasady zgadzają się z tym też inni specjaliści, z którymi rozmawiał reporter "Czarno na białym". Choć rzeczywiście dyskusyjny jest język, w jakim napisano ten regulamin.

Świat dorosłych

Nauczycielka, która zaklejała usta dzieciom i kazała im zimą uczyć się przy otwartych oknach oraz musztra prawie wojskowa dla dzieci z klas terapeutycznych - to dwie szkolne afery, o których ostatnio było głośno w mediach. Jednak to zupełnie różne sprawy, ale obie każą zadać pytanie o granicę między dyscypliną i rygorem a bezpieczeństwem w szkole. Pytanie wyjątkowo zasadne w Szczodrem, koło Wrocławia, bo tam mamy zaskakujący zwrot akcji. Krytyka i złość mieszkańców skupiły się nie na nauczycielce, która zaklejała usta i straszyła dzieci, ale na rodzicach, którzy całą sprawę ujawnili. Bo - jak usłyszał nasz reporter - na wsi lekarz i nauczyciel to świętość. Trudno teraz przesądzać, czy to właśnie z tego powodu nikt w szkole nie reagował na zachowanie nauczycielki, ale trudno też uwierzyć, że nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, co się tam dzieje. Tym bardziej, że na jaw wychodzą nowe fakty.

Mapa patriotyzmu

Abstrakcją - prawdopodobnie dla wszystkich - było jeszcze przed rokiem pytanie o gotowość do walki za ojczyznę w razie ataku na nasz kraj. Dziś i pytanie, i odpowiedzi nie są już tak oderwane od rzeczywistości, bo mają silny związek z tym, co przez ten rok wydarzyło się za naszą wschodnią granicą. Przemysław Wenerski wspólnie z ekspertami przeanalizował ostatnie sondaże, by ocenić, czy niespełna 1/3 Polaków gotowych do walki w razie ataku to dużo, czy mało.

Student-wojak, student-pan

Czy odpowiedzią na kryzys na Wschodzie jest boom na wojskowych uczelniach w Polsce? Po kilkunastu kandydatów na jedno miejsce. Konkurencja większa niż na rekordowo popularnych dotąd kierunkach cywilnych, jak np. psychologia. To, że jest wielu chętnych, nie znaczy, że rekrutacja jest łatwa. Wręcz przeciwnie. Dlaczego więc młodzi Polacy tak ciągną na wojskowe uczelnie?

Demonstracja siły

Gdy przed rokiem, dokładnie po aneksji Krymu, porównywaliśmy potencjały militarne Rosji i NATO, to było rysowanie palcem po mapie. Dziś - gdy przez Polskę przejeżdżają oddziały amerykańskiej armii, a w centrum kraju stacjonują słynne patrioty - mamy już pewną demonstrację siły. Mamy ją zresztą od wielu miesięcy po obu stronach. Z groźbami użycia atomu włącznie. Czy to tylko ćwiczenia i propaganda, czy już przygotowania do wojny?

Polecane, odradzane

Ministerstwo Spraw Zagranicznych swoje obawy co do Tunezji streściło już w ubiegłym roku w krótkim komunikacie. Był on jednoznaczny i można było w nim przeczytać między innymi, że MSZ odradza wyjazdy do tunezyjskich miejscowości i zaleca rezygnację z podróży, jeżeli nie jest ona niezbędna. Dlaczego mimo to polskie biura podróży wysyłały tam swoich klientów, reklamami zachęcały do wyjazdów do Tunezji i czy informowały o zagrożeniu atakami terrorystycznymi w tym kraju?

Terroryści al-Tunis

Do zamachu przyznali się dżihadyści z Państwa Islamskiego. Eksperci nie mają jednak pewności, czy rzeczywiście oni go dokonali. Pewni są za to, że Tunezja to dla terrorystów jedna z najlepszych baz wypadowych, a Tunezyjczycy są bardzo ważną grupą wśród bojowników IS. "Czarno na białym" spytało specjalistów między innymi, dlaczego ten uchodzący do niedawna za bezpieczny kraj jest dziś tak ważny dla zamachowców i dlaczego napastnicy wzięli na cel właśnie tunezyjskie muzeum.

Ocaleni

Cały czas słyszę strzały, dookoła leżeli zakrwawieni ludzie, udawaliśmy martwych, żeby przeżyć - to tylko fragmenty relacji osób, które przeżyły zamach w Tunezji. W "Czarno na Białym" pokażemy między innymi ich relacje, zapytamy także dlaczego Polacy podróżowali tam mimo ostrzeżeń Ministerstwa Spraw Zagranicznych i czy biura podróży organizujące wyjazdy do Tunezji ostrzegały o ryzyku zamachów terrorystycznych w tym kraju. Popołudniu MSZ poinformowało, że zmarł trzeci Polak ranny w czasie ataku na muzeum Bardo, w sumie zginęły tam więc 24 osoby. Relacje tych, którzy przeżyli atak terrorystów.

