Korea Północna

Korea Północna

Korea Północna w ewentualnym starciu z Koreą Południową ma jedną istotną kartę przetargową, Seul. Ta wielomilionowa, gęsto zamieszkana metropolia jest zakładnikiem Kim Dzong Una, którego artyleria może od pierwszych sekund wojny ją ostrzeliwać. Czy Korea Północna jest jednak w stanie rzeczywiście "zrównać z ziemią" Seul, tak jak to ujmuje wiele zachodnich mediów?

Wysłanie nad Półwysep Koreański dwóch "niewidzialnych" bombowców B-2 było znaczącym sygnałem propagandowym ze strony USA. Te maszyny rzadko ruszają się ze swojej bazy, są bowiem niezwykle cenne i "oszczędza" się je na wyjątkowe okazje. Duże znaczenie mają też koszty. Najnowszy lot nad Półwysep Koreański kosztował ponad sześć milionów dolarów.

Władze Chin wezwały do "wspólnych wysiłków" na rzecz zmniejszenia napięcia na Półwyspie Koreańskim. Rosja z kolei skrytykowała "jednostronne działania", dając do zrozumienia, że amerykańska aktywność w regionie może doprowadzić do wymknięcia się sytuacji spod kontroli. W ostatniej odsłonie wojny nerwów reżim w Phenianie zarządził przygotowania do ataku rakietowego na USA.

Kim Dzong Un postawił w stan gotowości bojowej wojska rakietowe Korei Północnej. Prawdopodobnie - jak sugeruje agencja Reutera - jest to reakcja na wcześniejszy przelot dwóch amerykańskich bombowców strategicznych B-2 nad Półwyspem Koreańskim. Wywiad Południa donosi o wzmożonej aktywności armii Północy.

Niewidoczne dla radarów amerykańskie bombowce B-2 Spirit, wezmą udział w corocznych ćwiczeniach wojskowych w Korei Południowej - donosi CNN powołując się na czwartkowe oświadczenie Stanów Zjednoczonych. Zapowiedź uczestnictwa w manewrach padła po wtorkowej groźbie Korei Północnej ataku na bazy wojskowe USA na wyspie Guam, na Hawajach i na kontynentalnym terytorium Stanów Zjednoczonych.

Korea Północna podnosi napięcie mówiąc, że półwysep stoi na krawędzi wojny nuklearnej, ale w rzeczywistości szuka rozwiązania dyplomatycznego - twierdzi część ekspertów. Powodem tego jest prawdopodobnie przyłączenie się Chin do sankcji wymierzonych w reżim. W tej sytuacji dla upadającego gospodarczo reżimu jedynym wyjściem z sytuacji jest otwarcie się na świat.

Amerykańscy generałowie potrzebowali 56 dni i ponad dwóch wzmocnionych dywizji, aby opanować sytuację w rozpadającym się państwie "Północny Brownland", uprzednio kontrolowanym przez kryminalny reżim dysponujący bronią jądrową. Wszelkie podobieństwa z Koreą Północną są zapewne zamierzone.

Kolejny dzień na Półwyspie Koreańskim upływa pod znakiem wzajemnych gróźb i oskarżeń, które w ostatnich tygodniach osiągnęły wyjątkowe natężenie. Oficjalne media Phenianu kazały "pilnować swojego języka" prezydent Korei Południowej, Park Geun Hie, która ponownie zarzuciła Północy zatopienie korwety Cheonan.

Nie broń atomowa i nie milionowe masy wojska są najgroźniejszą bronią w ręku Kim Dzong Una. Największym zagrożeniem jest elitarna jednostka "Nr 121". Największe postępy reżim Północy czyni bowiem w walce cybernetycznej. Inwestycje w szkolenie utalentowanych hakerów są dużo tańsze niż zakup broni i technologii.

Korea Północna zagroziła w czwartek atakiem na amerykańskie bazy morskie położone w Japonii i na wyspie Guam. Była to odpowiedź Phenianu na niedawny przelot bombowców strategicznych USA w pobliżu Półwyspu Koreańskiego.