Kraków

Kraków

Fatalnie skończyła się kłótnia czterech pasażerów tramwaju jadącego w kierunku krakowskiego Bieżanowa. W trakcie sprzeczki jedna z osób wyciągnęła gaz pieprzowy i rozpyliła go w wagonie. Poszkodowana została pasażerka. Teraz policja szuka uczestników awantury.

Mieszkaniec Ukrainy próbował wwieźć do Polski słój zawierający 400 żywych pijawek. Zwierzęta miały służyć do celów paramedycznych. Mężczyzna nie miał zezwolenia Ministra Środowiska na przewożenie tego typu zwierząt, dlatego pijawki zostały mu odebrane. Teraz trafią do zoo w Zamościu, a mężczyźnie grozi do 5 lat więzienia.

28-latek zawiadomił policję, że został napadnięty, kiedy przewoził kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nieznani sprawcy mieli mu grozić bronią, odebrać worki z pieniędzmi, a na koniec przestrzelić silnik w jego samochodzie. Okazało się jednak, że cały napad został sfingowany, a mężczyzna sam zabrał pieniądze. Teraz grozi mu do 8 lat więzienia.

"Za trzy dni na dworcu autobusowym podłożona będzie bomba". Taki anonimowy telefon odebrała w czwartek krakowska policja. Funkcjonariuszy mocno zaskoczyło jednak to, że mężczyzna który groził wybuchem, grzecznie czekał na nich przy budce, z której dzwonił. Zapytany o to, dlaczego postawił na nogi wszystkie służby stwierdził, że chciał przezimować w areszcie.

Prokuratura sprawdza, czy przy rozstrzyganiu konkursu na dyrektora Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie nie doszło do nadużyć. Lipcowy konkurs wygrał Jan Tajster, któremu wcześniej prokuratury w Krakowie i Nowym Sączu postawiły w sumie 13 zarzutów. Mężczyzna kilka dni po objęciu stanowiska został odwołany.

Krakowska policja zatrzymała mężczyznę i kobietę, podejrzanych o napaść na taksówkarza. W salonie gier, w którym pracował 31-latek mundurowi znaleźli też znaczne ilości nieznanej substancji, jak podejrzewają: dopalaczy. Teraz podejrzanym grozi do 12 lat więzienia.

- Suczka z maleństwem kona z głodu i zimna w lesie... Pani, która je znalazła błaga o pomoc pracowników gminy... Ich odpowiedź ? "Proszę je zostawić na miejscu. Firma, z którą mamy umowę odbierze je jutro..." Jutro będzie za późno. Umrą z głodu i chłodu, ale może o to właśnie chodzi – pyta dr Radosław Fedaczyński z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu.

56-latek z Końskich (woj. świętokrzyskie) już od jakiegoś czasu szukał pracy. Kiedy na początku września odwiedzał urząd pracy podeszło do niego dwóch mężczyzn. Powiedzieli, że pomogą mu znaleźć zatrudnienie. Dali mu do podpisania dokumenty. Po miesiącu okazało się, że 56-latek nie podpisał umowy o pracę, tylko… wziął kredyt.