Słowa i czyny

Drugi z duchownych zamieszanych w skandal pedofilski na Dominikanie - arcybiskup Wesołowski - czeka wciąż na swój proces w Watykanie, choć reakcja papieża Franciszka była wręcz ekspresowa. Gdy tylko pojawiły się podejrzenia, odwołał z Dominikany swojego nuncjusza, a potem - choć śledztwo jeszcze trwa - wydalił go ze stanu kapłańskiego. Ta reakcja stała się symbolem wyraźnej zmiany w podejściu Kościoła do problemu, który dotąd w Kościele był skrywany. Nie tylko zresztą w tej kwestii widać, że Franciszek chce zmian. W drugą rocznicę inauguracji jego pontyfikatu - co przypada dokładnie dziś – Tomasz Marzec analizuje - ile w tym jest szczerych chęci papieża, a ile realnego działania.

Rachunek sumienia

Wielki pedofilski skandal z udziałem polskich duchownych na Dominikanie doczekał się swojej pierwszej sądowej odsłony. W piątek rusza proces księdza Wojciecha G. oskarżonego o wykorzystanie seksualne 8 chłopców na Dominikanie, ale też w Polsce. Drugi z duchownych - arcybiskup Józef Wesołowski - czeka jeszcze na swój proces w Watykanie. W reportażu także o tym, jak ta sprawa i reakcja na nią papieża stały się symbolem wyraźnej zmiany w podejściu Kościoła do problemu, który dotąd w Kościele był mocno skrywany. Rok śledztwa, zeznania ponad 100 świadków i prawie 100 tysięcy pornograficznych zdjęć z komputera księdza - to wszystko pozwoliło śledczym na postawienie 10 zarzutów, za które Wojciechowi G. grozi 15 lat więzienia. G. nie przyznaje się do winy i odmawia składania zeznań, ale prokurator powiedział naszemu reporterowi, że dowody są mocne, co nie znaczy jednak, że proces będzie łatwy.

In vitro. Fakty i mity

In vitro z czysto medycznego punktu widzenia. Co wiadomo o tej metodzie po blisko 40 latach jej stosowania na świecie i urodzeniu się dzięki niej pięciu milionów ludzi? Czy in vitro to faktycznie leczenie niepłodności i czy dzieci urodzone dzięki sztucznemu zapłodnieniu częściej mają wady genetyczne? Małgorzata Roman zapytała o to czterech specjalistów - genetyka i ginekologów, którzy od lat zajmują się różnymi sposobami leczenia niepłodności.

In vitro. Historie

Starać się o dziecko z in vitro, czy nie? To upolitycznienie tematu w Polsce i twarde stanowisko Kościoła stawia wiele kobiet - niemogących mieć dzieci naturalnie poczętych - przed dylematami. W "Czarno na białym" historie dwóch kobiet - katoliczek, które urodziły dzieci z in vitro, co całkowicie zmieniło ich życie. Nie tylko dlatego, że zostały matkami. O tym, jak ta jedna decyzja pogorszyła relacje w rodzinie, doprowadziła do odsunięcia się od Kościoła i wywróciła do góry nogami plany zawodowe.

In vitro wyborcze

Czy dzieci urodzone metodą in vitro rzeczywiście mają częściej wady genetyczne? Ten medyczny punkt widzenia w kampanii wyborczej, oczywiście, nie ma znaczenia, ale przyjęty kilka dni temu przez rząd projekt ustawy o leczeniu niepłodności, wpisał in vitro w kampanię. I to na dobre. W jej kulminacyjnym czasie ustawa będzie bowiem przechodzić przez Sejm. Ustawa, która niektórych kandydatów na prezydenta może stawiać co najmniej w kłopotliwym położeniu.

On, czyli kto?

Człowiek, który stworzył SKOK-i, przez lata nimi zarządzał, a teraz staje przed zarzutami, że SKOK-i stały się skokiem na pieniądze. 52-letni Grzegorz Bierecki nie jest szerzej znany, lubi ciszę. To w niej przez dwadzieścia lat budował imperium kas, dorobił się przy tym: sporego majątku, sławy hojnego darczyńcy i mocnej politycznej pozycji na prawicy. Jest senatorem PiS, choć nigdy nie należał do partii, ale w partii ma tak silne wpływy, że niektórzy widzieli w nim kandydata na prezydenta. Być może zbyt silne wpływy sprawiły, że tak się nie stało.

Skok w nieznane

Kilkadziesiąt milionów złotych - majątek, który zamiast posłużyć do ratowania mających kłopoty SKOK-ów, trafił do prywatnej spółki Grzegorza Biereckiego, byłego już nadzorcy systemu SKOK. Tak twierdzi Komisja Nadzoru Finansowego i o swoich zastrzeżeniach na początku miesiąca informuje premier, CBA i ABW. Sprawa jest skomplikowana - liczą się w niej i pieniądze i czas, w jakim te pieniądze przepływały.