Konflikty zbrojne Rosji

Konflikty zbrojne Rosji

Sekretarz obrony USA Chuck Hagel powiedział w wywiadzie dla dziennika i telewizji Bloomberg, że NATO rozważa opcję wysłania do Europy Środkowej na stałe amerykańskich żołnierzy w związku z zagrożeniem, jakie w Europie stworzyła w ostatnim czasie Rosja. Potwierdził tym samym słowa dowódcy Sojuszu w Europie, gen. Philipa Breedlove'a, którego w czwartek cytował "New York Times".

- Kiedyś wojna w Europie była nie do pomyślenia, dziś niestety jest inaczej - ocenił w czwartek minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Odniósł się w ten sposób do wypowiedzi premiera Donalda Tuska dla najnowszego wydania tygodnika "Die Zeit", że uważa on za realną możliwość rosyjskiej inwazji na wschodnią i południową Ukrainę.

Zwiększenie siły rażenia lotnictwa, więcej okrętów na Bałtyku i Morzu Czarnym, być może kilka tysięcy żołnierzy z USA w Europie Wschodniej. Taki plan działań NATO wobec zagrożenia ze strony Rosji przedstawia w rozmowie z "New York Timesem" gen. Philip Breedlove, dowódca sił NATO w Europie.

Należy odbudować siły USA w Europie, by zapewnić pokój i uspokoić naszych sojuszników w Europie Wschodniej - apelował w środę były dowódca sił NATO w Europie James Stavridis. Prawdopodobieństwo dalszej agresji Rosji wobec Ukrainy określił jako "jeden do trzech". Dodał, że pomoc taktyczna i logistyczna Sojuszu w Kijowie sprawiłaby, że "rachunek" za interwencję okazałby się być może dla Władimira Putina zbyt wysoki.

W środę w Brukseli odbyło się posiedzenie komisji NATO-Gruzja. Szef Sojuszu Anders Fogh Rasmussen nazwał Gruzję "kluczowym krajem aspirującym do członkostwa w NATO". Po sześciu latach wraca więc prawdopodobnie postulat USA i Polski, który zakładał już w 2008 r. objęcie tego kraju, a także Ukrainy, planem szybkiej drogi do uczestnictwa w Sojuszu. Wtedy storpedowały go Berlin i Paryż, a Rosja kilka miesięcy później wkroczyła do Osetii Południowej i Abchazji.

Dalsza interwencja Rosji na Ukrainie byłaby historyczną pomyłką - powiedział w środę w Brukseli szef NATO, Anders Fogh Rasmussen, przewodniczący obradom Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wcześniej gen. Philip Breedlove, głównodowodzący sił Sojuszu w Europie, poinformował, że Rosja wciąż ma ustawione wzdłuż wschodniej granicy Ukrainy wojska, które "w ciągu 3-5 dni" osiągnęłyby swoje cele w tym kraju.

Rosyjskie wojska stoją nad granicą z Ukrainą i żadne z ich oddziałów się nie wycofały. Gdyby zaatakowały sąsiada, swoje cele mogłyby osiągnąć "w ciągu 3-5 dni" - poinformował w środę dowódca sił NATO w Europie, gen. Philip Breedlove cytowany przez agencję Reutera.

- Gdyby znalazły się u nas dwie ciężkie brygady krajów NATO byłby usatysfakcjonowany i szczęśliwy - powiedział minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w Weimarze. Kilka godzin później w Warszawie premier Donald Tusk stwierdził, że wzrost sił NATO w Polsce uznajemy za "niesatysfakcjonujący".

Sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen oznajmił, że Sojusz nie zaobserwował redukcji liczby wojsk rosyjskich rozmieszczonych nad ukraińską granicą. - Niestety, nie mogę potwierdzić, że Rosja wycofuje swoje wojska. Nie widzimy tego - powiedział Duńczyk.