Łódź

Łódź

- Uciekałam boso z córką i jej dzieckiem. Temperatura była bardzo wysoka. Czułam ogień na plecach - mówiła reporterce TVN24 jedna z poszkodowanych kobiet, która poparzona trafiła do szpitala po wybuchu gazu w Jankowie Przygodzkim. - Czekaliśmy tylko, jak to wszystko pójdzie w naszą stronę. To było jak koniec świata - relacjonowała wstrząśnięta jedna z mieszkanek. Inni mówili, że "słyszeli wybuch, jakby bomba spadła".

- Będzie pomoc państwa dla poszkodowanych podczas eksplozji gazu w Jankowie Przygodzkim (Wielkopolskie) - zapowiedział w czwartek wojewoda wielkopolski Piotr Florek. Zaznaczył, że pierwsze zasiłki mogą być wypłacone już w piątek, jeśli będzie taka potrzeba. - Rozmawiałem z ministrem Michałem Bonim, wszelka pomoc będzie osobom poszkodowanym udzielona - podkreślił.

- Z pewnością przyczyną tragedii nie było uszkodzenie nowego gazociągu, bo ten nie był jeszcze napełniony gazem. Specjalna komisja oceni, czy doszło do uszkodzenia mechanicznego, czy też do awarii technologicznej - powiedziała na antenie TVN24 Małgorzata Polkowska z Gaz-Systemu.

Prokuratura Okręgowa postawiła zarzuty uszkodzenia mienia Kamilowi Z., 22-letniemu członkowi ONR zatrzymanemu na terenie powiatu radomszczańskiego. Do sądu wpłynął także wniosek o areszt. W ramach śledztwa ws. zniszczenia budki wartowniczej przed ambasadą rosyjską w Warszawie, w łódzkiem, zatrzymano jeszcze dwie inne osoby.

Piotrkowscy śledczy wysłali do łódzkiej kurii pismo z prośbą o rozszerzenie informacji zawartych w komunikacie opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej archidiecezji. Kuria w ubiegłym tygodniu poinformowała o zawieszeniu w funkcji proboszcza ks. Dariusza Mordaki w związku z oskarżeniami o "czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia".

Do aresztu trafili dwaj mężczyźni, którzy zdaniem śledczych mieli przewozić w karetce 510 tys. sztuk papierosów bez akcyzy. Sąd zgodził się we wtorek na tymczasowy areszt dla 45- i 55-letniego mężczyzny z uwagi na ryzyko matactwa. Podejrzani używali samochodu oznakowanego jako pogotowie ratunkowe.

Na trzy miesiące do aresztu trafią czterej mężczyźni podejrzani o brutalne zgwałcenie 26-letniej kobiety. Zdaniem śledczych, była ona bita i gwałcona przez mężczyznę od którego wynajmowała pokój i jego kolegów. Podejrzanym grozi 15 lat więzienia.

Liczy około trzydziestu nazwisk, a przy każdym widnieje adnotacja np. "twierdzi, że bicie to metoda wychowawcza" albo: "oddała psa, bo nie szczekał". Lista osób, które nie mogą adoptować psa wciąż się powiększa. W łódzkim schronisku podkreślają, że dzięki niej czworonogi nie trafią do nieodpowiedzialnych i agresywnych właścicieli.

Wrześniowy wieczór, piątek 13. Huk po zderzeniu dwóch samochodów na jednym ze skrzyżowań i cztery osoby, które potrzebowały pomocy. Gapiów było dużo, ale bohater tylko jeden. 15-letni Karol wezwał pogotowie, udzielił pierwszej pomocy i uspokajał roztrzęsionych poszkodowanych. Kiedy przyjechała karetka, spokojnie wrócił do domu. Nikomu się nie chwalił, nawet rodzicom.

Na polskich ulicach pojawiła się nowa grupa zawodowa. To "stacze" albo "słupy". Wynajmują ich nielegalni handlarze, którzy rozstawiają swoje stoiska gdzie popadnie - najczęściej na chodnikach w bardzo uczęszczanych miejscach. Za taki handel grozi mandat i właśnie dlatego właściciele towaru wynajmują staczy, aby ci brali mandaty na siebie. Te pieniądze są potem nie do wyegzekwowania.

Policjanci z Białej Rawskiej w ambulansie znaleźli kartony z papierosami bez polskiej akcyzy. Wartość zabezpieczonego towaru to około 140 tysięcy złotych. Zatrzymano dwóch mężczyzn. Noc spędzili w policyjnym areszcie.

Ks. Ireneusz Bochyński w związku z wywiadem na temat pedofilii, jakiego udzielił jednemu z lokalnych tygodników, został zwolniony z funkcji rektora kościoła akademickiego Panien Dominikanek w Piotrkowie Trybunalskim. Duchowny został także odsunięty od nauczania religii w szkołach. Łódzka kuria poinformowała także o zawieszeniu proboszcza parafii w Klukach.

Tylko na część pytań śledczych odpowiedział ks. Bochyński w piotrkowskiej prokuraturze. Na niektóre pytania nie odpowiedział, bo zasłonił się tajemnicą spowiedzi. Przesłuchanie trwało około pół godziny. Śledczy zaznaczają, że postawa prokuratora nie oznacza, że śledztwo w tej sprawie nie zostanie wszczęte.